Powrót do tajemniczego ogrodu - Holly Webb, tak się powinno pisać kontynuacje

Powrót do tajemniczego ogrodu - Holly Webb, tak się powinno pisać kontynuacje


Jeśli ktokolwiek z Was czytał "Tajemniczy ogród" to jestem przekonana, że miało to miejsce w stosunkowo wczesnym dzieciństwie, zwłaszcza jeśli trafił się Wam jako lektura szkolna - u mnie natomiast wyglądało to odrobinę inaczej.
Ja swoją przygodę z Mary i jej cudownym ogrodem miałam przyjemność odbyć 2 lata temu, chociaż naturalnie wiedziałam o czym jest ta książka i mimo iż pamiętam to jak przez mgłę - na pewno oglądałam ekranizację.
Nie wiem jakie byłby moje odczucia co do "Tajemniczego ogrodu" te 15 lat temu ale teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Frances H. Burnett ma na swoim koncie kawał dobrej literatury dziecięcej.


Jak tylko dowiedziałam się, że ktoś pokusił się na sequel tak uwielbianego i znanego klasyka byłam nieco zaniepokojona, bo bądźmy ze sobą szczerzy - to mało kiedy kończy się dobrze. Na szczęście tym razem możemy odetchnąć z ulgą bo Holly Webb sprostała zadaniu i moim zdaniem napisała jedną z lepszych kontynuacji (która nie jest częścią serii) jaką kiedykolwiek czytałam.

Mamy rok 1939, nad Londynem wisi widmo wojny które sprawia, że mała Emmie oraz pozostałe dzieci z sierocińca w którym się wychowuje zostają ewakuowane z miasta. Opiekunki lokują swoich podopiecznych w starej posiadłości Misselthwaite, w której mają przeczekać zapowiadane bombardowania.
Emmie (którą notorycznie nazywałam Emmą albo Amy) jest bystra i dociekliwa, dlatego gdy znajduję stary pamiętnik prowadzony przez dziewczynkę, która mieszkała w jej pokoju 20 lat wcześniej, nie zwleka ani chwili!
Samotna i pozbawiona towarzyszy zabaw, znajduję w autorce przyjaciółkę, która dzieli się z nią największymi sekretami... również tymi jak zakraść się do najpiękniejszego ogrodu w całej Anglii. Lecz to nie ogród robi na Emmie największe wrażenia, a fakt że rozkapryszony i naburmuszony syn państwa Craven - Jack, wbrew wszelkim oczekiwaniom zaprzyjaźnia się własnie z nią...


Nie będę kłamać - fabuła książki momentami do złudzeni przypomina "Tajemniczy ogród" ale przyznam szczerze że kompletnie mi to nie przeszkadzało. Emmie i Mary miały ze sobą wiele wspólnego ale jako że są bardzo dobrze napisanymi bohaterkami to obie książki czytałam z taką samą przyjemnością i nie nudziłam się nawet przez chwilę.
Za oknami nadeszła wiosna, wszystko budzi się do życia więc "Powrót do tajemniczego ogrodu" jest idealną lekturą na tę porę roku. To jak autorka przedstawia tytułowy ogród... aż miałam ochotę przysiąść na chwilę wśród tych pięknych kwiatów i drzew. Z książką oczywiście ;)


Mieliście keidyś styczność z Frances H. Burnett? Jeśli nie był to "Tajemniczy ogród", to może w wasze ręce wpadła "Mała księżniczka"?

Przybij 5! Ulubione książki dla dzieci (i nie tylko)

Przybij 5! Ulubione książki dla dzieci (i nie tylko)


Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że mam 28 lat i jestem dorosłą, samodzielną kobietą i być może nie 'powinnam' czytać już (tak często) książek dla dzieci. Ale bycie dorosłym rządzi się swoimi prawami - można zjeść pączka na śniadanie, przesiedzieć cały czwartek w piżamie i... czytać wszystko to na co mamy ochotę :)
Zauważyłam, że im jestem starsza tym chętniej wracam do książek z mojego dzieciństwa oraz sięgam po propozycje dla najmłodszych których nigdy wcześniej nie czytałam. Moja mam zawsze powtarzała, że człowiek z wiekiem dziecinnieje - coś musi w tym być. Słuchajcie się mamy bo ona ma racje!
Tym razem moja lista na pewno nie będzie dla nikogo odkrywcza, jestem przekonana że każdy z Was miał styczność (mniej lub bardziej) z każdym z tych tytułów ale jest to zestawienie książek najbliższych mojemu sercu i nic nie mogło zostać pominięte.

