Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia - Leigh Bardugo

Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia - Leigh Bardugo

Dzisiaj krótko i na temat.
Jestem prostym człowiekiem. Widzę że wyszła nowa książka Bardugo - kupuję w ciemno.
Przyznaję się bez bicia! Kupiłam tę książkę z dwóch konkretnych powodów:

1. bo to piękne, ilustrowane wydanie
2. bo Leigh Bardugo

W momencie gdy klikałam KUP na stronie jednej z księgarni internetowych, nie miałam pojęcia o czym jest ta książka. Wiedziałam tylko że jest to książka należąca do świata z "Szóstki wron" i "Trylogii Griszy" co po prostu oznaczało że ja MUSZĘ ją mieć.


"Język cierni" to zbiór kilku baśni, które jak rozumiem możemy uznać że były czytane dzieciom w wykreowanym przez autorkę świecie. Mamy do czynienia z sześcioma pięknymi i oczywiście pouczającymi przypowieściami, które uzupełnione są PRZEPIĘKNYMI ilustracjami. Mogłabym rozpływać się nad tym wydaniem godzinami. Obrazki znajdują się dosłownie na każdej stronie. KAŻDEJ. Wiecie jak to czasem jest, niby książka jest ilustrowana a potem okazuje się, że mamy do czynienia z 8 ilustracjami na całe 400 stron...
W tym wypadku podczas czytania konkretnych przypowieści obrazki z każdą kolejną stroną coraz bardziej wypełniają brzegi kartek po to aby na samym końcu połączyć się i przedstawić nam obraz 'podsumowujący' całą historię.

Każda baśń ma swój odrębny klimat i barwnych bohaterów. Mamy do czynienia z Aymą - brzydką dziewczyną która była szpetna ale bardzo odważna i bystra dzięki czemu zjednała sobie potwora z lasu. Kolejnym bohaterem jest list który potrafił wykaraskać się z każdej opresji ale zgubiło go jego dobre serce. Poznamy również Wiedźmę która swoimi zdolnościami kulinarnymi potrafiła ukoić zbolałe dusze odwiedzających ją ludzi.


Yeva natomiast była nie tylko onieśmielająco piękna ale również nieskończenie dobre czego nie dostrzegał jej pazerny ojciec więc mimo iż cieszyła się zainteresowaniem wielu zalotników - oddała serce strumykowi.
Przedostatnia opowieść bardzo przypominała mi "Dziadka do orzechów" ale drobnym z twistem fantasy.
Na sam koniec zostawiona najdłuższą historię - o dwóch syrenach które z największych rywalek stały się najlepszymi przyjaciółkami. Bardzo ciekawa historia opowiadająca o przyjaźni, zdradzie i ambicji.
Nie jestem nawet w stanie wybrać swojej ulubionej - w każdej było to "coś" i nie nudziłam się ani przez chwilkę.
Myślę że fani poprzednich książek autorki będą usatysfakcjonowani. Jednocześnie uważam że jeśli jeszcze nie mieliście styczności z Leigh Bardugo a nie koniecznie macie ochotę rzucać się na głęboką wodę i sięgać na przykład po trylogię to taki zbiór baśni będzie świetnym początkiem wspaniałej przygody :)


Koniecznie dajcie znać czy mieliście już styczność z tą autorką!

Przybij 5! Ulubione trylogie/cykle/sagi bla bla bla...

Przybij 5! Ulubione trylogie/cykle/sagi bla bla bla...

Nastał czas na kolejna odsłonę serii "Przybij 5!" i tym razem zabieram Was na wycieczkę po moich ulubionych 'tasiemcach'. Znamy się już jakiś czas - znamy nie? Ale wydaje mi się, że jest coś czego możecie jeszcze o mnie nie wiedzieć - nie przepadam za seriami książkowymi. Do tego zawsze staram się czekać aż wszystkie tomy zostaną wydane i dopiero wtedy zabieram się za czytanie. Nie dla mnie czekanie latami na kontynuację. Wszystkie serie przechodzą wnikliwą analizę zanim zdecyduje się poświęcić im kawałek mojego życia - czy to oznacza że mam problem z zaangażowaniem? ;)
Był taki czas, że miałam wrażenie że dosłownie każda książka która wychodzi jest częścią jakiejś trylogii. Potem autorów zaczęło ponosić i z niejasnych dla mnie przyczyn zaczęli uznawać że ich opowieści są na tyle ciekawe że trzeba je rozwlekać na 5, 6 lub nawet 7 tomów (takie cuda jak "Pretty Little Liars" kompletnie pomijam bo ta seria ma 8742485 części). Oczywiście poniższa lista jest dowodem na to że czasem warto zdecydować się na coś więcej niż jednotomówka bo można odkryć nowy, niezwykły świat i pomieszkać w nim przez chwilę.
Celowo pomijam Harrego Pottera bo jest miłością mojego życia i znajduje się poza konkurencją! :)


1. Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins
Na tą serię trafiłam dzięki ekranizacji - byłam z chłopakiem w centrum handlowym i postanowiliśmy iść spontanicznie na "coś" do kina. Tym czymś okazały się "Igrzyska Śmierci" (pamiętacie te czasy kiedy nikt nie wiedział kim jest Jennifer Lawrence? :D) które bardzo mi się spodobały więc czym prędzej sięgnęłam po książki. Przeczytałam całą trylogię w 3 dni i byłam zachwycona. To było moje pierwsze spotkanie z klimatem dystopii i bardzo ciesze się, że zaczęłam właśnie od  "Igrzysk" bo mam wrażenie że inne serie to już nie to samo ;)
Koniecznie muszę wspomnieć, że ja byłam kompletnie usatysfakcjonowana (nie, nie udało mi się napisać tego dobrze za pierwszym razem) zakończeniem bo bardzo lubiłam Peetę ale jak już wiecie ja mam ogromną słabość do takich ewidentnie dobrych postaci. Peeta to taki kochany, grzeczny i oddany chłopak. Gale tez był OK ale tak na prawdę to nie ma go za wiele na stronach książki więc nawet nie ma kiedy zżyć się z jego postacią.
#TeamPeeta !!

