Popularni autorzy z którymi mam 'problem'

Popularni autorzy z którymi mam 'problem'

Zapewne każdy z Nas posiada przynajmniej jednego autora (bądź autorkę), którego książki kupuje zupełnie w ciemno. Tytuł pojawia się w zapowiedziach, a Wy już wiecie, że ta książka prędzej czy później musi trafić w wasze ręce. Osobiście sięgam po wszystko autorstwa Leigh Bardugo, Marissy Meyer czy Johna Boyne.


Analogicznie - każdy z Nas zna kilku autorów z którymi relacja mogłaby nosić status "to skomplikowane". Niby sięgamy po ich książki, dajemy im kolejne szanse ale zawsze brakuje 'chemii', coś nie iskrzy. A ponieważ chętniej rozmawiam o tym co mi przeszkadza i nie pasuje (szokujące! :O), to dzisiaj porozmawiamy o tych autorach z którymi mam drobne 'problemy'.

John Green
Nie będzie to szokujące jeśli powiem, że moja przygoda z Greenem rozpoczęła się od "Gwiazd naszych wina". No i tak - podobało mi się! Wiem, że nie jest to książka bez wad ale uważam, że w swoim gatunku jest na prawdę całkiem przyjemna. Wydaje mi się też, że to ona zapoczątkowała 'modę' na książki o śmiertelnie chorych nastolatkach, których w pewnym momencie było od zasrania bardzo dużo. Ale jako, że historia Hazel i Gusa była pierwsza to wydawała mi się dość świeża i ciekawa.
Wiadomo, że dobra młodzieżówka nie jest zła - postanowiłam więc zabrać się za kolejne książki Greena, co ostatecznie okazało się stratą czasu.
"Papierowe miasta" prawie mnie uśpiły, nie jestem w stanie przypomnieć sobie o czym była ta książka. Nawiedzona Margo nie skradła mojego serca swoim hipsterzeniem.
Stwierdziłam, że między obiema książkami jest tak ogromna przepaść, że trzeba dać Johnowi jeszcze jedną szansę - nadeszła więc pora na "Szukając Alaski"... Już same opisy mnie nie zachęcały:

Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena (...).
Może ktoś pamięta jak wybitnie uwielbiam "Buszującego w zbożu"? Wcale. Wcale jest odpowiedzą. Ani kuwa trochę.
Znowu mamy do czynienia z nawiedzoną i zbuntowaną-bez-powodu dziewczyną, która nie wzbudza żadnej sympatii. Tytułowa Alaska znika, a chłopak jej szuka - no REWELACJA. Kolejna książka Greena o której więcej nie pamiętam niż pamiętam.


Ponieważ lubię cierpieć, to jakiś czas temu zabrałam się za "Żółwie aż do końca". Przyznam szczerze, że w tym przypadku było już dużo lepiej, aż sama nie mogłam w to uwierzyć. Żeby tradycji stało się za dość - po raz kolejny nie mogłam strawić głównej kobiecej postaci. W tym przypadku Azy, która jest neurotyczna aż do szpiku kości. Ja, ja, ja! Ja jestem najważniejsza i wszystko musi kręcić się w okół mnie. Mimo tej histeryczki, ostatecznie książka nawet nadaje się do polecenia.

Wiem, że jako 29-latka absolutnie nie jestem w grupie docelowej tego typu książek - zdaję sobie z tego sprawę. Ale. Ale są młodzieżówki, które są na tyle dobre że spodobają się zarówno nastolatce z burzą hormonów jak i takiej starej babie jak ja. (dowody: "Eleonora i Park", "Anna i pocałunek w Paryżu", "Ponad wszystko")


Stephen King
No przyznać się, komu skoczyło ciśnienia na samą myśl o tym, że będę jechać po 'królu grozy'? ;)
Nie martwcie się, tak na prawdę nie mam o Kingu nic złego do powiedzenia. Ani nic dobrego. Dla mnie Stefan jest po prostu 'meh', czyli nie robi na mnie kompletnie żadnego wrażenia. Ale czy to nie jest najgorsze? Gdy książka nie wzbudza w nas żadnych emocji?
Gdzieś w mojej podświadomości Stephen King był właśnie "królem grozy", mistrzem nad mistrzami! Sięgając po jego książki oczekiwałam strachu, gęsiej skórki albo chociaż dreszczy. Czegokolwiek.
Pierwszą książką na którą się skusiłam będąc jeszcze w liceum był "Łowca snów"... toż to było straszne. Jakieś potworki, chatka w lesie. Nawet nie doczytałam do końca. Odpuściłam Kinga na parę dobrych lat. Jako, że nie poddaję się zbyt łatwo, a dodatkowo bardzo podobała mi się większość filmów powstałych na podstawie książek Stefana (pomijając "Lśnienie", które było jednym z najgorszych filmów jakie widziałam) to dałam mu kolejną szansę. I kolejną. "Carrie" - całkiem znośna ale grozy tam nie było. "Misery" - ciekawa ale rewelacją bym tego nie określiła. "Zielona mila" - film lepszy no i jak się już domyślacie... zero strachu.


Bardzo dużo osób polecało mi "To", "Cmętarz zwierząt" czy właśnie "Lśnienie". Podobno te książki są na prawdę przerażające i to jest taki 'prawdziwy' King. Niestety ale coś czuję, że nigdy się nie skuszę. Skoro autor niczym mnie nie przekonuje, to szanse na to że poświęcę tydzień na czytanie książki która ma ponad 800 stron są... nikłe. Powiedziałabym nawet, że są prawie równe zeru.

Jeśli możecie polecić mi książkę tego autora, ale taką która jest faktycznie przerażająca i nie ma 1000 stron to proszę się nie krępować.