1. Harry Potter i Książę Półkrwi - J. K. Rowling
No co jak co ale o Harrym Potrze to na pewno nikt nie słyszał, więc już tłumaczę:
Przy ulicy Privet Drive 4 żył sobie chłopiec który pewnego dnia dowiaduje się, że jest czaro... Żartowałam!
Jestem pokoleniem Harrego Pottera. Dorastałam razem z nim, wyczekiwałam na kolejne tomy i popadłam w czarną rozpacz gdy po raz pierwszy przeczytałam ostatnią stronę Insygniów Śmierci i dotarło do mnie że oto moja przygoda dobiegła końca. Kocham Harrego całym sercem i wiem, że nigdy w życiu nie uda mi się przeczytać nic co zajmie jego miejsce (Saga Pieśni Lodu i Ognia jest BARDZO blisko). Wiem, że wiele osób nie rozumie fenomenu Harrego i nie uważają żeby cała seria była jakimś dziełem sztuki - w porządku (to znaczy nie - NIE w porządku ale niech Wam będzie). Wiem, że moja ocena nie może być obiektywna bo Harry to spory kawał mojego dzieciństwa i nie potrafię tych elementów od siebie oddzielić. Jak na prawdziwego czuba przystało, czytam całą serię średnio raz na dwa lata. Czasem częściej bo dla mnie Harry jest idealną książką na rozruch, kiedy nie mam na nic ochoty, żadna książka mi nie pasuje czyli tak zwany książkowy kac - Harry w rękę (dowolna część, znam je na pamięć) i do przodu.
Aktualnie od paru lat moją ulubioną częścią jest Książę Półkrwi ale zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania! ;) (skracałam ten tekst jakieś 3 razy)



2. Ania z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery
Ona Ania, ja Ania - to się musiało udać. Jeśli jesteście dzieckiem a bohaterka książki jest zabawna, ciągle popada w tarapaty i ma najróżniejsze przygody A DO TEGO macie tak samo na imię to musi być miłość. Pamiętam, że pierwszy raz czytałam tą książkę leżąc chora w domu, wiedziałam że będzie zaraz przerabiana w szkole więc stwierdziłam, że lepiej poczytać niż bezsensownie oglądać bajki  mama mi kazała. Teraz z perspektywy osoby dorosłej nie do końca rozumiem moją fascynację tą książką bo mała Ania była WYBITNIE irytującym dzieckiem z tymi swoimi poetyckimi wywodami i mądrościami a la stara ciotka. To czego jestem pewna to, to że bardzo chciałam mieszkać w takim miasteczku jak Avonlea gdzie wszyscy się znają, wszyscy się lubią, każdy każdemu pomaga - marzenie. Już będąc dorosła przeczytałam resztę serii o Ani i moja miłość tylko się pogłębiła, bo z dorosłą Anią jestem w stanie w pełni się identyfikować.
Bym zapomniała! Gilbert. Ooo tak, już pamiętam co mnie tak w tej książce urzekło ;)

A przy okazji - ktoś z Was oglądał już serial na Netflixie "Ania nie Anna"? Jeśli nie to bardzo polecam, ciekawe podejście do tej historii.


3. Mały Książę - Antoine de Saint-Exupéry
Ta pozycja wiele zmieniła w moim postrzeganiu książek i literatury jako takiej. Po przeczytaniu "Małego Księcia" byłam kompletnie oczarowana i zrozumiałam że chciałabym czytać coś więcej niż zwykłe bajki i opowiadania dla dzieci. Zachwyciło mnie ukazanie różnic w odbiorze świata między dziećmi a dorosłymi, ten tak dobrze znany słoń zjedzony przez węża będący kapeluszem. Albo baranek który jest  w pudełku dopóki go nie otworzymy (taki dziecięcy kot schrodingera). Wielokrotnie spotkałam się z negatywnymi opiniami dotyczącymi tej książki i w pełni je rozumiem - to nie jest książka dla każdego. Nie każde dziecko pokocha Małego Księcia i nie każdy dorosły zrozumie jego fenomen. Na tą książkę jest odpowiedni czas, wiek i miejsce i nie da się tego zmienić. Opowieść jest na prawdę krótka więc jeśli ktoś jeszcze nie czytał, zachęcam do podjęcia próby bo może się okazać że zmarnowaliście tyle czasu żyjąc bez tej książki.

4. Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren
Przyznać się kto czytał? Wiem, że ta książka nie była lekturą we wszystkich szkołach więc jeśli na Was nie padło - żałujcie! Przygody grupki przyjaciół mieszkających w małej szwedzkiej wiosce, które zachwyciły mnie tak bardzo że po skończeniu książki... zaczęłam czytać jeszcze raz. Jako dziecko marzyłam żeby razem z Lisą, jej braćmi oraz sąsiadami spać na sianie, łowić raki i ratować psy z rąk okrutnych właścicieli. Nawet przyznam, że trochę podkochiwałam się w Lasse, typowym niegrzecznym łobuzie. Razem z moją przyjaciółką byłyśmy załamane faktem, że mieszkamy w bloku i nie możemy wysyłać sobie liścików na sznurku jak dzieci  z Bullerbyn, które mieszkały w domkach stojących jeden obok drugiego. Postanowiłyśmy zrealizować nasz ŚWIETNY pomysł razem z koleżanką z bloku na przeciwko ale jak pewnie się już domyślacie była to kompletna klapa - kompletnie nie rozumie dlaczego...