2. Saga Pieśni Lodu i Ognia - George R. R. Martin
Aka"Gra o tron" bo wiele osób tak właśnie kojarzy tą sagę. W tym wypadku przyznaje się bez bicia - najpierw był serial. Ale tylko pierwszy sezon! Znajomi polecali mi go wręcz na siłę, a ja byłam przekonana że to nie moje klimaty - jacyś rycerze? smoki? Litości, nie będę tego oglądać
Więc się skusiłam iii... obejrzałam cały sezon na raz bo nie mogłam się oderwać.
Z resztą podobnie było z książkami, mam wrażenie że przeczytałam całość w ciągu tygodnia i potem miałam największego książkowego kaca na świecie. Trochę dlatego, że to był koniec przygody z Westeros, trochę dlatego że kontynuacja nie była nawet w połowie gotowa. Swoją drogą - myślicie że dożyjemy "Wichrów Zimy"? Ja powoli godzę się z tym że nie będzie mi dane przeczytać tej sagi do końca. Chyba żadna seria nie wywołała u mnie tylu emocji. Do śmierci będę pamiętać, że o Czerwonym Weselu czytałam w pociągu, miałam taką minę że mężczyzna siedzący na przeciwko zapytał czy wszystko ze mną w porządku bo wyglądam na zdenerwowaną - NO HALO! Właśnie wykończyli jedną z moich dwóch ulubionych postaci! R.I.P Rob :(
Drugą od samego początku był Jon - zanim to stało się modne. 
Biedny taki, nikt go nie kochał, pojechał na Mur i nikt nawet nie próbował go zatrzymać! Poruszył moje zlodowaciałe serduszko. Z resztą w przypadku SPLiO ciężko o ulubionego bohatera bo książki są przepełnione świetnymi postaciami, które bardzo ewoluują na naszych oczach.
Poza tym valar morghulis - all men must die, lepiej się nie przywiązywać.

3. Saga Księżycowa - Marissa Meyer
Nikt z nas tu obecnych nie ma tyle czasu i życia ile trzeba żebym opisała jak bardzo uwielbiam tą serię. Oczywiście natrafiłam na nią dzięki zagranicznym youtuberom którzy wychwalali te książki pod niebiosa - mieli rację. Jak tylko usłyszałam że jest to seria retellingów znanych i lubianych baśni - byłam kupiona bo jak powszechnie wiadomo mentalnie mam 10 lat. Idąc po kolei poznajemy nowe wersje Kopciuszka, Czerwonego Kapturka, Roszpunki oraz Królewny Śnieżki. Do kompletu wyszła jeszcze krótka, uzupełniająca nowela o Złej Królowej z Królewny Śnieżki – która również jest rewelacyjna. Wszystko jest utrzymane w klimacie fantasy, odrobiny dystopii, szczypty sci-fi. W każdym tomie główne skrzypce grają inni bohaterowie ale ich losy się przeplatają aż do ostatniego tomu w którym łączą swoje siły.
W listopadzie Wydawnictwo Papierowy Księżyc wypuściło pierwszą część serii „Cinder” w twardej oprawie, z piękną oryginalną okładką <3 Seria była wypuszczona wcześniej przez inne wydawnictwo ale tylko do II tomu, potem została wstrzymana. Skuście się bo warto!


4. Trylogia Griszy - Leigh Bardugo
Podobała się Wam "Szóstka wron"? Jeśli podobnie jak ja, totalnie poddaliście się urokowi Kaza i jego ekipy to jest to dla pozycja obowiązkowa! Bardzo rzadko zdarza się, że chciałabym żeby jakaś seria miała WIĘCEJ tomów a w tym przypadku tak było, strrrasznie nie chciałam żeby ta przygoda dobiegła końca :( Ja możecie się domyślać, tym razem zagłębiamy się w świat Grisz...ów? Griszych? (lol), czyli ludzi posiadających niezwykłe 'magiczne' moce. Ogromnym plusem tej serii postać Aliny, a musicie wiedzieć że w 98% przypadków jeśli coś mnie denerwuje w książce jest to zawsze główna bohaterka. Nie tym razem. Alina nie była za ładna i zdawała sobie z tego sprawę, co więcej reszta ludzi też o tym wiedziała - nie było motywu kiedy wmawia się nam że dziewczyna jest "szarą myszką" a jakimś cudem okazuje się najpiękniejszą kobietą na Ziemi. Dodatkowo Alina postępuje... LOGICZNIE, za co w tej chwili powinnam wręczyć jej medal bo to sprawia że staje się Królową Głównych Bohaterek. Nie jest przesadnie odważna ani przesadnie głupia. Owszem - popełnia błędy ale to tylko sprawia że wydaj się bardziej realna, podobnie jak reszta bohaterów. Przez serie przewija się kilka schematów ale konstrukcja historii była na tyle dobra że na prawdę nie razi to w oczy :)

