Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin

Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin


Dzisiaj będzie krótko.
Nie będę nikogo oszukiwać i owijać w bawełnę - jeśli nie jesteście fanami "Sagi Pieśni Lodu i Ognia", albo chociaż serialu "Gra o tron" to tak książka prawdopodobnie nie jest dla Was.
Wydaje mi się, że "Rycerz Siedmiu Królestw" może spokojnie być przeczytany przez każdego, bez wcześniejszej znajomości sagi (bądź serialu) ale nie jest to na tyle ekscytująca pozycją, żebym polecała zaczynać przygodę z Westeros własnie od niej.


Akcja książki rozpoczyna się na około 100 lat przed akcją pierwszego tomu SPLiO. Ja natomiast nie wiedzieć dlaczego byłam bardzo długo przekonana że to są opowiadania o przygodach Quentyna Martella (tej postaci nie było w serialu)."Rycerz Siedmiu Królestw" jest zbiorem trzech dość długich opowiadań o przygodach walecznego Dunka. Mężczyzna po śmierci rycerza któremu służył postanowił wybrać się w podróż aby wziąć udział w turnieju rycerskim. Zupełnie przypadkiem jego kompanem staje się mały, bezczelny i wygadany chłopczyk którego wołają Jajo. Dość szybko, bo już w pierwszym opowiadaniu dowiadujemy się że Jajo nie jest zwyczajną wałęsającą się po lesie sierotą ponieważ w tym samym czasie gdzieś w drodze z miejsca A do miejsca B 'zawieruszyła' się dwójka książąt - w tym Aegon V...
Oszczędzę Wam przeszukiwania internetów w celu odnalezienia sensownego drzewa genealogicznego Targaryenów (nie pogniewałabym się gdyby takowe znajdowało się w książce) - kojarzycie starego meastra Aemona który dokonał swojego żywota pełniąc służbę na Murze? Jajo to jego młodszy brat, który później zostanie królem całego Westeros  (pra pra dziadek Daenerys).
Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, w końcu to tylko 3 opowiadanka ale gwarantuje że miłośnicy Martina - zwłaszcza Ci którzy tak jak ja nie mogą doczekać się tych cholernych "Wichrów Zimy" będą w pełni usatysfakcjonowani (jesst! za pierwszym razem i dobrze!). Z ogromną przyjemnością powróciłam do tego świata i przyznam, że trochę się stęskniłam :)


Kto nie może doczekać się kontynuacji sagi?
Ostatnie dni królika - Anna McPartlin, jak przygotować się na nieuniknione

Ostatnie dni królika - Anna McPartlin, jak przygotować się na nieuniknione


Główna bohaterka ma raka.
Nie, nie martwcie się to nie jest żaden spoiler - wiemy to praktycznie od pierwszej strony, nikt nie robi z tego tajemnicy.
Przyznam, że miałam dość długą przerwę w czytaniu tego typu literatury bo pewnie jak większość z Was zauważyła - po "Gwiazd naszych wina" nastąpił hurtowy wysyp książek w których co najmniej jeden z bohaterów jest nieuleczalnie chory. Ten motyw pojawił się nagle w co drugiej książce dla młodzieży, bo przecież jak coś się dobrze sprzedaje to głupio byłoby z tego nie skorzystać.
Ale ja po porządnym odpoczynku zabrałam się za "Ostatnie dni Królika" bo na wielu grupach facebookowych była gorąco polecana. A "że piękna", "że wzruszająca", "że trzeba przeczytać". Mi dwa razy nie trzeba powtarzać.


Nie byłabym sobą gdybym od samego początku nie powiedziała co mnie wkurzało #marudzeniejestcnotą
Wkurzała mnie ksywka "Królik", bo tak na główną bohaterkę mówiła cała rodzina i wszyscy przyjaciele. Należy dodać, że kobieta jest po 40-stce. Ja wszystko rozumiem, tym bardziej że w książce mamy wyjaśnione że taki przydomek otrzymała w dzieciństwie i tak dalej... ale na litość boską, kto mówi tak do dorosłej kobiety? Wydawało mi się to strasznie infantylne.