Nicholas Sparks
Co tu robi Sparks zapytacie? To jest dopiero ciekawa sprawa. Przeczytałam jakieś 95% książek tego autora i nawet pokuszę się na stwierdzenia, że lubię jego twórczość. Problem pojawia się, gdy mowa o filmach na podstawie jego książek, a jest ich całkiem sporo. BARDZO lubię te filmy, praktycznie wszystkie. Lubię je o wiele bardziej od książek. Każdy film, który powstał na podstawie książki tego człowieka jest po prostu lepszy od pierwowzoru. Sorry not sorry.
Zazwyczaj gdy zabieramy się za oglądanie filmu, po uprzednim przeczytaniu książki jesteśmy przekonani, że nie ma takiej opcji aby wypadł lepiej - niespodzianka! Ze Sparksem wszystko jest możliwe.
Dawno, dawno temu gdy byłam jeszcze smarkata, Ryan Gosling pojawił się w moim życiu i sprawił, że był weselsze - obejrzałam "Pamiętnik". Obejrzałam go jakieś 726439 razy i pewnie obejrzę go jeszcze nie raz. Dopiero po kilku latach cudownie odkryłam, że 90% popularnych filmów jest adaptacją książek, więc czym prędzej przeczytałam "Pamiętnik" Nicholasa Sparksa. Poziomu mojego rozczarowania nie da się zmierzyć absolutnie żadną skalą. Gdzie te emocje? Gdzie ten ból rozstania? Gdzie ta złość i rozgoryczenia?
Podobnie było z "Ostatnią piosenką". Nie jestem fanką Miley Cyrus jako aktorki ale film bardzo mi się spodobał, nawet łezka zakręciła mi się w oku pod koniec. Książka? Fajna. Ale film lepszy.
"Najdłuższa podróż" - moja ulubiona książka Sparksa, na prawdę godna polecenia. No ale film... Nawet gdy pominę półnagiego Scotta Eastwooda (chociaż nie wiem dlaczego miałabym to robić), cała historia jest rewelacyjna! Tutaj już bezapelacyjnie beczałam jak dziecko, zero opamiętania.


Pewnie większość osób (zwłaszcza w moim wieku) doskonale kojarzy film "Szkoła uczuć". Znamy? Jeśli nie, to film jest do nadrobienia w najbliższy weekend i nie chcę słyszeć wymówek.
Tak czy siak - film był hitem. Ach i och. Kilka lat temu przeczytałam książkę (swoją droga tytuł to "Jesienna miłość")...
Nie rozmawiajmy o tym. Jeszcze gorzej niż z "Pamiętnikiem".
"I wciąż ją kocham", "List w butelce, "Dla Ciebie wszystko", "Bezpieczna przystań"- to na prawdę dobre książki, które na pewno przypadną większości do gustu i z ręką na sercu mogę je Wam polecić. Zasypałam Was tytułami książek Nicholasa Sparksa i tak zupełnie szczerze, to one wszystkie są na prawdę fajne.
Ale filmy są lepsze ;)


Dotrwaliście do końca, gratulacje!
Czasami mam wrażenie, że mój blog powinien nazywać się ponarzekajmy-o-książkach.blogspot.com (dla chętnych dodam, że nazwa jest wolna :D) ale nic nie poradzę na to, że marudzenie jest moją cnotą i skromnie powiem, że jestem zajebista w narzekaniu, o!
Są tu jakieś marudy?




Nomen Omen - Marta Kisiel, czyli wiem że nic nie wiem

Nomen Omen - Marta Kisiel, czyli wiem że nic nie wiem


Od jakiegoś czasu, dosłownie z każdej strony bombardują mnie recenzje "Toni" Marty Kisiel, okładka niedługo będzie śnić mi się po nocach (chociaż akurat na to nie będę marudzić, bo okładka jest bajeczna). Postanowiłam, że wypadałoby się w końcu z tą autorką zapoznać, bo jej książki zbierają bardzo pozytywne opinie, a że ja w tym roku staram się częściej sięgać po tytuły naszych rodzimych autorów, to udało mi się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie wiem gdzie i nie wiem od kogo ale słyszałam, że w "Toni" pojawiają się jacyś bohaterowie z "Nomen omen" - nie wiem ile w tym prawdy ale ja lubię czytać wszystko w odpowiedniej kolejności i tak jak trzeba, więc czym prędzej sięgnęłam po tę drugą. Teraz zaczynam się zastanawiać  czy dobrze zrobiłam...


Chciałabym napisać coś o samej fabule ale mam wrażenie że cokolwiek by to nie było - będzie spoilerem.
To bardzo specyficzna książka z bardzo specyficznym klimatem i wydaje mi się, że chyba to do mnie nie trafiło. 
Salomea Przygoda postanawia, że jest juz wystarczająco dorosła nie zniesie dłużej swojej matki i po prostu musi się wyprowadzić. Za poleceniem koleżanki, dziewczyna wynajmuje pokój w bardzo podejrzanym domu. Okazuje się, że właścicielki tego przybytku - trzy siostry, cieszą się wątpliwą sławą... Ale kto by się przejmował, przecież czarownice nie istnieją, prawda?
Głosy w słuchawce, przemądrzała papuga i trzy starsze panie to jeszcze nic - Salka musi poradzić sobie ze swoim młodszym bratem który zwala się jej na głowę bez pytania. Jak się szybko okaże Adaś jak mało kto potrafi pakować się w kłopoty... a to wszystko dopiero początek 'serii niefortunnych zdarzeń'.

Jestem na TAK, bo...
Historia jest intrygująca i na prawdę ciekawa, dodatkowo jestem przekonana że nigdy nie czytałam nic co byłoby chociaż odrobinę podobne, a to jest zaleta samam w sobie.
Moimi zdecydowanymi faworytkami są siostry Bolesne - ich ekscentryzm i poczucie humoru bardzo mi odpowiadało, a do tego wplecenie mojej ukochanej mitologii greckiej mile mnie zaskoczyło <3

Jestem na NIE, bo...
Przez pierwsze kilka dobrych rozdziałów nie miałam pojęcia o co chodzi i co ja w ogóle czytam? Ja rozumiem, że można czytelnika trzymać w niepewności aby podtrzymać jego zainteresowanie ale tutaj Marta Kisiel trochę przesadziła. W pewnym momencie jedyne co czułam to irytacja. Kolejną sprawą jest główna bohaterka... początkowo nawet polubiłam Salkę, ale dość szybko okazało się że jest jedną z tych pierdołowatych postaci które wywracają się co 5 stron i miałam flashbacki z "Szeptuchy", polubiłby się z GosiąNastępnie Adaś, który z niejasnych przyczyn jest nazywany Niedasiem i nikt nam nie tłumaczy dlaczego ktoś wymyślił mu takie kretyńskie przezwisko. Adam niestety jest nośnikiem humoru w tej książce. Niestety, bo każda jego durna odzywka sprawiała, że miałam ochotę wsadzić sobie  widelec w oko i zamieszać. Żałosny facet z żartami stereotypowego gimnazjalisty. No niestety ale humor nie dla mnie.

Jak widzicie moje uczucia co do tej książki są mocno mieszane ale nie da się ukryć, że znalazłam więcej minusów niż plusów. Po raz kolejny okazało się, że książka którą zachwycają się tłumy jest kompletnie nie z mojej bajki. Nie zrozumcie mnie źle - ja nie uważam, że to jest zła książka. Podobał mi się jej klimat i to, że absurd gonił absurd ale czegoś mi zabrakło. Miałam wrażenie, że akcja książki w pewnym momencie poszła tak do przodu że zaczęła się trochę sypać. No i ten humor o którym tak wszyscy trąbią... nic mnie tak nie rozbawiło niestety, momentami wręcz przeciwnie.