5. Diabelskie Maszyny - Cassandra Clare
To było moje pierwsze spotkanie z Cassandrą Clare i bardzo się ciesze że nie zaczęłam od Darów Anioła bo możliwe że nie sięgnęłabym już po nic więcej. Nie żeby 'Dary' mi się nie podobały - były bardzo OK ale moim zdaniem cała historia została sztucznie rozciągnięta a tomów było stanowczo za dużo. Za to Diabelskie Maszyny był wszystkim czego mi było trzeba - nowy ciekawy świat, akcja osadzona w XIX-wiecznym Londynie oraz jeden z lepiej rozpisanych trójkątów miłosnych z jakimi się spotkałam. Mamy dwójkę przyjaciół - panowie są tak rożni od siebie jak to tylko możliwe, ogień i woda. Zarówno Will jak i Jem są świetnie wykreowani a ich relacje z Tessą  są na tyle ciekawe że pierwszy raz w moim czytelniczym życiu nie wiedziałam komu kibicować! Do tego końcówka trylogii wbiło mnie w fotel i uważam, że inni autorzy mogliby brać przykład z Clare bo co jak co, ale potrafi w epicki i satysfakcjonujący sposób zakończyć serię.
Z jednej strony chciałabym zobaczyć film bądź serial na podstawie tych książek ale w drugiej wiem że nikt nie jest w stanie zrobić tego wystarczająco dobrze... Tym bardziej że po moich doświadczeniach z filmową i serialową wersją Darów Anioła która jest po prostu obrazą dla fanów serii (w obu przypadkach aktor grający Jace'a jest ŻARTEM), nie mam ochoty żeby ktoś perfidnie bezcześcił Diabelskie Maszyny.
Też czekacie na te piękne wydania od Wydawnictwa MAG? *.*


Jeśli macie jakąś ukochaną serię i uważacie że absolutnie każdy na świecie powinien ją przeczytać to podzielcie się tytułem w komentarzach, z chęcią zabiorę się za jakąś petardę!


Wieża - Daniel O'Malley, zaskakujący debiut

Wieża - Daniel O'Malley, zaskakujący debiut


Chciałam przyjść do Was z recenzją tej książki dawno temu ale nie mogłam wygrzebać się z czytelniczych zaległości  ale oto jestem! Nadszedł czas na debiut Daniela O'Malleya - pierwsza część serii "Z Archiwum Checquy" (Goodreads mówi że to dylogia ale nie wiem ile w tym prawdy)
Dzisiaj książka dość niezwykła, bo przyznam, że młoda już nie jestem - trochę w życiu widziałam ale taka książka trafiła w moje ręce po raz pierwszy. Kryminał fantasy? Tego jeszcze u mnie nie było.

Na samym początku poznajemy naszą główna bohaterkę Myfawny (nie, normalne imiona w książkach są passe) która jakby... nie do końca jest sobą. Dziewczyna budzi się wśród martwych ciał, nie pamięta kim jest, co tu robi i co się właściwie stało. Okazuje się, że pełni ona funkcję Wieży w organizacji chroniącej świat przed nadprzyrodzonymi i nadnaturalnymi zjawiskami - Checquy. Na szczęście trafiła się nam bystra bohaterka, która w odpowiednim momencie napisała serię listów do "przyszłej" siebie, tłumacząc kim jest, czym się zajmuje i co mogło sprawić że ktoś zapragnął jej milczenia. 
Myfawny którą poznajemy jest cyniczna, zadziorna i pewna siebie - zupełnie inna niż kobieta która zamieszkiwała to ciało przed utratą pamięci. Ku mojemu zdziwieniu, nikt z ludzi z którymi bohaterka wchodzi w interakcję zdaje się nie zauważać że tak na prawdę ma do czynienia z zupełnie inną osobą. Ale na pewne elementy można przymknąć oko, ponieważ:
1. Jest to debiut autora
2. W książce tyle się dzieję i tak trzyma w napięciu że nie ma kiedy zwrócić uwagi na niedociągnięcia ;)
Organizacja Checqua jest wykreowana po mistrzowsku, mamy króla i królowa, gońców, pionki oraz wieże - przypomina wam to coś? Dokładnie tak - szachy. Przyznacie że to genialny pomysł, prawda?


Wiemy że osobą której zależało na śmierci Myfawny jest ktoś z jej współpracowników - ale kto?
Ja stawiałam na drugą Wieżę, która dzieli jeden umysł z czterema ciałami oraz kobietę która jest zdolna przedrzeć się do snów - czy miałam rację?  
Może to być dosłownie każdy ale nasza bohaterka musi jednocześnie udawać że wie kim jest i co robi oraz rozwikłać zagadkę utraty swojej pamięci. Żeby nie było zbyt łatwo - na to wszystko pojawia się siostra Myfawny której kobieta nie widziała od momentu gdy rodzice oddali ją do Organizacji ze względu na jej nadprzyrodzone moce.
Ale że co? Nie wspominałam że nasza bohaterka może dotykiem manipulować i sterować ludzką wolą, odczytywać myśli i praktycznie rozpuścić człowieka od środka? Może i to jeszcze jak!
Elementy fantastyki świetnie przeplatają się z zagadką kryminalną, do tego pamiętajcie że główna bohaterka straciła pamięć nie bez przyczyny - wiedziała zbyt wiele. O czym?
Musicie przeczytać żeby się dowiedzieć, nie mogę zdradzić Wam wszystkiego!