5. Kubuś Puchatek - A. A. Milne
To chyba jedyna książka która swoją sławą przewyższa samego Harrego Pottera. Jak tu nie kochać uroczego misia o małym rozumku, pierdołowatego Prosiaczka i przemądrzałego Królika? Do tego z perspektywy czasu stwierdzam że Kłapołuchy zdecydowanie jest metaforą dorosłości w tym całym cyrku mającym miejsce w Stumilowym Lesie a Sowa to wypisz wymaluj moja sąsiadka z 3 piętra, która była przekonana że jest burmistrzem naszej klatki.
Książka jako taka pewnie nie zachwyci każdego, wydaje mi się że jest skierowana do najmłodszych chociaż przyznam że do tej pory z uśmiechem na ustach czytam Kubusiowe mruczanki które w gruncie rzeczy nie mają NAJMNIEJSZEGO sensu :)
W ramach ciekawostki mogę zdradzić Wam coś co mi osobiście rozwaliło mózg bo nigdy o tym nie myślałam - mianowicie w wielu krajach Puchatek ma różne imiona. Wiadomo że oryginalnie jest Winnie the Pooh ale co to w ogóle znaczy - nie wie nikt. Nasz ‘Kubuś’ również ma z oryginałem niewiele wspólnego ale jako że wychowałam się z tym faktem, nie było to dla mnie niczym dziwnym.
Okazuje się że po duńsku mamy Petera, po litewsku Mike, norwesku Ole a szwedzku Nalle.


Ufff, dotrwaliście do końca, jestem z Was dumna! Z chęcią dowiem się, jakie książki pozwalają Wam cofnąć się do najmłodszych lat?


PODSUMOWANIE MARCA

PODSUMOWANIE MARCA

Nie. Nie zawieszam bloga.
Tak. Wiem, że jestem najgorszą blogerką EVER...
0 postów w marcu. Słownie: ZERO postów w marcu.
Szczerze mówiąc nie mam nawet za dobrej wymówki bo z czytaniem nie szło mi jakoś strasznie ale niestety recenzowanie odpuściłam sobie kompletnie. Mogłabym tłumaczyć się bez końca <3
A to kurs na prawo jazdy, a to odwiedziny mamy - dodatkowo rozchorowałam się tuż przed Wielkanocą a jedzenie samo się nie przygotuje... istny horror. 

Nie zmienia to faktu, że jest mi bardzo miło iż dopytywaliście się o to co się ze mną dzieje - na blogu, w mailach i na instragramie :)
Żyję i mam się dobrze!
W dodatku obiecuję poprawę w kwietniu, zamówiłam niedawno kosmiczne ilości książek a to do czegoś zobowiązuje.


Tymczasem zapraszam Was na moje skromne podsumowanie - tym razem przeczytałam jedynie 8 książek, ale nawet ja nie będę się czepiać, bo to był bardzo zwariowany miesiąc.

Kronika zapowiedzianej śmierci - Gabriel Garcia Marquez
Dzięki tej krótkiej książeczce jakimś cudem udało mi się przeczytać cokolwiek z literatury klasycznej w marcu... Parokrotnie podchodziłam do "Stu lat samotności" i kompletnie mi nie szło - dopiero miłośnicy Marqueza polecili mi zacząć moją przygodę właśnie od "Kroniki..." i była to bardzo udana próba. Urzekł mnie styl autora, narracja i sam pomysł na książkę. 
Santiago Nasar - zarozumiały i przekonany o swojej wyższości człowiek (choć o dziwo wzbudzał moja sympatię) zostaje zamordowany. Początkowo zbrodnia ta nie ma najmniejszego sensu lecz z czasem gdy poznajemy coraz to więcej szczegółów wszystko układa się w jedną, logiczną całość. Majstersztyk!

Śpiew kukułki - Frances Hardinge
Po tej książce rozpoczął się mój problem z recenzjami w marcu. Ta książka jest tak dziwna, że nie mam pojęcia co mam o niej w ogóle napisać. Co to za gatunek w ogóle?
Horror? Czasem miałam ciary na plecach.
Kryminał? Definitywnie mamy zagadkę do rozwiązania.
Fantastyka? Jak najbardziej, niewiarygodne goni niemożliwe.
Literatura dziecięca? Teoretycznie TAK...
Z jednej strony byłam zachwycona ale z drugiej strony chwilami czułam się zagubiona w fabule, akcja toczyła się bardzo szybko a ja miałam wrażenie że nie nadążam. "Śpiew kukułki" przepełniony jest magią a ja nie mogłam pozbyć się wrażenia że ten świat powinien zostać nam lepiej przedstawiony, może wtedy byłoby łatwiej.
Wybaczcie ale na prawdę nie wiem jak opowiedzieć o tej książce ale możecie uznać że jest to najlepszą formą polecenia bo uważam że każdy powinien po nią sięgnąć i przekonać się na własnej skórze o co mi chodzi.

Kłopot z Henrym, problem z Zoe - Andy Jones
Typowa obyczajówka z wątkiem romantycznym.
Zoe tkwi w związku który z roku na rok coraz mniej przypomina to czym był na początku. Nie dogaduje się z chłopakiem i ma wrażenie że wszystko powoli się psuje i nikomu nie chce się już niczego naprawiać.
Henry lada dzień bierze ślub - szkoda tylko że z dziewczyną którą bardziej kochają jego rodzice niż on sam. 
Tak, dobrze zgadliście - w pewnym momencie ścieżki Henrego i Zoe się przetną ale niestety stanie się to w najmniej odpowiednim momencie.
Książka nie jest schematyczna a bohaterowie są bardzo rzeczywiści - jeśli chodzi o tego typu książki to mi nic więcej nie potrzeba.