Sama teraz nie wiem, czy mam ochotę sięgać po "Toń". Z jednej strony słyszałam, że to Marta Kisiel w zupełnie innym, poważniejszym wydaniu ale nie chcę wpakować się w kolejną niedorzeczną książkę który tylko mnie wkurzy. Jakieś rady?




Most do Terabithii - Katherine Paterson, potencjał był a wyszło jak zawsze

Most do Terabithii - Katherine Paterson, potencjał był a wyszło jak zawsze


Dzisiaj będzie krótko, więc proszę się nie rozsiadać, butów nie zdejmować.
Pewnie większość z Was kojarzy tytuł tej książki z filmem, który wyszedł w 2007 roku, a jedną z głównych ról grał mały Peeta z "Igrzysk Śmierci" 💙 #TeamPeeta (korekta by Kasia Zabłotna :D)
Ja osobiście widziałam ten film kilka razy, bo baaardzo mi się spodobał ale co dziwne stosunkowo późno odkryłam, że jest ekranizacją książki o tym samym tytule. Jestem z tych którzy preferują metodę "najpierw książka - potem film", ale wiecie, że czasami różnie bywa. Niestety w tym przypadku również odezwała się moja 'przypadłość'... Mianowicie - jeśli najpierw widziałam film i mi się spodobał to książka zawsze okazuje się gorsza (czyt. KAŻDA książka Sparksa). W tym przypadku niestety było podobnie.


Jess nie ma łatwego życia. Nie dość, że w domu się nie przelewa, a rodzice traktują go bardziej niż chłodno to na codzień musi zmagać się z czterema siostrami którym daleko o ideału. Chłopiec spędza w szkole pół dnia, a po powrocie zabiera się za swoje obowiązku na farmie - każdy dzień jest dokładnie taki sam. Aż pewnego razu w jego życiu pojawia się Leslie - ekscentryczna i pełna energii dziewczynka, która ma głęboko w nosie to co inni o niej myślą. Mimo początkowego dystansu Jess odkrywa, że dziewczyna tez może być dobrym materiałem na przyjaciela, zwłaszcza że Leslie wpada na wspaniały pomysł! W głębi lasu odkrywają magiczną krainę - Terabithiię w której sprawują władzę jako Król i Królowa, rozwiązują problemy poddanych i walczą z wrogami. Terabithia jest dla dzieciaków ucieczką od codzienności, lecz pewnego dnia dochodzi do strasznej tragedii.

Hmm... Nie wierzę, że to mówię ale po raz kolejny muszę stwierdzić, że KSIĄŻKA JEST ZA KRÓTKA. Tak, powiedziałam to! Ja wiem, że to jest historia dla dzieci i nie musi być wybitnie skomplikowana i złożona ale dodatkowe 100 stron na prawdę nikogo by nie zabiło. Moje wydanie ma około 230 stron, a do tego czcionka jest gigantyczna więc strzelam w jakieś 180 stron normalna czcionką... skromniutko.
Ta historia mogłaby być świetna gdyby poświęcono jej więcej uwagi. Dlatego w tym przypadku film ma ogromną przewagę - scenarzyści poprawili to, co w książce nie grało, czyli rozwinęli świat Terabithii. W książce jest go na prawdę mało, akcja kręci się bardziej wokół relacji między Jessem a Leslie, trudnym dorastaniu i sytuacjach rodzinnych bohaterów niż na magicznej krainie. A szkoda, bo mogliśmy mieć coś między Narnią a Baśnioborem.

Podsumowując - jeśli oglądaliście film i macie do niego sentyment to książką absolutnie nie jest lekturą obowiązkową. Natomiast jeśli seans jest wciąż przed Wami to polecam najpierw zapoznać się z książką, a potem porównać ja z filmem i koniecznie dać znać co uważacie :)


Znacie jakieś inne książki, które okazały się słabsze od swoich ekranizacji?

Depresyjny początek czerwca, 3w1 - recenzje

Depresyjny początek czerwca, 3w1 - recenzje

Muszę przyznać, że jak na letni i słoneczny miesiąc to ja trochę pojechałam po bandzie... Pierwsze trzy książki czerwca były dość ciężkie tematycznie ale ja tak czasem lubię - udręczyć się trochę, odrobinę posmęcić, bo przecież czasem człowiek po prostu ma ochotę na takie książki, nie? Nie planowałam takiej serii niefortunnie depresyjnych książek ale wyszło jak wyszło i postanowiłam się tym z Wami podzielić.


Dla odmiany zabrałam się właśnie za "Nomen Omen" Marty Kisiel - to moja pierwsza styczność z tą autorką, zaraz potem sięgnę po "Toń" (słyszałam że ta pierwsza ma jakiś związek z ta drugą więc powinno się je przeczytać w takiej kolejności - prawda to?). Jak na razie wszystko zapowiada się bardzo ciekawie ale po 5 pierwszych rozdziałach nie jestem w stanie nawet opowiedzieć komuś o czym jest ta książka, więc zapowiada się dość nietypowo.

Tatuażysta z Auschwitz - Heather Morris
Od kiedy pamiętam mój tata wręcz zadręczał mnie różnego rodzaju wojennymi dokumentami telewizyjnymi, które co roku - 1 września, leciały dosłownie wszędzie. Mam wrażenie, że w szkole również rok w rok II WŚ była programowym niezbędnikiem. Wydawało mi się, że wiem już wszystko co można na ten temat wiedzieć - okazuje się, że nie. Bo w szkole nikt nie powie nam co działo się w głowach ludzi przebywających w obozach zagłady i do czego byli zdolni żeby przetrwać.

Historia dotyczy Lalego Sokolova - Słowaka pochodzenia żydowskiego, sprowadzonego do Auschwitz w 1942 roku. Jak sam tytuł wskazuje bohater historii sprawował w obozie funkcję tatuatora, co oznacza że prawie codziennie musiał pozostawiać na ludzkim ciele numery które nie pozwolą ich właścicielom zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach. Musze przyznać, że historia Lalego jest fascynująca - mężczyzna miał więcej szczęścia niż rozumu. Jego charyzma, a momentami wręcz zuchwalstwo niejednokrotnie uratowało mu życie. Lale nie mogąc znieść cierpienia innych (jemu samemu trafiła się stosunkowo 'niezła fucha" jak na obozowe warunki) zaczął zajmować się przemycaniem różnego rodzaju dóbr na teren obozu. Ale nie to jest najważniejsze w tej historii. Wśród dramatycznych wydarzeń, brutalnie rzeczywistych opisów znalazło się miejsce dla Grety - dziewczyny dla której Lale kompletnie stracił głowę. Mężczyzna obiecał sobie, że zrobi wszystko aby przetrwali to piekło bo postanowił że poślubi tę kobietę i spędzi z nią resztę życia. Czy tak się stało?