Jestem bardzo mile zaskoczona tą książką, jest to gatunek po który normalnie nigdy bym nie sięgnęła a teraz wiem ile mogłabym stracić. Świat w którym osadzona jest akcja, intrygi, kreacje bohaterów - to wszystko sprawiło że nie miałam ochoty na zakończenie przygody z "Wieżą".
Wiem że wśród Was jest wielu miłośników kryminałów - na prawdę zachęcam do sięgnięcia po tą książkę nawet jeśli wydaje się Wam że to nie do końca klimaty które lubicie. Ja osobiście nie jestem  wielką fanką kryminałów ale historia Myfawny wciągnęła mnie na tyle że nie mogę doczekać się kolejnej części (dlatego właśnie zawsze czekam aż seria jest wydana w całości!) ze świata Checquy.
Mroczny klimat który towarzyszy nam od pierwszej strony pozwala w pełni wczuć się w akcję która nie zwalnia ani na chwilę - ja jestem kompletnie oczarowana.


Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc


PODSUMOWANIE LISTOPADA

PODSUMOWANIE LISTOPADA


Jestem osobą która naprawdę lubi jesień. Wiatry, deszcze, pochmurne niebo - idealnie. Nie znoszę lata i upałów a na słońce reaguje sykiem niczym wampir. No i wszystko fajnie ALE listopad w tym roku był jakiś koszmarny. Nie miałam na nic ani siły ani ochoty, mogłabym spać całymi dniami i w ogóle wszystko mnie jakoś drażniło... W dodatku praktycznie na początku miesiąca dopadło mnie reading slump z którego nie mogłam wygrzebać się przez ponad 2 tygodnie.
Gdyby nie nagły powrót weny i energii do życia to dzisiaj przywitałabym Was maksymalnie 4 pozycjami ale jakimś cudem przez kilka ostatnich dni listopada nadrobiłam 'zaległości'.
Tym razem miesiąc zamykam z 9 książkami na koncie ale na szczęście przed nami grudzień i Święta które UWIELBIAM więc już nic innego nie jest ważne :)


Zaina - Wanda Szymanowska
Recenzja na blogu : ZAINA
Bardzo krótka książeczka, która przedstawia historię małej emigrantki próbującej zaaklimatyzować się w nowym kraju. Prosta w przekazie opowieść o tolerancji i o tym jak łatwo jest zmanipulować dziecięcy umysł. Warto poświęcić te pół godziny aby zapoznać się z historią Zainy.

Ósmy cud świata - Magdalena Witkiewicz
Po raz kolejny skusiłam się na audiobooka i po raz kolejny ciesze się, że nie kupiłam tej książki w formie papierowej bo nie dałabym rady skończyć jej w tej formie. Historia nadawała się w sam raz do umilania czasu podczas odkurzania ale poddałabym się gdybym miała skupić na niej 100% swojej uwagi. Niestety ale moje podejścia do polskich autorów zazwyczaj kończą się fiaskiem i w tym przypadku było podobnie.
Główna bohaterka jest karierowiczką która nie ma czasu na związki a że zegar biologiczny tyka, instynkt macierzyński się budzi - zaczyna powoli rozglądać się za potencjalnym tatusiem dla swojego dziecka. Pakuje się w romans ze swoim szefem, który zaczyna się angażować a ona tak na prawdę marnuje jego czas bo jest wybitną egoistką. Pewnego razu jedzie na wycieczkę do Wietnamu gdzie przypadkiem poznaje mężczyznę swojego życia który naturalnie ma skomplikowaną przeszłość. Dzięki temu że bohaterowie działają wbrew logice i ze sobą nie rozmawiają mamy wątpliwą przyjemność śledzenia cyrku który się między nimi odstawia. Nie polecam i na pewno nie sięgnę już po tę autorkę.

Historia Pszczół - Maja Lunde
Recenzja na blogu: HISTORIA PSZCZÓŁ
Książka która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i otworzyła mi oczy na problem o istnieniu którego nie miałam do końca pojęcia. Akcję śledzimy z trzech rożnych perspektyw oddzielonych od siebie sporym odstępem czasu. Wiem że część z Was bała się że to bardzo naukowa pozycja, która bardzo skupia się na problemie wymierania pszczół ale przysięgam że tak nie jest - poznajemy ciekawych bohaterów a książkę czyta się jednym tchem.

Muminki/Dolina Muminków w listopadzie - Tove Jansson
Recenzja na blogu: MUMINKI
Czy trzeba dodawać coś więcej? Moje ukochane Muminki w końcu przeczytane w całości! Już teraz wiem, że do niektórych opowiadań będę wracać co jakiś czas bo tworzą klimat którego na próżno szukać w innych książkach - nawet w tych dla dzieci ;)

Woda, która niesie ciszę - Brittany C. Cherry
Recenzja na blogu: WODA, KTÓRA NIESIE CISZĘ
Okazuje się, że obyczajówka z mocnym wątkiem romantycznym może być napisana dobrze. Nie chcę nazywać tej książki romansem bo to ani nie kojarzy się dobrze ani nie jest do końca prawdą. Ciesze się, że dałam Brittany C. Cherry drugą szansę bo teraz uważam ją za jedną z lepszych autorek w swoim gatunku.

Kolekcja nietypowych zdarzeń - Tom Hanks
Recenzja na blogu: KOLEKCJA NIETYPOWYCH ZDARZEŃ
Dawno nie byłam tak mile zaskoczona! Uwielbiam zbiory opowiadań a ten zapadnie mi w pamieć na bardzo długo. Mam ogromną nadzieję że to nie ostatnia książka która wyszła spod ręki Toma Hanksa bo o ile bardzo lubię go jako aktora i zawsze będę oglądać każdy film w którym wystąpi to liczę na to że zrobi furorę jako autor.