Mia (nie zmusicie mnie żebym nazywała ją Królikiem) zachorowała na raka. Wbrew temu co może się wydawać, ta książka nie jest ani o samej chorobie ani o umieraniu jako takim. "Ostatnie dni Królika" są o przygotowaniu się do pożegnania z ukochaną osobą, o radzeniu sobie ze stratą. O tym jak ciężko jest się pogodzić z tym co nieuniknione oraz o niemocy która dotyka tych którzy wiedzą że muszą odejść.
Cała historia jest nam przedstawiona nie tylko z perspektywy Mii ale również jej rodziców,  12-letniej córki, rodzeństwa oraz kilkorga przyjaciół. Każda z tych osób radzi sobie z tą tragedią na swój własny sposób.
Autorka bardzo umiejętnie przeprowadza swoich bohaterów oraz nas - czytelników przez wszystkie 5 etapów żałoby:
Zaprzeczenie
Gniew
Targowanie
Depresję
Akceptację



Prawdziwą perełką jest matka głównej bohaterki która jest człowiekiem prostolinijnym, bezpośrednim i w dodatku klnie jak szewc - jej poczucie humoru rozładowywało trochę tę dość napiętą atmosferę towarzyszącą 'oczekiwaniu' na najgorsze.
Bohaterowie i ich osobiste problemy wydają się być bardzo realni, myślę że każdy będzie mógł w pewnym stopniu utożsamić się chociaż z jednym z nich.
Ogólnie powiem Wam... książka mi się podobała ale ostatecznie czegoś mi w niej brakowało, ja zazwyczaj wzruszam się podczas takich lektur a tym razem obeszło się bez łez. Nie wiem czy to dlatego, że autorka powoli przygotowywała mnie do tego co ma się wydarzyć czy po prostu zabrakło "faktora X".
Koniec końców polecam "Ostatnie dni Królika" - było ciekawie i pouczająco. Wydaje mi się że osoby które przechodzą trudny okres w swoim życiu mogą nawet znaleźć w niej odrobinę pocieszenia.

Lubicie książki o takiej tematyce? Może macie jakieś ciekawe tytuły do polecenia? 
Uroczysko  - Colin Meloy, początek wspaniałej przygody

Uroczysko - Colin Meloy, początek wspaniałej przygody

Są gatunki literackie po które sięgam dość rzadko - kryminały, thrillery, horrory i takie typowe romanse 'zahaczające' o erotyki. ALE. Ale zazwyczaj staram się aby książki które czytam nie były na jedno kopyto bo niezależnie od tego jak rewelacyjna jest ich fabuła to wszystko może się w końcu znudzić. Po styczniowych przepychankach i emocjonującym początku lutego (Tamte dni, tamte noce - Andre Aciman - recenzja 💙) potrzebowałam czegoś co pozwoli mi odpocząć a z doświadczenia wiem że literatura dziecięca radzi sobie z tym 'problemem' jak mało kto :)


Na "Uroczysko" zwróciłam uwagę dzięki Pawłowi z kanału P24, gdy zobaczyłam u niego te przepiękne okładki to przepadłam. Jestem Ania. Mam 28 lat. Jestem okładkoholikiem.
Z opisu serii wynikało że jest to połączenie "Opowieści z Narnii" oraz "Baśnioboru" - jako że obie serie bardzo mi się podobały to nie było sensu zwlekać. Poszperałam - bo kupienie kompletu w księgarni internetowej graniczyło z cudem, ale jakaś dobra dusza z Allegro mnie poratowała i oto są!