Trzy godziny ciszy - Patrycja Gryciuk
Nie wiem co tu się wydarzyło. Ta książka była mi BARDZO polecana, głównie w kategorii "coś do popłakania" no... nie. Kompletnie nic mnie tam nie wzruszyło, mimo że zdecydowanie był ku temu potencjał. Nie do końca rozumiem na ile biograficzna jest ta książka a na ile ma takową udawać. Głowna bohaterka nazywa się... a jakże - Patrycja Gryciuk. Również jest pisarką. Jej poprzednią książką było "450 stron". Podobnie jak autorka - mieszka we Francji. I wszystko fajnie, ale momentami w książce dzieją się takie dziwne?, zaskakujące?, surrealistyczne? rzeczy które sprawiają że nie ma opcji aby ktokolwiek uwierzył że to przytrafiło się Gryciuk w prawdziwym życiu...

Patrycja nie może pozbierać się po rozstaniu z miłością swojego życia (mimo że minęło już 9 lat... get over it, girl), dodatkowo okazuje się że kobieta nie ma już zbyt wiele czasu na poukładanie sobie życia na nowo gdyż wyniki jej badań są jednoznaczne - rak. Bohaterka postanawia przekonać swojego dawnego ukochanego do spędzenia z nią 3 dni po których będzie mogła zaznać duchowego spokoju.
Wszystko wydaje się być jasne ale pod koniec w fabule swoje palce maczała chyba Tarryn Fisher bo nagle zrobiło się trochę creepy, nic nie miało sensu i historia która mogła być piękna i wzruszająca była... rozczarowująca.

P.S. Niemożliwie denerwuje mnie to, że tytułowe "3 godziny ciszy" nie pojawiają się w fabule. WTF? Jakie 3 godziny? Gdzie? Kiedy?

Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie - Justyna Kopińska
Lubię raz na jakiś czas sięgnąć po reportaż dotyczący interesującej mnie sprawy - o samej Justynie Kopińskiej słyszałam same pozytywne opinię więc postanowiłam zapoznać się z jej tekstami. Nie żałuję! Autorka przedstawia konkretny temat z wielu różnych perspektyw, nie obiera stron i pozwala ludziom mówić co im leży na sercu. Ja osobiście mam drobny problem z tego typu literaturą - dość szybko mnie nudzi. Zeznania i wspomnienia osób które wypowiadają się na ten sam temat są momentami łudząco podobne i mam wrażenie, że po jakimś czasie nie wnoszą już nic nowego, a ja siedzę i czytam ten sam rozdział setny raz. Reportaże powinny być stosunkowo krótkie, 350 stron to stanowczo za dużo. 

Pewnie jedynie nieliczni z was słyszeli wielkiej aferze z 2008 roku, dotyczącej siostry Bernadetty - dyrektorki ośrodka wychowawczego Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. Nie dziwie się, bo ja z chęcią sama wyparłabym to z pamięci. Dzieciaki pozostawione pod opieką sióstr były przez nie regularnie bite i nękane psychicznie. System kar którymi się posługiwały na pewno zadowoliłby nie jednego psychopatę ze skłonnościami autodestrukcyjnymi. W ośrodku dochodziło również do molestowania i gwałtów między wychowankami o czym siostry były wielokrotnie informowane ale zamiast skierować ten problem do odpowiednich specjalistów, same karały zarówno sprawców jak i ofiary tłumacząc im (jakżeby nie inaczej) "że to grzech i pójdą do piekła". Sama siostra Bernadetta była fałszywą manipulatorką, która potrafiła oszukać dosłownie każdego. Omamiała wszystkich którzy pojawiali się u jej progu z pytaniami. A prawdę mówiąc nikt nie chciał mieszkać się do tego co dzieje się w ośrodku prowadzonym przez siostry zakonne, bo nikt nie chciał mieć do czynienia z Kościołem. Siostry zniszczyły życie dziesiątkom dzieciaków, część z wychowanków po opuszczeniu ośrodka była agresywna i wielokrotnie dopuszczała się aktów przemocy (głównie dla tle seksualnym).
Od tego czasu minęło tyle lat a mnie w dalszym ciągu nie mieści się to w głowie. Państwo łożyło na ten ośrodek ale kompletnie nikt nie chciał kontrolować tego co się tam odbywa i w jaki sposób. SKANDAL.


To tyle na dzisiaj, dajcie znać czy wy też lubicie czasem zszargać sobie nerwy podczas czytania - jak widać ja sobie ostatnio nie pożałowałam.
Osobiście nie jestem wybitnie emocjonalna i dość ciężko zrobić na mnie wrażenie ale czasami jak czytam co się na tym świecie odwala to opadają mi ręce... Ludzie są gorsi niż zwierzęta.

Podsumowanie maja

Podsumowanie maja

Kolejny miesiąc za nami, a ja w dalszym ciągu nie wyrabiam swojej "normy" - maj zamykam z 9 książkami na koncie. 
Z drugiej strony nie powinno to być niczym zaskakującym, zawsze najwięcej czytam na początku i na końcu roku, bo im jest cieplej tym trudniej jest mi się skupić na książkach.


Moje mieszkanie jest na poddaszu dzięki czemu CUDOWNIE nagrzewa się od dachu... możecie sobie tylko wyobrazić jakie tropikalne temperatury u mnie panują - jeśli ktoś lubi raz na jakiś czas wybrać się na saunę to serdecznie zapraszam. Mordor jest NICZYM w porównaniu z moim salonem. 
Nie rozumiem dlaczego mamy lato w maju i kto do tego dopuścił! Nie będę urywać że nigdy nie byłam fanką upałów i gorąca ale na ten moment nie mogę już nic z tym zrobić - nawet wiatraki nie dają rady. Czy tylko ja jestem takim hejterem lata? Dajcie znać, bo musi być nas więcej! Przecież ludzie z natury nie lubią się pocić, zwłaszcza gdy siedzą na kanapie i robią NIC.