Blankets. Pod śnieżną kołderką - Craig Thompson
"Blankets" to autobiograficzna powieść graficzna która wciąga od pierwszej strony. Autor opowiada nam o swoim dzieciństwie, surowych rodzicach, perypetiach z młodszym bratem oraz o tym jak trudne potrafi być dorastanie. Po przeczytaniu tej pozycji dość długo myślałam o tym jaki wpływ na całe nasze życie ma dzieciństwo. To jak zostaliśmy wychowani, to jak rodzice odnosili się do nas czy do siebie nawzajem. Okazuje się że czasem jakieś drobne sprzeczki czy nieporozumienia potrafią pozostawić w nas ślad na długie lata mimo że nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Wyczekuję na inne tytuły tego autora bo muszę przyznać, że nie jest łatwo mnie zaintrygować a tutaj udało się to w 100%.

More happy than not - Adam Silvera
Stanowczo odmawiam używania polskiego tytułu tej książki! Wiem, że zazwyczaj wszyscy narzekają że tłumaczenia pozostawiają wiele do życzenia i całkowicie zmieniają znaczenie tytułu filmu bądź książki ale tym razem ta dosłowność brzmi kretyńsko - "Bardziej szczęśliwy niż nie"... serio?
Po 1. Książka wybitnie przereklamowana. DOBRA ale przereklamowana.
Po 2. Mam wrażenie że jeśli książka posiada wątek LGBT to z miejsca wszyscy są nią bezgranicznie zachwyceni - często bezpodstawnie.
Nie chcę niczego spoilerować ale moim zdaniem tutaj ten wątek homoseksualny nie był najlepszy. Wszystko zostało rozegrane bardzo dziwnie, niezręcznie i troszkę na siłę. Może ja jestem już jednak za stara na młodzieżówki tego typu?
Po "Tamte dni, tamte noce" wszystko jest jakieś 'bez sensu' ;)


Żółwie aż do końca - John Green
Green jest moim kamieniem w bucie. Niby mnie uwiera ale czasem jakoś można z nim wytrzymać. Uczciwiej byłoby napisać że najzwyczajniej w świecie nie przepadam za tym autorem - "Gwiazd naszych wina" całkiem mnie urzekła, chociaż im jestem starsza i więcej czytam tym coraz mniej mi się ta książka podoba. Potem było już coraz gorzej. "Szukając Alaski", "Papierowe miasta", "19 razy Katherin" N-O-P-E.
Dlatego niespodzianką powinien być fakt że tym razem... nie było źle. Serio, całkiem dobra młodzieżówka. Szok :O
Żeby nie było tak kolorowo, to jak na Greena przystało - główna bohaterka jest TRAGICZNA. Koszmarna. Drama goni dramę, jest zrozpaczonym pępkiem świata a cały wszechświat działa przeciwko niej. Aza jest równie beznadziejna co Hannah Baker z "13 powodów" i Holden z "Buszującego w zbożu". Moja złota trójca 'ulubieńców' <3
MIMO tej drobnej niedogodności książkę zaliczam na PLUS.

Chłopak z innej bajki - Kasie West
Biedna dziewczyna zakochuje się w obrzydliwie bogatym chłopaku który kompletnie przypadkiem nie jest zadufanym w sobie dupkiem tylko uroczym i dobrze wychowanym, chodzącym ideałem.
Do tego szalona najlepsza przyjaciółka i matka która nie chce rozmawiać o ojcu. Na końcu okazuje się, że nic nie jest takie jak się początkowo wydawało.
KONIEC.
Najkrótsza recenzja w historii blogowania!
Wiecie przecież, że książki Kasie West są łatwe, proste i przyjemne - nie można więc oczekiwać strawy dla intelektu, ambitnych treści i filozoficznych rozważań.
Ja osobiście byłam zadowolona, czytało mi się dobrze bo książka mimo pewnej schematyczności była bardzo przyjemna i dobrze napisana.

Słodko-gorzkie życie - Colleen McCullough
Męczyłam się z tą książką odrobinę dłużej niż powinnam. Z jednej strony bardzo mi się podobała bo akcja toczy się w Australii tuż przed wybuchem II WŚ - czyli moje ulubione tło jeśli chodzi o książki obyczajowe. Dodatkowo głównymi bohaterkami są 4 siostry - naturalnie każda ma zupełnie inny charakter, podejmują różne decyzje przez co ich kariery i życie rodzinne wyglądają całkowicie odmiennie. Wszystko super ale... Ale można było wyciągnąć z tej książki więcej. Niektórym siostrom poświęcono więcej uwagi niż innym i mam wrażenie że cała historia została ucięta, zakończona w pośpiechu i trochę bez polotu. Nie mogę powiedzieć, że książka jest zła bo bym skłamała ale spodziewałam się czegoś lepszego, zwłaszcza że początek był świetny a same bohaterki rewelacyjne.