Prudencja (Tak. Wiem.) wiedzie najzwyklejszy w świecie żywot 12-latki. Chodzi do szkoły, w wolnych chwilach pochłania książki przyrodnicze a gdy zajdzie taka potrzeba zajmuje się młodszym bratem Maksiem. Sielanka trwa do dnia w którym zostaje on bezceremonialnie porwany przez... kruki, które uciekają z nim do pobliskiego lasu zwanego Nieprzebytym Borem. Dziewczynka długo się nie zastanawiając rusza w pościg za bratem. Podczas całej przygody towarzyszy jej Kurt - kolega ze szkoły który zupełnym przypadkiem wpada na dziewczynkę podczas jej wyprawy i postanawia towarzyszyć jej podczas podróży w nieznane. Nasza dwójka ma przed sobą masę przygód! Spotkają uzbrojoną armię gadających kojotów służących Wdowie Regentce, bandę łotrów wyjętych spod prawa, sowiego księcia oraz wielu innych. Tak się składa że dzieciaki trafiają w sam środek wojny o Uroczysko a porwanie Maksia ma z tym wiele wspólnego. Dzieciaki postanawiają pomóc nowo poznanym przyjaciołom, a Prudencja dodatkowo dowiaduje się, że do Uroczyska nie może wejść byle kto - jedynie osoby które przynależą do tego magicznego świata więc... co ona tam właściwie robi?


Jak na literaturę dla dzieci to muszę przyznać, że książka jest na tyle dojrzała że żaden dorosły nie powinien się nudzić. Skorumpowani politycy, omamieni rządzą zemsty władcy, bitwy i zdrady stanu a to dopiero początek. Magia i tajemnice skrywane przez lata - czego tam nie było! Prudencja jest bardzo odważną i rezolutną dziewczynką, co sprawia że książkę czyta się z jeszcze większa przyjemnością.
Ja z ogromną chęcią sięgnę po kolejne dwa tomy "Uroczyska" (chociaż pierwszy tom jest kompletny, można go przeczytać bez konieczności kontynuacji) i dowiem się jak wiedzie się Prudencji i Kurtowi :)

Lubicie czasem sięgnąć po książki dla dzieci?
Mitologia nordycka - Neil Gaiman, ludzcy bogowie z Asgardu

Mitologia nordycka - Neil Gaiman, ludzcy bogowie z Asgardu

"Mitologia nordycka" autorstwa Gaimana leżała na mojej półce już od dłuższego czasu ale bardzo się ciesze że tak się własnie stało bo dopiero teraz nadszedł idealny czas na jej przeczytanie. Dlaczego? A dlatego, że jeszcze w ubiegłym roku moja przyjaciółka *macha do aGwer* prawie że zmusiła mnie do obejrzenia serialu "Wikingowie" (za co w tej chwili jestem jej bardzo wdzięczna) w którym temat bogów nordyckich przewijał się w każdym odcinku po sto razy, dzięki czemu czytając teraz tę książkę miałam wrażenie że przyszłam na spotkanie ze starymi znajomymi, o których już przecież tyle słyszałam.


Jak się zapewne domyślacie, Neil Gaiman nie jest autorem mitów o bogach nordyckich - za to przedstawił nam ich przygody w bardzo zgrabny i przystępny sposób. Ja jestem na samym początku swojej przygody z Asgardzkimi bogami więc "Mitologia Nordycka" w pełni sprostała moim wymaganiom ale domyślam się, że bardziej zaawansowani fani mitologii na pewno nie dowiedzą się z niej niczego nowego.
Na pewno większość z nas słyszała o Wielkim Odynie - najważniejszym i najpotężniejszym z bogów. Thor? Nie wierzę że chociaż raz nie napatoczyliście się w internecie na zdjęcie Chrisa Hemswortha z piękną blond czupryną - chociaż właściwy Thor był rudobrodym brutalem, a sławą większą od jego niezwykłej siły cieszył się jedynie jego magiczny młot Mjöllnir który nigdy - ale to nigdy nie chybiał. No i oczywiście trzeba wspomnieć o Lokim - przebiegłym i zdradzieckim olbrzymie, który większość swojego czasu spędzał na mąceniu i sprowadzaniu na wszystkich kłopotów.