W związku z tym, że z czytaniem szlo mi 'tak sobie' nadrobiłam wszystkie serialowe zaległości i w końcu zdecydowałam się obejrzeć "Modern family" i NIE ROZUMIEM dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej. Sofia Vergara jest moją bratnią duszą a serial jest świetny 💙
Do tego znalazłam chwilę, żeby wybrać się do kina na "Hana Solo: Gwiezdne Wojny - historie", wiem że nie wszyscy są zachwyceni ale ja wyszłam z kina uszczęśliwiona. Wiemy dlaczego nazywa się Han SOLO? Wiemy. Wiemy jak Han poznał się z Cheewbaccą? Wiemy. Wiemy w jakich okolicznościach spotkał Lando? Wiemy. Wiemy skąd ma Sokoła Millenium? Wiemy. CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ? Ja gorąco polecam! Czy musze wspominać, że Han to moja ulubiona postać z GW? I w ogóle jedne z ulubionych postaci filmowych ever? :)

Lecimy z książkami!

Insekt - Claire Castillon
Jako miłośniczka zbiorów opowiadań nie mogłam odpuścić sobie tego tytułu. Tym razem mamy do czynienia z dość toksycznymi i destrukcyjnymi relacjami matek z córkami i córek z matkami. Z jednej strony miałam wrażenie, że historie są mocno przerysowane ale z drugiej strony ludzka psychika jest jedną wielką tajemnicą i nigdy nie wiadomo co komu siedzi w głowie.

Tryjon - Melissa Darwood
Okazuje się, że polscy autorzy wcale nie są tacy źli - mnie dojście do tego wniosku zajęło bardzo dużo czasu (dużo w tym winy Magdaleny Witkiewicz - tego się NIE DA czytać). "Tryjon" to kolejna fantastyczna pozycja autorki "Luonto" i "Pryncypium" - wszystkie polecam z całego serca!
Okazuje się, że śmierć to jedynie początek naszej podróży - aby zaznać spokoju trzeba najpierw stawić się przed sądem z Tryjonie który osądzi czy nasza dusza zasłużyła na spoczynek czy wręcz przeciwnie - będziemy potępieni na wieki. Główna bohaterka budzi się w celi - okazuje się, że nie została zabita a co gorsza nie pamięta ostatnich 5 lat swojego życia. Wraz ze swoim opiekunem musi dowieść swojej niewinności co będzie dużo trudniejsze niż się początkowo wydaje.

Dziewczyna z pomarańczami - Jostein Gaarder
Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się poświecić dosłownie kilka chwil tej cieniutkiej książce bo skradła moje serce! Wspominałam już o niej w poście z haulem - "Dziewczyna z pomarańczami" to tak na prawdę list ojca do syna w którym opowiada mu o tym jak poznał miłość swojego życia. Bardzo prosta historia ale za to jaka piękna :)


Moja najdroższa - Gabriel Tallent
Nie. Kompletnie nie dla mnie. Skusiłam się bo książka zbierała dobre recenzje, dodatkowo miała być dość niepokojąca i brutalna a jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - właśnie takiej książki szukałam, miałam ochotę na klimaty rodem z "Dziewczyny z sąsiedztwa". No nie tym razem.
Główna bohaterka jest dzikuską "wychowaną" przez skrzywionego psychicznie ojca i przez 3/4 książki biega po lesie. Mieszkają rozpadającej się chacie a w wolnym czasie trenują się w survivalu. Jest dziwnie, krępująco i... nudno. Patologia patologię pogania, ani to zaskakujące ani przerażające.

Ptaki ciernistych krzewów - Colleen McCullough
Nie do końca wiem co myślę o tej książce... mogło być rewelacyjnie, mogliśmy mieć australijskie "Przeminęło z wiatrem" ale coś nie wypaliło. Autorka ma tendencje do przedstawiania czytelnikom masy bohaterów a potem skupiania się jedynie na kilku z nich - zazwyczaj nie są to moi faworyci.
Maggie będąc bardzo młodą dziewczyną zakochuje się w Ralfie i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że mężczyzna jest księdzem. "Ptaki ciernistych krzewów" to dzieciństwo, dojrzewanie i dorosłość głównej bohaterki której życie w mniejszym lub większym stopniu kręci się w okół uczucia do Ralfa.

Żerca - Katarzyna Berenika Miszczuk
Przesilenie - Katarzyna Berenika Miszczuk
Tym oto sposobem seria "Kwiat paproci" dobiegła końca (Ervisha, ja Cię widzę jak przewracasz tymi oczami!) - było na prawdę fajnie! Wiem, że to nie jest jakaś ambitna literatura do tego na prawdę ciężko nazwać ją fantastyką ale czas który spędziłam z tą serią nie poszedł na marne bo bawiłam się świetnie. Standardowo wybitnie drażniła mnie główna bohaterka ale dla mnie to nic nowego. Za to przyznam, że bardzo podobało mi się zakończenie, mimo iż niestety jest otwarte. Niestety, bo wolałabym żeby autorka zostawiła to tak jak jest i nie kontynuowała tej serii. Czas na coś nowego, nie lubię odgrzewania kotletów.

Wymarzony dom Ani - Lucy Maud Montgomery
To już 5 cześć przygód Ani - w końcu doczekałam się jej ślubu z Gilbertem! Młoda para przeprowadza się do swojego wymarzonego domu i zaprzyjaźnia się z nowymi sąsiadami - z emerytowanym marynarzem Jimem zamieszkującym pobliską latarnię, bardzo skrytą i nieśmiałą Ewą oraz rozgadaną i wścibską panną Kornelią. Pośmiałam się, potem popłakałam a na koniec załapałam się na rozwikłanie zagadki z przeszłości - czego więcej trzeba?


451° Fahrenheita - Ray Bradbury
Ehh... przyznam, że trochę się zawiodłam. Fabularnie zapowiadało się na prawdę ciekawie! Akcja książki ma miejsce gdzieś w przyszłości (nie wiemy kiedy dokładnie ani gdzie - brakowało mi tych informacji), gdzie strażacy zamiast gasić pożary - wzniecają je. Co palą pytacie? Książki. Posiadanie książek jest surowo zabronione. Pewnego dnia Guy - główny bohater zaczyna kwestionować sens tych poczynań przez co wplątuje się w poważne kłopoty.
Książka mocno zajeżdża "Rokiem 1984" - co mnie akurat nie zachwyca. Po raz kolejny uważam, że książka jest za krótka. Świat do którego trafiamy został przedstawiony bardzo słabo, na bohaterach nie zależało mi wcale i wszystko działo się stanowczo za szybko co odbiło się na wiarygodności tej historii. Książka do przeczytania ale osobiście nie wrzucałabym jej na listę "100 książek które trzeba przeczytać przed śmiercią".
HBO zajęło się ekranizacją, trzymam kciuki.


Wiem, że o kilku książkach pisałam już w poprzednim poście z haulem ale zaparłam się, żeby czytać więcej papierowych książek bo 'niestety' często wygoda wygrywa i sięgam po czytnik a książki kurzą się na półkach. Uznałam, że skoro jestem opętana i kupuje książki bez opamiętania to chociaż mogę postarać się czytać je w miarę regularnie.
Jak u Was wypadł maj? Macie coś ciekawego do polecenia?