Uff! Musze przyznać, że po tak długiej przerwie nie było łatwo złożyć tego posta do kupy. Zwłaszcza gdy nie pamięta się połowy książek które się przeczytało... Ale jak już wspominałam wyżej - w kwietniu będzie lepiej! Przede wszystkim postaram się recenzować na bierząco wszystkie książki które przeczytam.
Niedługo również nadrobię zaległości na Waszych blogach - nie mogę się doczekać aż zobaczę co polecacie tym razem :)


PODSUMOWANIE LUTEGO

PODSUMOWANIE LUTEGO

Nie żebym chciała się chwalić ale luty był na prawdę owocnym miesiącem! :)
Dzięki temu że nie zmuszałam się kompletnie do niczego (czytelniczo bo wstawanie do pracy o 5 rano w dalszym ciągu idzie mi dość opornie) udało mi się przeczytać 15 pozycji - chociaż nie wiem czy ta liczba jest odpowiednia bo nie do końca wiem jak liczyć powieści graficzne/komiksy... ale czy to ważne?Przyznam, że jestem z siebie dość dumna i to nie ze względu na ilość przeczytanych pozycji ale na ilość napisanych recenzji (chociaż naturalnie i tak mogło być lepiej...) Do tej pory znaczna większość przeczytanych przeze mnie książek nie doczekiwała się osobnych wpisów za to w tym miesiącu wypadło to już całkiem dobrze, oby tak dalej.

Jak będziecie mogli zauważyć, luty był dla mnie miesiącem powrotu do czytania powieści graficznych. Już zdążyłam zapomnieć o tym jakie to przyjemne, więc jeśli macie mi do polecenia jakieś tytuły to zapraszam bo jestem na fali :)


Tamte dni, tamte noce - André Aciman
Recenzja na blogu: TAMTE DNI, TAMTE NOCE
Ja nie wiem czy mam w tym temacie coś jeszcze do powiedzenia. Czuję że ta książka będzie moim numerem 1 w tym roku - jestem kompletnie oczarowana. Cudowna historia, świetni bohaterowie i ten język... poezja.
Kilka dni temu miałam okazję w końcu obejrzeć ekranizację i również skradła moje serce. Zdjęcia do filmu są przepiękne, obsada wprost idealna a od muzyki nie mogę się uwolnić. Trzymam kciuki na Oskarach.

Mitologia nordycka - Neil Gaiman
Recenzja na blogu: MITOLOGIA NORDYCKA
Gaiman po raz kolejny pokazał, że czegokolwiek się nie dotknie to 'robi to dobrze'. Wydaje mi się, że kiedy dochodzicie do wniosku że chcielibyście, żeby książka była DŁUŻSZA to chyba jest coś na rzeczy, prawda? Nie pogniewałabym się gdyby Gaiman pokusił się o drugą część albo jakieś uzupełnienie tych mitów bo czuję niedosyt.

Uroczysko I - Colin Meloy
Recenzja na blogu: UROCZYSKO
Mieszanka "Baśnioboru" i "Opowieści w Narnii" z zadziorną Prudencją w roli głównej była tym czego było mi trzeba po czytelniczym zastoju który dopadł mnie w styczniu. Przygoda goni przygodę, świetnie wykreowany świat i zabawni bohaterowie którzy mimo młodego wieku nie boją się stawić czoła najniebezpieczniejszym wyzwaniom. Już wkrótce zabieram się za kolejne tomy "uroczyska".

Ostatnie dni Królika - Anna McPartlin
Recenzja na blogu: OSTATNIE DNI KRÓLIKA
Sama już nie wiem co o tej książce myślę, moim zdaniem wpada dość blado na tle innych książek (tych które czytałam naturalnie) z motywem śmierci/śmiertelnej choroby. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę i na dobra sprawę żadnej z bohaterów jakoś specjalnie mnie nie obchodził. Książka nie jest zła, ale jak ktoś szanuje swój czas to proponuję dać sobie na wstrzymanie.

Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin
Recenzja na blogu: RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW
Dobrze było wrócić do Westeros po takie długiej przerwie! Muszę przyznać, że gdyby parę lat temu ktoś powiedział mi że spodobają mi się historię o walecznych rycerzach, turniejach i zagubionych książętach to zaczęłabym się śmiać i nigdy nie przestała. Jednak Martin jest dobry w tym co robi i każda książka w której macza palce wciąga już od pierwszej strony :)

Ogień, który ich spala - Brittainy C. Cherry
Krótki wpis na blogu: OGIEŃ, KTÓRY ICH SPALA
Tym razem Brittainy się nie popisała, użyła wszystkich wyświechtanych motywów literackich które można umieścić w książce tego typu. Grzeczna dziewczynka, zbuntowany chłopak, uzależnienia, śmiertelna choroba. długo by wymieniać...

Rok 1984 - George Orwell
Wybaczcie ale nie wiem co tu napisać tak naprawdę, nie wyrobiłam się z recenzją w tym miesiącu ale mam zamiar to nadrobić bo ta ciężka była tak dziwna, ciężka i skomplikowana że muszę ją przetrawić. Na tę chwilę mogę tylko powiedzieć, że zachwytów niestety nie było.