- Loki - rzucił. - Loki to zrobił.
- Czemu tak myślisz?
(...) - Ponieważ - odparł Thor - kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego.
Oszczędza mi to mnóstwo czasu.
Gaiman opowiada nam o tym, że wszyscy odważni wojownicy polegli podczas bitwy trafiają do Walhali aby w nagrodę za swe męstwo po wsze czasy ucztować z bogami - całkiem niezła perspektywa spędzenia wieczności, prawda?
Jeśli miałabym wybrać moją ulubiona historię pewnie byłaby to ta dotycząca Gerd i Freja - młody bóg zakochuje się na zabój w olbrzymce Gerd i w zamian za pomoc w pozyskaniu jej ręki oddaje swój magiczny miecz, przez co podczas Ragnarröka - końca wszystkiego (z którym niebezpiecznie wiele wspólnego ma oczywiście nie kto inny jak sam Loki) nie ma się czym bronić i jako pierwszy pada martwy na polu bitwy.


Tym co podobało mi się najbardziej w bogach nordyckich jest to jak bardzo ludzcy się okazali. Walczyli kiedy pojawiała się taka potrzeba, nie byli wystawieni na piedestale - ich władza i moce cały czas był poddawane zwątpieniu i różnego rodzaju próbom których musieli się podejmować. W porównaniu do bogów rzymskich czy greckich - nordyckich można było dość łatwo unicestwić. Dodatkowo jeśli raz na jakiś czas nie jedli magicznych jabłek Idunn, starzeli się jak zwykli śmiertelnicy. Kochali, nienawidzili i popełniali błędy - dlatego narody północy były im tak oddane.

Trzeba to sobie powiedzieć głośno: lubię mitologię.
Rzymska?
Grecka?
Nordycka?
Wszystko zawsze wciągam na raz! Planuję również podjęcie tematu mitologii słowiańskiej więc jeśli macie jakieś ciekawe propozycje to koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

Tamte dni, tamte noce - André Aciman, zakazany owoc smakuje podwójnie

Tamte dni, tamte noce - André Aciman, zakazany owoc smakuje podwójnie

Przyznam, że od bardzo dawna nie miałam sytuacji w której było mi tak ciężko ubrać swoje myśli w słowa, bo "Tamte dni, tamte noce" wywołały we mnie tak wiele skrajnych emocji i mimo iż na tą chwilę nie jestem w stanie wystawić jednoznacznej oceny to wiem że mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze...
Język którym została napisana to prawdziwe dzieło sztuki, wiem że nie każdy zwraca na to uwagę ale muszę o tym wspomnieć bo zostałam kompletnie oczarowana kunsztem literackim autora. Przeczytałam w swoim życiu już 'trochę' książek i nikt inny nie zachwycił mnie swoim stylem tak jak mistrz Aciman. Chapeau bas drogi Panie!


Akcja książki ma miejsce w małym, włoskim miasteczku - czyli mamy do czynienia z jedną z moich ulubionych lokalizacji jeśli chodzi o książki obyczajowe. Uwielbiam Włochy w literaturze!
Głównym bohaterem jest nastoletni Elio i to właśnie z jego perspektywy poznajemy całą historię. Ojciec chłopca jest profesorem uniwersyteckim i co wakacje przyjmuje pod swój dach zdolnych stypendystów z całego świata. Pewnego lata odwiedza ich charyzmatyczny Oliver - Amerykanin który bardzo szybko zyskuję sympatię otoczenia swoim bezpretensjonalnym sposobem bycia. Elio jest kompletnie zafascynowany nowo przybyłym, można by nawet uznać że jego fascynacja dość szybko przeradza się w pewnego rodzaju obsesję w dużym stopniu opartej na pociągu seksualnym. Po pewnym czasie między Olivierem a Eliem nawiązuje się wyjątkowa relacja oparta na zrozumieniu, przynależności do drugiego człowieka i... tak, fizyczności. Niestety wszystko co piękne musi dokonać swojego żywota - lato dobiega końca a wraz z nim wszystko to co wydarzyło się między mężczyznami musi odejść w zapomnienie. Ale czy o wszystkim potrafimy tak po prostu zapomnieć?