Book haul, czyli jak oszukiwać samą siebie

Book haul, czyli jak oszukiwać samą siebie



 UPRZEJMIE OSTRZEGAM, ŻE BĘDZIE DŁUGO! 

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie spojrzał sobie w lustrze głęboko w oczy i nie powiedział:
"Nie kupuję już więcej książek. Mam za dużo. Nie mam gdzie ich trzymać. Więcej kupuję niż czytam. WYSTARCZY tego dobrego!" A potem grzecznie zasiadł do komputera i zamówił wielgachną paczkę z książkami, bo okazuje się, że były mu one do życia wręcz NIEZBĘDNE. No przecież byście nie kupowali gdyby nie były potrzebne, prawda?
Ja tak właśnie miałam w maju - nie dość, że mało czytałam (jak na mnie) to obkupiłam się w kwietniu i wydawać by się mogło że mam spokój na kilka tygodni.
A właśnie, że nie! 
Mam w ogóle wrażenie, że im mniej czytam tym więcej kupuje. Tłumaczę sobie to tym, że może ja w sumie nie mam co czytać? Albo, że przeczytałabym coś ale właśnie tak się składa, że mam ochotę na tę nowość której jeszcze nie mam? Albo, że ta książka którą X mi ostatnio polecił to jest to czego mi teraz trzeba!
Tak czy siak, jak to mój kolega mawia "Ja pieniędzy niańczyć nie lubię" więc zapraszam Was na pierwszy na moim blogu haul :)


Dla swojego ułatwienia podzieliłam książki na trzy kategorie:

UZUPEŁNIENIE BIBLIOTECZKI, czyli książki które już kiedyś czytałam
Część z Was na pewno wie, że miłość do mojego Kindla jest niezmierzona i przeczytałam na nim masę książek ale są tytuły które po prostu chcę mieć na półce bo je uwielbiam.

Niewybaczalne - Isabel Wolff
O tym tytule wspominałam już wcześniej przy okazji omawiania moich ulubionych książek, więc serdecznie zapraszam
--> Przybij 5! Ulubione książki

Opowieść podręcznej - Margaret Atwood
Nie jest to książka pozbawiona wad ale świat wykreowany przez Atwood kompletnie mnie poraził, poza tym bardzo podoba mi się styl pisarki. Serial też jest świetny (jak nie lepszy), dopowiada to czego w książce zabrakło.

Scarlet - Marissa Mayer
"Saga Księżycowa" jest jedną z moich ulubionych serii książkowych o czym również wspominałam w innym poście --> Przybij 5! Ulubione trylogie/cykle/sagi
Książki wydane są obłędnie, bardzo się cieszę że Papierowy Księżyc zdecydował się na ich wznowienie.

Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd
Kidd jest jedną z tych autorek po które zawsze sięgam w ciemno i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Mała Lily ucieka od agresywnego ojca w poszukiwaniu informacji o swojej matce. Po drodze zatrzymuje się u kilku kobiet zamieszkujących pasiekę, dziewczynka szybko zaprzyjaźnia się ze swoimi opiekunkami a one pomagają jej znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania.

Idź, postaw wartownika - Harper Lee
Uwielbiam "Zabić drozda", uważam że to jedna z książek którą każdy powinien przeczytać. "Idź, postaw wartownika" jest kontynuacją losów Jean-Louise i jest rewelacyjnego ojca.
A tak przy okazji - Harper Lee była kobietą, wiem że imię jest mylące ale przestańcie pisać o niej jak o mężczyźnie! ;)



NOWOŚCI I POLECENIA INNYCH, czyli 90% Waszej winy i 10% mojego zakupoholizmu
Tak się kończy chodzenie po blogach i oglądanie filmików na YT, chociaż tutaj zamieściłam tytuły które miałam na swojej chciej-liście

Córka Ewy - Honore Balzac
Jako miłośniczka literatury klasycznej aż wstyd, że nie znam Balzaca - teraz już poznam :)

Dziewczyna z pomarańczami - Jostein Gaarder
T
ak wiele osób mi ją zachwalało, że nie mogłam się dłużej powstrzymać - i dobrze! Książka jest formą długiego listu ojca do syna w którym opowiada mu o miłości swojego życia. Perełka.

Wiersze wybrane - Emily Dickinson
Tak okrutnie zawiodłam się na tomiku "Miód i mleko", że nie planowałam nawet zabierać się za poezję ponownie ale... Ale jako, że Pani Dickinson jest mi znana, postanowiłam więc odnaleźć w sobie dusze poetki za wszelką cenę ;)



Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona
Bestiariusz słowiański - Paweł Zych, Witold Vargas
Obie książki zakupiłam na fali mojej fascynacji serią "Kwiat paproci", bardzo się cieszę z zakupów bo nie spodziewałam się, że Nasza rodzima mitologia może być równie ciekawa co nordycka czy grecka - a jest!



Zostań, a potem walcz - John Boyne
Książki Boyne'a kupuję w ciemno - zawsze porusza tematy II Wojny Światowej w bardzo oryginalny sposób, jeszcze nigdy się nie zawiodłam.

Drzwi na zachód - Mohsin Hamid
Wierzcie bądź nie ale tę książkę polecał sam Barack Obama - musze coś dodawać?

Tryjon - Melissa Darwood
Pani Darwood po raz kolejny mnie zaskoczyła. Tytułowy "Tryjon" jest miejscem do którego trafiają ludzie po śmierci i tam zostają osądzani wedle swoich poczynań na Ziemi. Główna bohaterka trafia tam nie pamiętając ostatnich 5 lat swojego życia i próbuje dowieść swojej niewinności.

Całe miasto o tym mówi - Fannie Flagg
Autorka moich ukochanych "Smażonych, zielonych pomidorów" - mam nadzieję, że tym razem będzie jeszcze lepiej.


451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury
Klasyka klasyków fantastyki! Czaiłam się na tę książkę od dawna ale była prawie niemożliwa do kupienia, na szczęście MAG zdecydował się na dodruk.

Wojna i Pokój - Lew Tołstoj
Czy możemy przez chwilę pozachwycać się okładką? Jest BOSKA. Do tego ja literaturę rosyjską bardzo lubię więc mam 2w1. Licze po cichu na "Anne Kareninę" w takim wydaniu *.*

Rzeczy ulotne - Neil Gaiman
Uwielbiam Gaimana, a te wydania od MAGa są obłędne. Okładki projektowane przez Dark Crayona powalają na kolana <3



BO BYŁA PROMOCJA, czyli nie mam nad sobą żadnej kontroli
Nie mam na tę kategorię logicznego wytłumaczenia. Były, było tanio... miały ładne okładki.