Harry Potter i Komnata Tajemnic - J. K. Rowling
Tym razem ilustrowana wersja. Doszłam do wniosku, że książki nie mogą tak leżeć nieczytane a  jeśli chodzi o Harrego to mi nie trzeba dwa razy powtarzać - przeczytałam za jednym posiedzeniem.
Jim Kay jest mistrzem, ilustracje są rewelacyjne i bardzo umilają czas spędzony z książką. Szkoda że na "Czarę Ognia" trzeba czekać aż do przyszłego roku :(

Paper Girls I-IV - Brian K. Vaughan, Cliff Chiang
Niestety nie wiem już teraz komu dziękować ale na jednym z blogów ktoś polecał tą serię opowiadań graficznych i jestem bardzo wdzięczna! Doskonale znam "Sagę" tego autora więc z ogromną przyjemnością sięgnęłam na jego kolejne dzieło.
Akcja może odrobinę przypominać serial "Stranger things", zwłaszcza dzięki klimatowi lat 80. Pewnego poranka, czwórka dziewcząt rozwożących gazety zupełnie przypadkiem pakuje się w niezłe tarapaty znajdując w piwnicy maszynę do przenoszenia się w czasie. Przygoda goni przygodę!
BAAARDZO polecam fanom fantastyki, lekkiego sci-fi oraz oczywiście komiksów, ja wszystkie 4 tomy wciągnęłam praktycznie 'na raz', teraz pozostało mi czekanie :)

Harry Potter. Podróż przez historię magii - J. K. Rowling
Krótki wpis na blogu: PODRÓŻ PRZEZ HISTORIĘ MAGII
Nie chcę się nawet rozpisywać - gdyby nie to że uwielbiam Harrego Pottera nad życie i cieszy mnie posiadanie pierdół które dotyczą tego uniwersum to uznałabym że wyrzuciłam pieniądze w błoto.

Through the Woods - Emily Carroll
Kolejna powieść graficzna która 'przytrafiła' mi się w lutym, z czego bardzo się cieszę. Widziałam, że dość niedawno została wydana w języku polskim, więc może ktoś się skusi :)
Uprzejmie informuję że to dla tych którzy lubią się bać - ten zbiór opowiadań zakwalifikowana jest do horrorów i grozy szeroko pojętej ale ja patrzę na to z przymrużeniem oka bo mimo iż momentami na prawdę miałam ciarki na plecach to brakowało mi zakończeń tych historii. Kilka z nich na prawdę miało potencjał i byłoby rewelacyjne gdyby autorka pokusiła się na więcej stron. Wiem że czasem niedopowiedzenia czy urwanie zdania w połowie mogą budować napięcie i generować strach ALE mogło być ciut lepiej. Mimo drobnych minusów polecam Wam "Through the Woods" bo grafiki są świetne, dodatkowo ja do najstrachliwszych osób na świecie nie należę a powiedziałabym nawet że dość ciężko mnie wystraszyć - tutaj się udało.

Mleko i miód - Rupi Kaur
Krótki wpis na blogu: MLEKO I MIÓD
Nope, nope, nope. Jakby ktoś nie ogarnął za pierwszy razem to jeszcze NOPE.
Pozycja kompletnie nie dla mnie. Nie wiem co to jest za gatunek tak na prawdę bo umówmy się - koło poezji to nawet nie leżało. Trochę za prostacko, trochę za ordynarnie.


Jak może zauważyliście - w tym miesiącu nie było klasyka. Nie wiedziałam czy "Rok 1984" zalicza się do tego gatunku ale wydaje mi się że nie, więc nie będę go tam wciskać na siłę. Szkoda że zawaliłam wyzwanie już w drugim miesiącu ale mam nadzieję że w marcu się odkuję :)
Krótko i na temat #1, bo czasem mniej znaczy więcej

Krótko i na temat #1, bo czasem mniej znaczy więcej


Jeśli człowiek czyta a w dodatku czyta sporo to zupełnie normalne jest to, że raz na jakiś czas trafią się książki trochę 'słabsze' albo po prostu takie które niekoniecznie trafiają w nasz gust - takim oto sposobem powstała kolejna seria na moim blogu czyli Krótko i na temat. Pamiętajcie - nie mówię, że te książki są ZŁE! One są po prostu 'meh' - do przeczytania ale bez fajerwerków.
Już kiedyś wspominałam, że od dawna nie przeczytałam czegoś co by mi się kompletnie nie podobało, bo nabyłam bardzo przydatną umiejętność - odpuszczanie. Jeśli książka mnie nie wciąga, coś mi w niej nie leży to po prostu szukam innej bo nie lubię marnować czasu w sposób który nie sprawia mi przyjemności.
Nie twierdzę, że są książki 'nie zasługujące' na osobny post ale... no ale są ;) 
Jako że marudzenie jest jednym z moich ulubionych zajęć a grumpy cat 😼 jest moim spirit animal to nie mogę odmówić sobie przyjemności podzielenia się z wami tym co mi się w książkach ewentualnie nie podobało
#marudzeniejestcnotą