W książce nie ma zaskakujących zwrotów akcji, wątków kryminalnych ani łzawych scen dramatycznych. Akcja toczy się bardzo leniwie dzięki czemu nasza uwaga w pełni skupia się na tym co czuje Elio. Jego myśli ubrane są w piękne i zgrabne słowa które sprawiają że momentami sami odczuwamy jego ból, zagubienie czy smutek.
Jeśli ktoś jest zbyt wrażliwy albo nie czuje się wystarczająco 'dojrzały' do czytani o seksie, seksualności i pociągu fizycznym to nie powinien sięgać po tą książkę bo może jej najzwyczajniej w świecie nie rozumieć i zamiast się w niej zakochać (tak jak ja), może poczuć jedynie wstręt i obrzydzenie. Bo o seksie mówi się tam dużo ale w bardzo prawdziwy, nieprzerysowany sposób.


Uważam że w czasach gdy jesteśmy zasypani pseudo-erotykami w których sceny łóżkowe są napisane tak niedorzecznie i  żenująco, "Tamte dni, tamte noce" opowiadają o seksie wręcz poetycko i z klasą. Ja jestem kupiona, książka chwyciła mnie za serce i dalej trzyma. Już teraz wiem, że będzie to jedna z najlepszych książek które przeczytam w tym roku.

Niedawno w kinach pojawiła się ekranizacja "Tamtych dni, tamtych nocy", naoglądałam się samych pozytywnych recenzji na YouTube i już nie mogę się doczekać aż siądę przed wielkim ekranem i jeszcze raz dam zabrać się w podróż po słonecznej Italii - mam nadzieję że w tym przypadku książka i film będą równie fenomenalne.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K

PODSUMOWANIE STYCZNIA

PODSUMOWANIE STYCZNIA

Już na początku muszę się Wam przyznać, że nie jest tak źle jak przypuszczałam, że będzie! Zauważyłam, że za każdym razem jak na blogu pojawia się żal-post o tym, że nie idzie mi czytanie i "jak tu teraz żyć?" to w jakiś magiczny sposób wraca mi chęć do czytania - nie wiem czy dlatego że publikacja postu ma działanie terapeutyczne czy jest mi potem trochę wstyd że się nad sobą bezsensownie użalam. Nieważne - ważne że działa.
W lutym sobie odpuszczam i czytam tylko to na  co mam na prawdę ochotę, nawet jeśli miałyby to być książki które czytałam już milion razy.
(tak, mówię o Harrym)

Styczeń ostatecznie okazał swoją łaskawość i zamknęłam miesiąc z 7 książkami na koncie *fanfary i wiwaty*


Pamiętnik księżniczki - Carrie Fisher
Recenzja na blogu: PAMIĘTNIK KSIĘŻNICZKI
Pozycja głównie dla fanów sagi "Gwiezdnych Wojen", ciesze się że sięgnęłam po tą książkę bo Carrie jako kobieta okazała się być bardzo do mnie podobna - kartki z jej pamiętnika do złudzenia przypominały moje.