Krótkie panowanie Pepina IV - John Steinback
Przeczytałam JEDNĄ książkę Steinbecka po czym uznałam, że musze mieć wszystkie (mają pasująca do siebie szatę graficzną) i tak sobie czytam zbieram.

O matko! - Alejandro Palomas
Zakup z seri "obożejakataokładkajestPIĘKNA"

Patrioci - Krasikov Sana
Zobaczyłam na stronie i postanowiłam ją mieć. Lubimy Czytać mówi że jest to: "Trzypokoleniowa saga rodzinna, powieść szpiegowska, romans i powieść idei w jednym obejmuje dwa kraje, Amerykę i Rosję, oraz trzy epoki".

Sprawa Einsteina - Sington Philip
Hitler, Einstein i kobieta która straciła pamięć - nie mówcie że sami byście się nie skusili! 

Małżeństwo we troje - Eric Emanuel Schmitt
Bardzo lubię tego autora ale na półce zalegają mi jeszcze ze 3 jego książki których nawet nie tknęłam...


Zjawa - Michael Punke
Leonadro DiCaprio jest jednym z moich ulubionych aktorów i Oskar należał mi się jak psu buda ale skłamałabym mówiąc, że film mnie zachwycił. Nie wiem po co mi ta książka. Oby była lepsza niż film.

Insekt - Castillon Claire
Miałam tę książkę na liście jakieś 4 lata, ostatecznie nie żałuję (już przeczytałam) bo całkiem mi się podobała. Jest to zbiór opowiadań dotyczących trudnych relacji matka-córka i na odwrót. Jest trochę creepy momentami ale warto.

Cudowny chłopak i ja 3 cudowne historie - R. J. Palacio
Baaardzo podobał mi się "Cudowny chłopak" więc skusiłam się na ten dodatek, problem jest w tym że nie pamiętam już dokładnie kto był kim w tej książce więc przydałoby się przeczytać ją ponownie zanim zabiorę się za te dodatkowe historie... ain't nobody got time for that.


Niedźwiedź i słowik - Katherina Arden
Okładka *.* Do tego cały internet się zachwyca tyle, że ja zawsze kupuję serie gdy dostępne są już wszystkie tomy - poniosło mnie ale podobno warto!

Arkusz poetycki - Weronika Maria Szymańska
Nie jestem fanką poezji ale bardzo lubię Weronikę, na YouTube znaną jako Billie Sparrow >klik do kanału< więc postanowiłam zobaczyć co jej tam wyszło.

Nikt nie ocali się sam - Margaret Mazzantini
Po raz kolejny skusiła mnie okładka ale tym razem doszła do tego pozytywna ocena an LCz. Jest to historia rozpadu małżeństwa - para już po rozwodzie zasiada do restauracyjnego stolika i próbuje krok po kroku przeanalizować własne błędy i ustalić co poszło nie tak.



Kto dotrwał do końca ręka do góry! Takim oto sposobem uzbierało się 28 książek i musze przyznać, że tak całkiem na serio kończy mi się miejsce. Wolałabym, żeby książki nie walały mi się po podłodze a nie mam już gdzie ich upychać... Nie żeby miło mnie to powstrzymać przed kolejnymi zakupami, w końcu uzależnienia rządzą się swoimi prawami #fucklogic

Dajcie znać czy czytaliście jakąś z wyżej wymienionych książek, może powinnam zabrać się za jakąś konkretną w pierwszej kolejności?

Wybitnie spóźnione podsumowanie kwietnia

Wybitnie spóźnione podsumowanie kwietnia


Nie, nic mi się nie pomieszało - postanowiłam zrobić podsumowanie kwietnia mimo, że mamy już końcówkę maja.
Bo mogę! Poza tym powiem Wam, że ja bardzo lubię pisać podsumowania miesiąca - są to również posty, które najchętniej czytam na innych blogach :)
Kwiecień był dla mnie dość zabieganym miesiącem i sporo się działo, więc nawet nie będę narzekać, że przeczytałam jedynie 8 książek + trochę mangi.
Dodatkowo za sukces roku muszę uznać zabranie się za serię "Kwiat paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk bo w końcu polscy autorzy, za których nie zabierałam się zbyt często (żeby nie powiedzieć - prawie nigdy) w końcu zostali dla mnie 'odczarowani'.


Zatem Jedi zostać chcesz? - Adam Gidwitz
Książkowa i bardzo dziwna wersja V części sagi "Gwiezdnych Wojen", czyli "Imperium kontratakuje". Ci którzy są zainteresowani, wiedzą o czym jest ta książka a Ci którzy nie wiedzą - nie są zainteresowani.
Słabo, oj słabo to wyszło. Nie zrozumcie mnie źle - ja wiem, że te 3 książki (każda pisana przez innego autora, pierwszą książką a IV częścią sagi zajęła się Alexandra Bracken) nie są skierowane typowo dla dorosłych ale jak ogromna fanka gwiezdnej sagi jestem zdegustowana. Głupawe żarty, fabuła potraktowana po macoszemu i coś czego w książkach nie znoszę... gdy autor burzy ścianę między czytelnikiem a narratorem dzięki czemu kieruje on swoje słowa bezpośrednio do czytających: "Jak już wiesz drogi czytelniku...", "Czytelniku, czy widzisz jak...". NIE-NA-WI-DZĘ.

Księga o Niewidzialnym - Eric-Emmanuel Schmitt
Kolejny w mojej czytelniczej karierze zbiór opowiadań - wiem, że nie jest to wybitnie popularna forma literacka i niewiele osób za nią przepada ale ja jestem absolutnie na tak. Pan Schmitt wybitnie przypadł mi do gustu ze swoimi opowiadaniami, trochę mnie ta sympatia do tego autora wręcz zastanawia bo zazwyczaj nie przepadam za górolotnymi wywodami i ukrytymi przekazami a on akurat czasem lubi się tym popisać. Nie mniej jednak, książka zawiera 5 rewelacyjnych opowiadań - w tym "Oskara i Panią Różę" (które jest zapewne najpopularniejszym dziełem Schmitta), które zmiękczy nawet najtwardsze serca.

Powrót do Tajemniczego ogrodu - Holly Webb
Recenzja na blogu: POWRÓT DO TAJEMNICZEGO OGRODU
Baaardzo przyjemna kontynuacja doskonale znanego klasyka literatury dziecięcej autorstwa Frances Hodgson Burnett - "Tajmniczego ogrodu".