Charlie i wielka szklana winda - Roald Dahl
Druga część "Charliego i Fabryki Czekolady" była równie przyjemna i... równie dziwna. O ile ekranizacje dzieł Dahla są zawsze bardzo barwne i wesołe (Oglądaliście "Matyldę"? To tez jego!) to literackie pierwowzory są nieco niepokojące i chwilami dość mroczne jak na pozycje dla dzieci. Pomijam fakt że możemy tam dopatrzeć się zwrotów typu "ty debilu" czy "co za idiota" ale sama treść jest bardzo chaotyczna i specyficzna. Dahla trzeba po prostu lubić - dla mnie jest takim Timem Burtonem literatury dziecięcej.


Morderstwo w Orient Expressie - Agatha Christie
Od lat obiecywałam sobie, że w końcu sięgnę po klasykę gatunku, a dla mnie w tej kategorii zaraz obok Sherlocka Holmesa są powieści Agathy Christie i jej słynny Herkules Poirot. Jak zapewne wiecie - dość niedawno do kin weszła nowa ekranizacja "Morderstwa w Orient Expressie" ale naturalnie postanowiłam że najpierw przeczytam książkę a później skoczę na film.
Byłam bardzo mile zaskoczona, książka była krótka dzięki czemu oszczędzono nam zbędnych opisów i lania wody. Historia została podzielona na trzy części : wstęp/zbrodnia, śledztwo i rozwikłanie zagadki. Przez cały czas głowiłam się kto jest mordercą a zakończenie przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po powieści tej autorki.

Podtrzymując wrzechświat - Jennifer Niven
Mimo swojego podeszłego wieku bardzo lubię raz na jakiś czas sięgnąć po jakąś DOBRĄ młodzieżówkę, których niestety z roku na rok jest coraz mniej. Na szczęście tym razem trafiłam w 10 :)
W "Podtrzymując wszechświat" poznajemy historię dwójki nastolatków którzy na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego - Libby ze względów osobistych doprowadziła się do skrajnej otyłości i w pamięci wielu na zawsze pozostanie "tą nastolatką którą do szpitala wyciągano dźwigiem". Natomiast Jack choruje na prozopagnozję - niezwykle rzadką chorobę która uniemożliwia zapamiętywanie ludzkich twarzy. Chłopak nie pamięta twarzy rodziców, braci ani własnej dziewczyny co przysparza mu wielu kłopotów.
W pewnym momencie losy tej dwójki przecinają się, a my otrzymujemy ujmującą historię o przyjaźni, tolerancji i zrozumieniu.


NAJLEPSZA KSIĄŻKA: 
Kolekcja nietypowych zdarzeń - Tom Hanks

NAJSŁABSZA KSIĄŻKA:
Ósmy cud świata - Magdalena Witkiewicz

Czytaliście którąś z wymienionych przeze mnie książek? Dajcie znać jak się Wam podobało.
A może macie którąś w planach?
Kolekcja nietypowych zdarzeń - Tom Hanks, bardzo miłe zaskoczenie

Kolekcja nietypowych zdarzeń - Tom Hanks, bardzo miłe zaskoczenie


Nie macie wrażenia, że ta książka miała dość słabą reklamę? Pamiętam jak Paula Hawkins wychodziła ze swoją debiutancką powieścią "Dziewczyna z pociągu" i o tej książce był głośno WSZĘDZIE. Na stronach wszystkich księgarń internetowych, na facebooku, na YouTube a wtedy Hawkins była autorką o której nikt wcześniej nie słyszał. Tymczasem Tom Hanks - jeden z najpopularniejszych aktorów na świecie wydaje książkę i ledwo było o tym słychać, nie wiem czy tak miało to wyglądać marketingowo ale trochę mi szkoda bo uważam że więcej osób powinno dowiedzieć się o tej książce.
Jak tylko usłyszałam że jeden z moich ulubionych aktorów (1. Leonadro DiCaprio 2. Tom Hanks 3. Jim Carrey) wydaje książkę to wiedziałam, że niezależnie od czegokolwiek - będę ją mieć. Oczywiście że miałam obawy bo wiemy jak to potrafi wyglądać gdy aktorzy czy muzycy... lub youtuberzy zabierają się za pisanie książek - koślawo. Nie oczekiwałam więc cudów, bo Hanks jest wybitnym aktorem a nie pisarzem - jednocześnie BARDZO nie chciałam żeby ta książka była jakimś żenującym tworem.
Możecie teraz odetchnąć z ulgą - jest dobrze.
Oczywiście nie jest to pozycja dla każdego, przede wszystkim dlatego że jest to zbiór opowiadań a wiem że nie każdemu do gustu przypadnie taka krótka forma literacka. Ja osobiście zbiory opowiadań bardzo lubię bo można autora poznać z wielu różnych perspektyw. Jeszcze bardziej lubię takie zbiory które tworzone są przez kilku rożnych autorów, zawsze wtedy udaje mi się przeczytać dzieło kogoś po kogo normalnie nie sięgnęłabym sama z siebie.