Powietrze, którym oddycha - Brittainy C. Cherry
Najsłabsza część serii "Żywioły" - co nie oznacza, że książka była zła, absolutnie nie! Jednak moim faworytem jest "Woda, która niesie ciszę" i chyba ciężko będzie ją przebić.
Skrzywdzona przez los Elizabeth spotyka na swojej drodze pochmurnego i zgorzkniałego Tristana - ich relacja momentami jest BARDZO toksyczna ale jestem sobie w stanie wyobrazić taką sytuację w prawdziwym życiu, gdy dwójka ludzi 'używa' siebie nawzajem po to by złagodzić ból który nigdy nie mija. Ogromnym plusem tej książki była przyjaciółka głównej bohaterki - wulgarna i bezpośrednia do granic możliwości ale to właśnie dzięki niej zaśmiałam się w głos kilka razy ;)

Wróbelek z kości - Zana Fraillon
Dość trudna książka. Historia jest nam przedstawiona głównie z perspektywy małego chłopca wychowującego się w obozie dla uchodźców. Przed wszechobecnym okrucieństwem ucieka on w świat wyobraźni, w którym wyczekuje swojego spotkania z zaginionym ojcem. Pewnego dnia Subhi poznaje dziewczynkę zza muru i od tamtego dnia jego życie ulega zmianie.
Myślę, że nie mnie jedyną zawsze porusza krzywda wyrządzana dzieciom i w tym wypadku było dokładnie tak samo, ciężko było mi to czytać co nie zmienia faktu że książka jest warta polecenia.

Wszystkie boże dzieci tańczą - Haruki Murakami
Recenzja na blogu: WSZYSTKIE BOŻE DZIECI TAŃCZĄ
Kolejny zbiór opowiadań tego autora który bardzo przypadł mi do gustu, nie wiem nawet czy nie wolę go w takiej formie literackiej. Jeśli jeszcze zastanawiacie się czy Murakami jest dla Was to wydaje mi się, że ta książka jest idealna na rozpoczęcie przygody z tym autorem - opowiadania są bardzo różnorodne więc po przeczytaniu tych 190 stron będziecie wiedzieć na czym stoicie.


Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens
Recenzja na blogu: OPOWIEŚĆ O DWÓCH MIASTACH
Niezmiernie się cieszę, że nie poddałam się i przeczytałam tę książkę do  końca bo jestem zachwycona! Dickens po raz kolejny mnie nie zawiódł i sprawił, że mam ochotę na więcej. A niedoceniony Sydney stanowczo zostanie jedną z moich ulubionych postaci literackich.

Lubię farbować wróble - Agnieszka Osiecka, Violetta Ozminkowski
Pozycja dla fanów twórczości Agnieszki Osieckiej albo dla osób które chciałby bliżej zapoznać się z naszą genialną poetką i tekściarką.
Nie jest to książka biograficzna! Violetta Ozminkowski przeanalizowała masę wywiadów z Osiecką i można by uznać że dzięki najciekawszym fragmentom powstała ta oto książka. Po raz kolejny miałam okazję wejść "do głowy" kobiety z którą dość mocno się identyfikuję, myślę że miałybyśmy z Panią Agnieszka wiele wspólnego.

Love Line - Nina Reichter
Nie byłabym sobą gdybym się na początku nie zbulwersowała. Przeczytałam MASĘ recenzji tej książki i NIKT nie raczył napisać, że jest to PIERWSZYM TOM. Krew mnie zalała jak dotarłam do końca książki i to odkryłam - nie znoszę zaczynać serii które nie są w pełni wydane więc wyobrażacie sobie moją radość? Wrrr.
Książka nie jest zła. ALE. Kompletnie nie rozumiem zachwytów... Gatunkowo wypada to słabo.
Matthew jest psychologiem który upraszczając - uczy kobiety jak znaleźć porządnego faceta, chociaż kilka lat wcześniej był mistrzem podrywu i dzielił się swoją wiedzą z mężczyznami (niekoniecznie w szczytnych celach). Bethany natomiast jest dziennikarką która postanawia podłapać temat "mistrzów podrywu", jej konsultantem jest oczywiście Matt który nie zdradza swojej mrocznej przeszłości. Między tą parą tworzy się pewna więź, mimo iż los cały czas rzuca im kłody pod nogi. Plus za to że nie jest cukierkowo ale ja czytając tę książkę miałam cały czas jakieś flashbacki z "50 twarzy Greya"... bo ich relacja jest dość dziwna, sam Matt ma zdecydowanie problem sam ze sobą a Beth jest naiwna i pierdołowata. Książka zdecydowanie do przeczytania na raz ale nie wiem czy sięgnę po kontynuację.