List w butelce - Nicolas Sparks

Jak nie wiadomo co czyta, to zawsze można zabrać się za romansidło od Sparksa - tym razem było podobnie. Żeby nie było - ja całkiem tego autora lubię, może kiedyś rozwlekę się trochę bardziej nad moim do niego stosunkiem bo nasz związek posiada status: "to skomplikowane".
Osobiście uważam, że była to jego najsłabsza książka - oczywiście z tych które czytałam, a do 'kompletu' brakuje mi na prawdę niewiele.
Kobieta znajduje niesamowicie romantyczny ale zarazem smutny list w butelce a jako, że jej dziennikarska dusza nie może przejść obok takiej rewelacji obojętnie - postanawia odnaleźć udręczonego autora listu.
Nie wczułam się w fabułę, nie zleżało mi na bohaterach. Książka nie była zła - ale z doświadczenia wiem, że Sparksa stać na wiele więcej. Książka wyszła w 1998 roku, więc nie ma co narzekać bo przynajmniej wiemy, że autor się rozwija.     

Pryncypium - Melissa Darwood
Uwielbiam Melissę Darwood! Wiecie, że pod tym pseudonimem kryje się polska autorka? Było to bardzo dobre posunięcie, bo gdyby nie ta zmyłka pewnie nigdy nie sięgnęłabym po "Lunoto", które było moim początkiem przygody z Melissą.
"Pryncypium" jest niezwykle złożoną książką o niezwykłej fabule. Okazuje się, że imiona które nam nadano znaczą więcej niż mogłoby się wydawać. Od nich zależy nasz temperament, upodobania, charakter - wszystko to czym jesteśmy uwarunkowane jest imieniem które nosimy. Po raz kolejny świat wykreowany przez tę kobietę wprost mnie zachwyca! Tyle oryginalności, tyle świeżości!

Zanim zostaliśmy nieznajomymi - Renee Carlino
Miałam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony jest to historia którą słyszeliśmy już mnóstwo razy, z drugiej natomiast strony autorka sprawia, że zależy nam na bohaterach i interesują nas ich losy. Powiedziałabym nawet, że sama złapałam się na kibicowaniu ;)
Matt jest zmęczonym życiem fotografem, który stracił pasję do pracy i chęci do życia. Sytuacji nie ułatwia mu fakt że jedną z jego współpracownic jest była żona która lada dzień ponownie bierze ślub... z jego kolegą. Z letargu wybudza go Grace, którą zauważa pewnego dnia w metrze. Poznali się 15 lat wcześniej podczas studiów i dość szybko zostali przyjaciółmi, których z czasem połączyło gorące uczucie. Razem wkroczyli w dorosłość i decyzje które musieli podjąć sprawiły, że ich drogi powoli zaczęły się rozchodzić.
Mężczyzna postanawia odnaleźć swoją dawną miłość ale okazuje się, że pewnych rzeczy nie da się naprawić.




Szeptucha/Noc kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk
Zakochałam się w tej serii bez pamięci! Dawno z taką szybkością nie pochłaniałam kolejnych tomów. Zawsze fascynowała mnie mitologia zarówno grecka jak i nordycka - Ci bogowie, te fantastyczne stworzenia! Ale dotarło do mnie, że bardzo mało wiem o naszej rodzimej słowiańskiej kulturze, a przecież jest ona równie interesująca. Nie myliłam się 💙
Seria "Kwiat paproci" przedstawia nam współczesną Polskę z małą, drobną różnicą - Mieszko I nigdy nie dopuścił naszego kraju do chrztu. W związku z tym na porządku dziennym jest obchodzenia Nocy Kupały czy Dziadów. Jesteśmy więc państwem świeckim! Ludzie wierzą w słowiańskich bogów - Świtowida, Welesa, Swarożyca oraz wielu innych. Między tymi cudami żyje Gosia która z całego serca chce zostać prawdziwą lekarką ale ku swojej udręce musi odbyć roczny staż u wiejskiej Szeptuchy - znachorki, która leczy ludzi ziółkami i tańcami na golasa w pełni księżyca. Wyobrażacie sobie radość sceptycznej Gosi? Na miejscu okazuje się jednak, że bogowie mają co do niej pewne plany...
POLECAM!




MANGA:

Fushigi Yuugi 1-13 - Yū Watase 
Manga u nas znana również pt. "Tajemnica przeszłości". Po dziś dzień dziękuje losowi, że te X lat temu włączyłam kanał Hyper (kojarzycie nieistniejący już kanał z bajkami Mini Max? Po godzinie 20 czy 21 zamieniał się właśnie w Hyper) i trafiłam na pierwszy odcinek anime "Fushigi Yuugi". Przepadłam z miejsca. Jako, że wychowałam się na "Czarodziejce z księżyca" to wprost uwielbiałam typowo dziewczyńskim anime.
Miaka i jej przyjaciółka Yui pewnego dnia natrafiają na starą, magiczną księgę opowiadającą historię konfliktu politycznego czterech państw. Ratunek może przynieść jedynie przywołanie jednego z mistycznych bóstw ale by tego dokonać, lokalna kapłanka musi odnaleźć wszystkich swoich wojowników. Dziewczęta wbrew woli zostają wciągnięte do książki gdzie czeka je wiele przygód, radości i smutków, które wystawiają na próbę ich przyjaźń.
Cudownie było po latach powrócić do tej historii :)



Death Note 1-5 - Tsugumi Ohba, Takeshi Obata
Tym razem również najpierw oglądałam anime a dopiero po latach zabrałam się za mangę - ale lepiej późno niż wcale! W końcu "Death note" to klasyka klasyków.
Znudzony swoim monotonnym życiem Ryūk (Bóg Śmierci) upuszcza na Ziemię czarny, niepozorny notatnik. Zostaje on odnaleziony przez Lighta, bystrego licealistę, który dość szybko odkrywa niezwykłą moc notatnika - jego właściciel może zabić dowolną osobę na świecie (dopóki wie jak dana osoba wygląda) poprzez wpisanie do niego jej imienia i nazwiska. Chłopak za punkt honoru obiera sobie oczyszczenia świata z różnego rodzaju zwyrodnialców i zbrodniarzy - niestety jego poczynaniami zaczyna interesować się policja. Light aby pozostać w ukryciu musi podjąć wiele moralnie dyskusyjnych decyzji... Do tego na głowę zwala mu się sam Ryūk, który jest zafascynowany poczynaniami nowego właściciela notatnika.




Teraz nie pozostało mi już nic innego jak zabrać się powoli za podsumowanie maja!
Dajcie znać czy czytaliście którąś z wymienionych przeze mnie pozycji - a fanów mangi i anime gorąco zachęcam do polecenia mi swoich ulubionych tytułów :)

Copyright © 2014 booklicity , Blogger