"Kolekcja nietypowych zdarzeń" to zbiór dość melancholijnych opowiadań, utrzymanych w klimacie retro. Akcja toczy się dość leniwie i bez większych zwrotów akcji ale takie tempo buduje odpowiednią atmosferę. W końcu to nie kryminał czy thriller, czytelnik nie ma być trzymany w napięciu – wręcz przeciwnie, mam wrażenie że lektura miała wpływ relaksacyjny.
Podczas czytania poznajemy historię byłego żołnierza, wznoszącej się gwiazdy kina, pary która wyniszcza się nawzajem, chłopca który spędza wyjątkowy weekend z mamą oraz wiele, wiele innych. Mamy wątki miłosne, przenoszenie się w czasie, retrospekcje – jedno z opowiadań jest nawet w formie dramatu. Z każdej historii bije wręcz dojrzałość autora i jego życiowe doświadczenie, wydaje mi się że Tom Hanks pisał przez lata ‘do szuflady’ bo ma na prawdę porządny warsztat.

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że niektóre z opowiadań spodobały mi się na tyle że chciałabym zobaczyć je w formie porządnej powieścią a nie tylko krótkiego opowiadanka.
Nie żeby wiek odgrywał tu jakiekolwiek znaczenie, bo nie wierzę w przedziały wiekowe jeśli chodzi o czytanie książek ale mam wrażenie że te opowiadania mogą być zbyt poważne dla młodszego czytelnika i w pełni zrozumiem jeśli zostaną uznane za ‘nudne’.

Koniec końców uważam, że to świetny debiut Toma Hanksa jako autora i mam nadzieję że nie jest to ostatnia książka którą wyda. Teraz marzy mi się jakaś powieść, myślę że Hanks jest na to w pełni gotowy :)

Woda, która niesie ciszę - Brittany C. Cherry, padam na kolana i błagam o wybaczenie!

Woda, która niesie ciszę - Brittany C. Cherry, padam na kolana i błagam o wybaczenie!


Jeszcze w poprzednim poście żaliłam się Wam, że mam czytelniczy zastój i nie mogę się za nic zabrać - tego samego dnia przysiadłam do "Wody, która niesie cisze" i... przeczytałam ją NA RAZ. Nie wiem czy taki bieg wydarzeń miał miejsce bo po prostu wycierpiałam swoje i 'był czas' czy książki Brittany Cherry mają jakąś magiczną moc ale czuje się odczarowana! Jednocześnie, żeby oddać autorce sprawiedliwość przyszłam tutaj żeby ją przeprosić bo nie byłam zachwycona naszym pierwszym spotkaniem...

Brittany, moja droga wybacz że w Ciebie zwątpiłam, wybacz że oczerniałam Cię przed każdą napotkaną osobą i wybacz że poinformowałam cały internet o tym jak beznadzieja była książka "Kochając Pana Danielsa" ale jako Twoja nowa przyjaciółka muszę być z Tobą szczera bo dałaś ciała. Mam nadzieje że moje działania nie będą negatywnie rzutować na naszą dalszą współpracę, choć zrozumiem jeśli będziesz się gniewać. Tymczasem życzę Ci dalszych sukcesów i obiecuję przeczytać wszystkie książki z serii "Żywioły".
Twoja na zawsze,
Anna

No. Zrobiłam co mogłam moi drodzy, teraz wszystko w rękach Brittany :)
Jeszcze we wrześniu ktoś bardzo ale to BARDZO zachwalał "Kochając Pana Danielsa" na Instagramie, komentarze również były wybitnie pozytywne więc postanowiłam się skusić i... to NIE była rewelacyjna książka. Po prostu nie. Nie była również zła - była najzwyklejszym w świecie pierdołowatym romansidłem który z 'wielką historią miłosną' ma tyle wspólnego co ja z Beyonce. Dla tych co nie wiedzą jak wyglądam dodam że NIC (chociaż obie lubimy śpiewać to tylko jedna potrafi).
Nie kryłam swojego niezadowolenia bo słyszała wiele dobrego o tej autorce, w tym czasie Cherry była nawet u nas na Targach Książki więc zachwytom nie było końca. Fanki autorki poleciły mi zabrać się za dowolną część "Żywiołów", a w związku z tym że jestem bardzo łaskawa (i skromna) to postanowiłam dać jej drugą szansę. Tak się złożyło że posiadałam całą tą serię w formie ebooków ale byłam przekonana że to jest jedna długa historia podzielona na tomy, a tu niespodzianka - każda książka jest o innych bohaterach. Padło na "Wodę, która niesie ciszę" i bardzo się z tego powodu cieszę bo była strzałem w 10!

Głównymi bohaterami są Maggie i Brooks, dwójka przyjaciół którzy znają się od kiedy na chleb mówili bep a trzymanie się za ręce było największym obciachem na świecie. W skutek niezwykle traumatycznych zdarzeń Maggie będąc małą dziewczynką przestaje mówić i... wychodzić z domu. Jej milczenie ma ogromny wpływ na wszystkich członków rodziny - jedni próbują sobie z tym radzić, inni są zagubieni i nie potrafią się z tym pogodzić, a jeszcze inni jak jej młodsza siostra Cheryl są straszliwie poirytowani tym faktem i obarczają Maggie winą za całe zło na Ziemi.
Jedną z osób które niezależnie od wszystkiego stoją u jej boku jest Brooks - naturalnie chłopak jest jak MARZENIE <3 Pewny siebie, zabójczo przystojny, zabawny, wrażliwy, śpiewa i gra na gitarze, dosłowne rozumie swoją przyjaciółkę bez słów... mówiłam już że jest zabójczo przystojny?
"Woda, która niesie cisze" opowiada nam historię ich przyjaźni i chyba nie będzie wielkim spoilerem jeśli zdradzę że nie TYLKO przyjaźni. Będą wzloty i upadki, śmiech i łzy a to wszystko jest napisane... dobrze. Tak dobrze, że aż zrobiło mi się ciepło na serduszku jak czytałam - a wiecie że nie pozwalam na to zbyt często bo wtedy topi się lód który je otacza ;)