Ogień, który ich spala - Brittainy C. Cherry
Zdecydowanie najsłabsza część serii "Żywioły". Ostrzegano mnie że tym razem historia nie jest zachwycająca więc celowo ten tom trafił w moje ręce jako ostatni mimo iż oficjalnie jest drugi w kolejności.
O ile pozostałe tomy są na prawdę dobre (w swoim gatunku) to tutaj schematy aż biją po oczach. Osobiście wychodzę z założenia, że w schematach nie ma nic złego jeśli są wykorzystane w ciekawy sposób, w końcu czasem czytamy książki i szukamy motywów które dobrze znamy i lubimy.
W tym przypadku po prostu nie wyszło, odniosłam wrażenie że autorka najzwyczajniej w świecie - nie postarała się, przez co mamy kolejną książkę o grzecznej i ułożonej dziewczynie z dobrego domu, która zakochuje się skrzywdzonemu przez życie chłopakowi z patologicznej rodziny. Dramat goni dramat a co gorsza jesteśmy w stanie przewidzieć każdy 'niespodziewany' zwrot akcji z którym mamy do czynienia.
"Ogień, który ich spala" to książka na jeden wieczór - czyta się szybko i przyjemnie ale nie uciekniemy od wrażenia że "już to kiedyś czytaliśmy".


Harry Potter. Podróż przez historię magii - J. K. Rowling
Tak, ja tez do  końca nie wierzę że umieściłam tutaj książkę ze świata Harrego Pottera ale nawet jako psycho-fanka muszę stwierdzić że wypadło to dość słabo. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta książka niekoniecznie miała wnieść coś nowego, jest raczej takim mini zbiorem informacji na temat magii zarówno ze świata czarodziejów jak i naszego - mugolskiego, czyli tarot, amulety i tym podobne.
Oczywiście tym co zwróci uwagę miłośników serii są autorskie rysunki Rowling, jej notatki, schematy którymi posiłkowała się podczas kreowania całego magicznego świata - za co ogromny plus.
Ale to tyle. Mnie nic więcej nie zainteresowało.
Książka przepełniona jest rewelacyjnymi ilustracjami Jima Kaya ale jako, że posiadam wszystkie ilustrowane wydania Harrego Pottera to nie byłam wybitnie podekscytowana bo już to wszystko wcześniej widziałam.
Dodatkowo książka jest napisana językiem który sugeruje, że grupą docelową są dzieci, które w dodatku nie bardzo mają pojęcia na temat Hogwartu i całego świata czarodziejów. Nie zrozumcie mnie źle... ja DOSKONALE wiem że Harry Potter jest serią skierowaną do młodszych czytelników ale można było zrobić to w takie sposób żeby ludzie którzy dorastali z tymi książkami (tym bardziej, że to wydanie jubileuszowe) nie mieli poczucia zażenowania podczas lektury.
Nie żałuję, że kupiłam tę książkę bo i tak zbieram wszystko co dotyczy Harrego ale uważam że książka została wydana jedynie w celach zarobkowych i nikt specjalnie się do niej nie przyłożył.


Mleko i miód - Rupi Kaur
Po raz kolejny doszła do wniosku, że szeroko pojęta poezja chyba nie jest dla mnie.
Zdecydowana większość zachwycała się "Mlekiem i miodem", więc postanowiłam się skusić mimo że mnóstwo osób pisało że te 'wiersze' są bardzo komercyjne i prostackie. Jako totalny laik byłam zachwycona - to coś dla mnie! Może w końcu przekonam się do poezji! Może w końcu ją zrozumiem i docenię! Nope.
Pewnie po raz kolejny miałam zbyt wygórowane oczekiwania, spodziewałam się wierszy które 'poruszą moją dusze' i 'skradną moje serce' a to co dostałam było delikatnie mówiąc - niepokojące. Ja wiem, że sztuka rządzi się swoimi prawami. Rozumiem że nie musi być łatwa, prosta i przyjemna. Nie mam problemu z czytaniem o molestowaniu, nieszczęściu, smutku i toksycznych związkach. Serio. Ale zarówno te pseudo wiersze jak i krótkie historyjki były napisane... hmm... brzydkim językiem? Skoro język może być ładny/piękny to chyba przeciwieństwem będzie brzydota prawda? Książka wydana pięknie i to jej jedyna zaleta.
Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o miłości która odbiera rozum czy odrzuceniu które sprawia fizyczny ból a to wszystko napisane PRZEPIĘKNYM językiem to polecam "Tamte dni, tamte noce" Andre Acimana - to JEST sztuka.


Jakie książki ostatnio Was zawiodły?


Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin

Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin


Dzisiaj będzie krótko.
Nie będę nikogo oszukiwać i owijać w bawełnę - jeśli nie jesteście fanami "Sagi Pieśni Lodu i Ognia", albo chociaż serialu "Gra o tron" to tak książka prawdopodobnie nie jest dla Was.
Wydaje mi się, że "Rycerz Siedmiu Królestw" może spokojnie być przeczytany przez każdego, bez wcześniejszej znajomości sagi (bądź serialu) ale nie jest to na tyle ekscytująca pozycją, żebym polecała zaczynać przygodę z Westeros własnie od niej.