Maggie mimo swoich wad kompletnie mnie nie irytowała, do tego autorka zastosowała jeden z najlepiej działających manewrów pisarskich - główna bohaterka KOCHA książki. Będąc 'uwięzioną' w domu, książki są jej jedynym oknem na świat, jedyną odskocznią od rzeczywistości przez co na kartach powieści zostaje nam przedstawione kilka ulubionych tytułów Maggie - swoją drogą wszystkie z nich czytałam i również uważam że są GENIALNE, nic więc dziwnego w tym że od razu się polubiłyśmy. Jednym z ciekawszych wątków jest również relacja Maggie z ojcem który wspiera ją całym sercem i każdego dnia jej o tym przypomina. Z niejasnych dla mnie przyczyn zawsze bardzo wzruszają mnie relacje ojców z córkami w książkach, nie żebym miała jakiś problem - mój tata jest super ;)
No i na koniec Brooks. Czytaliście może "Promyczka"? Jeśli tak to Brooks jest takim odpowiednikiem Gusa - idealny przyjaciel, cudowny chłopak, dobry człowiek.

Podsumowując książka bardzo mi się podobała, oczywiście że nie jest to jakaś ambitna literatura bo koniec końców jest to romans ale romans DOBRY. Nie oczekiwałam niczego rewelacyjnego a otrzymałam książkę pokroju Colleen Hoover jak nie lepszą. Byłam przekonana że to będzie tylko zwykłe, rozwleczone romansidło i bardzo się myliłam. Dlatego właśnie zawsze staram się dać autorom drugą szansę, wiadomo że nie ma autora który wszystkie książki ma 10/10, czasem po prostu trafi się albo na coś słabszego albo na coś co po prostu nie odpowiadam naszym gustom.

Ja już wiem, że na pewno sięgnę po inne książki autorki - a wy? Czytaliście coś Brittany C. Cherry?
Z chęcią również dowiem się czy wy daliście jakiemuś autorowi drugą szanse i to całkowicie zmieniło wasze zdanie na jego temat.


Zapraszam Was na mojego:
INSTAGRAMA i FACEBOOKA
Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #1 Reading slump atakuje!

Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #1 Reading slump atakuje!

Jeśli tytuł posta kompletnie nic Wam nie mówi - nie martwcie się, wszystko z Wami w porządku. Postanowiłam rozpocząć mini serię w której sobie trochę ponarzekam, coś polecę i ogólnie będę się mądrzyć na mniej ważne tematy. Jako, że jestem człowiekiem szczęśliwym (na tyle na ile moja czarna, przesiąknięta mrokiem dusza może być szczęśliwa) to praktycznie wszystkie moje problemy zaliczają się do kategorii "problemów pierwszego świata". W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że dzieci w Afryce głodują, w Syrii jest wojna, w USA wybory wygrał Trump a ja będę sobie tutaj płakać nad tym, że nie mam weny na robienie zdjęć na instagramka. 
Mamy coś wspólnego? Super, rozgość się i czuj się jak u siebie w domu.


Czytelniczy kac czy reading slump?
Nie chce mi się czytać. Tak! Powiedziałam to na głos! W tym momencie mamy 25 listopada a ja na swoim koncie w tym miesiącu mam 4 książki... Dla przypomnienia dodam że w październiku było ich 11 i jest to jak na mnie dość standardowa ilość. Nie mam pojęcia co się stało - na dojrzewanie już za późno, na przekwitanie jeszcze za wcześnie więc chyba po prostu przepoczwarzam się w coś paskudnego. Taki stan rzeczy nakłonił mnie do sięgnięcia po "Muminki" które miały być na rozruch - nie wyszło. W takich przypadkach zazwyczaj sięgam po "Harrego Pottera i cokolwiek" ale na początku roku przeczytałam całą serię... a półki uginają mi się od książek których nie czytałam jeszcze 478931 razy. Bezapelacyjnie mam reading slump, który po polsku jest... no właśnie, czym? Czytelniczym zastojem? Bo na pewno nie czytelniczym kacem jak go niektórzy nazywają. Ja rozumiem to tak: kac książkowy występuje wtedy kiedy nie możemy się 'podnieść' po przeczytaniu książki, która wywarła na nas ogromne wrażenie, wzbudziła silne emocje i przez to nie jesteśmy w stanie tak po prostu o niej zapomnieć i sięgnąć po kolejną pozycję (dajcie mi chwilę na pochlipanie nad "Bez serca" - Marissy Meyer) Natomiast reading slump jest wielkim, tłustym wrzodem na tyłku którego nie możemy się pozbyć. Chcemy. BARDZO! Ale czasami nie ma rady - trzeba przeczekać. Obejrzeć jakiś film, nadrobić zaległości w serialach... posprzątać w kuchennych szafkach, zmienić pościel, przemeblować sypialnię - gwarantuję że coś w końcu pomoże :)

Jak czytać dużo i ILE to jest dużo.
Wydaje mi się, że czytam dużo - naturalnie jest to dość subiektywna opinia. Aktualnie "czytam" (raz na jakiś czas biorę do ręki mając nadzieję że mi się zachce) 123 książkę w tym roku, nie żeby to było jakieś bardzo istotne ale wiem, że dla wielu osób jest to liczba wręcz nieosiągalna. Nie zrozumcie mnie źle - NIEWAŻNE ile czytasz, ważne że czytasz. Jeśli przeczytasz jedną książkę w miesiącu - super! 3 w roku - też OK! Na jednej z facebookowych grup padło pytanie "Którą książkę w tym roku czytacie?" odpowiedzi były bardzo różne ale ludzie zaczęli mieć wątpliwości: "87 książek? Przecież to niemożliwe, chyba że ktoś nie ma pracy i obowiązków!". Ha! A właśnie że nie. Zauważyliście że im mniej mamy czasu tym lepiej go organizujemy? Jeśli wiemy, że w przeciągu kolejnych 10 lat nie będziemy mieć czasu żeby zasiąść w ciszy na kanapie i poczytać to szukamy innego wyjścia. Na czytanie więcej nie ma złotego środka. U mnie najlepiej sprawdza się jedna rzecz - zawsze mam ze sobą książkę i czytam kiedy tylko mogę. Dosłownie.
Smażę naleśniki? Nie muszę się w nie wpatrywać - stoję i czytam. Czekam w kolejce do lekarza? Czytam. Jadę pociągiem? Czytam. Jem śniadanie? Czytam.
Kolejną opcją są audiobooki - genialny wynalazek! Biorę prysznic? Słucham. Gotuję obiad? Słucham. Sprzątam w domu? Słucham.
Czy to wszystko odbywa się kosztem oglądania filmów i seriali? Tak, nie ma co ściemniać - od kiedy czytam więcej oglądam zdecydowanie mniej ale nie ma tu mowy o jakimkolwiek poświeceniu, przecież czytam bo lubię a nie 'bo muszę'. Oczywiście że duże liczby wzbudzają w nas jakiegoś rodzaju satysfakcję ale jednocześnie nie ma co się stresować - jeśli nie przeczytam w tym roku tych wymarzonych 130 książek to świat się nie zawali. Co z tego że ktoś przeczytał więcej od nas? Każdy czyta tyle ile chce i na ile mu pozwala czas, a jeśli ktoś czuje się lepszy bo czyta WIĘCEJ... to ja nie wiem jak mu pomóc ;)

Lista winowajców - kto ponosi odpowiedzialność za moje bankructwo po Black Friday.
Nie ma co się oszukiwać - jestem uzależniona. Mam na imię Ania, mam 28 lat i jestem książkoholiczką.
Od marca tego roku kupiłam prawie 300 książek - dobrze że jeszcze mam gdzie mieszkać i co jeść. Black Friday był dla mnie kolejną wymówką na kupienie książek których nie przeczytam przez kolejne 2 lata - no ale przecież przecena! Jakby tak przymknąć oko to można by powiedzieć że ja wręcz ZAOSZCZĘDZIŁAM! Przecież 20 książek to wcale nie tak dużo...
Jeśli kiedykolwiek założę konto na Patronite to znaczy że potrzebuje pomocy - poinformujcie odpowiednie władze, obiecuję że nie będę miała pretensji.
Ale jak to w życiu bywa - nic nie dzieje się bez przyczyny. To te całe 'jutuby' każą mi kupować te rzeczy! Naoglądam się pięknych okładek, nasłucham zachwytów i co ja biedna poradzę że muszę kupić.
Zanim zainteresowałam się blogowaniem i blogami książkowymi cała moja wiedza dotycząca książkowego świata pochodziła z YouTube a że nie chcę być bankrutem w pojedynkę więc oto kanały które polecam Wam z całego serca - oglądajcie a potem kupujcie. Założymy małą społeczność bezdomnych książkoholików i będziemy żyć w zgodzie i harmonii. Co z tego że pod mostem.
"Panie kirowniku! Będzie Pan tak dobry i dorzuci 5 złociszy bo nam do nowej powieści Sparksa brakuje"

Polskie kanały
1. Anita z Book Reviews
Czy Anitę trzeba komuś przedstawiać? Szaleńcze paplanda to jej znak rozpoznawczy, nikt nie przekona Was do przeczytania książki jak nasza naczelna Okładkowa Sroka :)
2.Ewa z Cat Vloguje
To jak Ewa potrafi zjechać książkę jest wręcz talentem - to po prostu trzeba umieć. Tutaj nie ma głaskania czytelniczych paździerzy.
3Ania i Marta czyli Bestselerki
Dziewczyny świetnie uzupełniają się nawzajem, bardzo miło się ich słucha i mimo że tarfiłam na nie dość niedawno to wiem że zostaję na dłuuuuuugo.

Kanały zagraniczne
1. Heather z Bookables
To pierwszy kanał książkowy który zasubsktybowałam - Heather poleciła mi masę książek które teraz uwielbiam i sama polecam innym.
2. Regan z Peruse Project
Krótko i na temat - mamy z Regan bardzo podobny gust czytelniczy i w większości przypadków podobają Nam się te same książki :)
3. Jessie z Jessie the reader
Czasem męski punkt widzenia jest o wiele ciekawszy niż ten który sama doskonale znam, do tego Jessie jest zabawny i poleca same hicioty!

Na dzisiaj to by było na tyle - jeśli macie jakieś kanały do polecenia to absolutnie się nie krępujcie, każdy zerknę i obadam.
Jak to u Was wygląda z tym czytaniem ostatnio? Wiem, że listopad często bywa cięższym miesiącem jeśli o to chodzi - łączmy się w bólu!


Copyright © 2014 booklicity , Blogger