Akcja książki rozpoczyna się na około 100 lat przed akcją pierwszego tomu SPLiO. Ja natomiast nie wiedzieć dlaczego byłam bardzo długo przekonana że to są opowiadania o przygodach Quentyna Martella (tej postaci nie było w serialu)."Rycerz Siedmiu Królestw" jest zbiorem trzech dość długich opowiadań o przygodach walecznego Dunka. Mężczyzna po śmierci rycerza któremu służył postanowił wybrać się w podróż aby wziąć udział w turnieju rycerskim. Zupełnie przypadkiem jego kompanem staje się mały, bezczelny i wygadany chłopczyk którego wołają Jajo. Dość szybko, bo już w pierwszym opowiadaniu dowiadujemy się że Jajo nie jest zwyczajną wałęsającą się po lesie sierotą ponieważ w tym samym czasie gdzieś w drodze z miejsca A do miejsca B 'zawieruszyła' się dwójka książąt - w tym Aegon V...
Oszczędzę Wam przeszukiwania internetów w celu odnalezienia sensownego drzewa genealogicznego Targaryenów (nie pogniewałabym się gdyby takowe znajdowało się w książce) - kojarzycie starego meastra Aemona który dokonał swojego żywota pełniąc służbę na Murze? Jajo to jego młodszy brat, który później zostanie królem całego Westeros  (pra pra dziadek Daenerys).
Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, w końcu to tylko 3 opowiadanka ale gwarantuje że miłośnicy Martina - zwłaszcza Ci którzy tak jak ja nie mogą doczekać się tych cholernych "Wichrów Zimy" będą w pełni usatysfakcjonowani (jesst! za pierwszym razem i dobrze!). Z ogromną przyjemnością powróciłam do tego świata i przyznam, że trochę się stęskniłam :)


Kto nie może doczekać się kontynuacji sagi?
Ostatnie dni królika - Anna McPartlin, jak przygotować się na nieuniknione

Ostatnie dni królika - Anna McPartlin, jak przygotować się na nieuniknione


Główna bohaterka ma raka.
Nie, nie martwcie się to nie jest żaden spoiler - wiemy to praktycznie od pierwszej strony, nikt nie robi z tego tajemnicy.
Przyznam, że miałam dość długą przerwę w czytaniu tego typu literatury bo pewnie jak większość z Was zauważyła - po "Gwiazd naszych wina" nastąpił hurtowy wysyp książek w których co najmniej jeden z bohaterów jest nieuleczalnie chory. Ten motyw pojawił się nagle w co drugiej książce dla młodzieży, bo przecież jak coś się dobrze sprzedaje to głupio byłoby z tego nie skorzystać.
Ale ja po porządnym odpoczynku zabrałam się za "Ostatnie dni Królika" bo na wielu grupach facebookowych była gorąco polecana. A "że piękna", "że wzruszająca", "że trzeba przeczytać". Mi dwa razy nie trzeba powtarzać.


Nie byłabym sobą gdybym od samego początku nie powiedziała co mnie wkurzało #marudzeniejestcnotą
Wkurzała mnie ksywka "Królik", bo tak na główną bohaterkę mówiła cała rodzina i wszyscy przyjaciele. Należy dodać, że kobieta jest po 40-stce. Ja wszystko rozumiem, tym bardziej że w książce mamy wyjaśnione że taki przydomek otrzymała w dzieciństwie i tak dalej... ale na litość boską, kto mówi tak do dorosłej kobiety? Wydawało mi się to strasznie infantylne.

Mia (nie zmusicie mnie żebym nazywała ją Królikiem) zachorowała na raka. Wbrew temu co może się wydawać, ta książka nie jest ani o samej chorobie ani o umieraniu jako takim. "Ostatnie dni Królika" są o przygotowaniu się do pożegnania z ukochaną osobą, o radzeniu sobie ze stratą. O tym jak ciężko jest się pogodzić z tym co nieuniknione oraz o niemocy która dotyka tych którzy wiedzą że muszą odejść.
Cała historia jest nam przedstawiona nie tylko z perspektywy Mii ale również jej rodziców,  12-letniej córki, rodzeństwa oraz kilkorga przyjaciół. Każda z tych osób radzi sobie z tą tragedią na swój własny sposób.
Autorka bardzo umiejętnie przeprowadza swoich bohaterów oraz nas - czytelników przez wszystkie 5 etapów żałoby:
Zaprzeczenie
Gniew
Targowanie
Depresję
Akceptację



Prawdziwą perełką jest matka głównej bohaterki która jest człowiekiem prostolinijnym, bezpośrednim i w dodatku klnie jak szewc - jej poczucie humoru rozładowywało trochę tę dość napiętą atmosferę towarzyszącą 'oczekiwaniu' na najgorsze.
Bohaterowie i ich osobiste problemy wydają się być bardzo realni, myślę że każdy będzie mógł w pewnym stopniu utożsamić się chociaż z jednym z nich.
Ogólnie powiem Wam... książka mi się podobała ale ostatecznie czegoś mi w niej brakowało, ja zazwyczaj wzruszam się podczas takich lektur a tym razem obeszło się bez łez. Nie wiem czy to dlatego, że autorka powoli przygotowywała mnie do tego co ma się wydarzyć czy po prostu zabrakło "faktora X".
Koniec końców polecam "Ostatnie dni Królika" - było ciekawie i pouczająco. Wydaje mi się że osoby które przechodzą trudny okres w swoim życiu mogą nawet znaleźć w niej odrobinę pocieszenia.

Lubicie książki o takiej tematyce? Może macie jakieś ciekawe tytuły do polecenia? 
Copyright © 2014 booklicity , Blogger