Jak u Was wypadł styczeń? Jakieś książki warte polecenia?

Nie takie te klasyki straszne #2 Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens

Nie takie te klasyki straszne #2 Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens


Czy wy tez nie wierzyliście, że jednak uda mi się przeczytać tę książkę w styczniu? Jeśli tak, to kompletnie Was nie winię bo w sumie to udało mi się to zrobić trochę... przypadkiem? Przysiadłam do niej z zamysłem, że przeczytam CHOCIAŻ 50 stron i może jakąś nadprzyrodzoną mocą wyrobię się do końca stycznia ale jak już zaczęłam to przypomniało  mi się, że ta książka przecież była na prawdę dobra! Dodatkowo, jak się później okazało - przerwałam czytanie w najciekawszym momencie. Cała ja.
Jeśli nie macie zielonego pojęcia o czym mówię to zapraszam do jednego z wcześniejszych postów po przeczytaniu którego wszystko stanie się jasne:
--> Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #2

Czy wspominałam dlaczego w ogóle postanowiłam przeczytać tę książkę? To że jest dziełem autora który ewidentnie mi 'podchodzi' to jedno a drugą sprawą jest to, że czytałam o "Opowieści w dwóch miastach" w... "Diabelskich maszynach". Pamiętam że Tess wielokrotnie rozmawiała o tej książce z Willem (💙) i bardzo zapadło mi to w pamięć. Ponieważ Will jest chodzącym ideałem, postanowiłam przeczytać książkę którą tak lubił. TAK - wiem że o nie jest prawdziwy.
No i? Czy ktoś na sali ma jakiś problem? :3


Do rzeczy moi drodzy!
Postanowiłam, że nie będę Was zanudzać tłem historycznym tej książki (mimo iż odgrywa dość znaczną rolę) bo wydaje mi się, że jest to jeden z elementów który zazwyczaj zniechęca ludzi do klasyków a przecież moje intencje są zupełnie odwrotne. Zaznaczę więc tylko, że akcja książki rozpoczyna się na kilka lat przed Wielką Rewolucją Francuską (1789–1799) i na niej się kończy.
Tytułowe 'dwa miasta' to naturalnie Londyn i Paryż (a nie Nowy Jork i San Francisco - fani "Przyjaciół" - łączmy się!) i to właśnie do tych miast pan Dickens przenosi nas w swojej powieści.
Nie wiem czy powinnam sama wybierać sobie głównego bohatera, ponieważ nie wynika to jasno z treści książki ale do pełnienia takiej roli wybrałam sobie Lucie, w okół której splatają się wszystkie wątki.
Lucie mimo swojego francuskiego pochodzenia żyje w Londynie jako sierota, po wielu latach dowiaduje się, że jej ojciec nie umarł lecz został niesprawiedliwie wtrącony do Bastylii (dla niekumatych - paryski zamek pełniący funkcję więzienia) za bycie świadkiem pewnego wydarzenia o którym dowiadujemy się duużo później - można powiedzieć, że mamy tu wątek kryminalny.
Dzięki pomocy Pana Lorryego - przyjaciela domu, doktor Manette i jego córka są znowu razem. Tymczasem na ich drodze pojawia się przystojny Karol Darnay - chociaż bardzo szybko dowiadujemy się iż nie jest to prawdziwe nazwisko mężczyzny. Karol jest francuskim arystokratom który porzucił swój cały dobytek aby rozpocząć życie na nowo - właśnie w Londynie. Okazuje się to bardzo dobra decyzją gdyż zakochuje się w Lucie i para szczęśliwie ląduje na ślubnym kobiercu.
Musze wspomnieć o biednym i zmarnowanym Sydneyu, który wbrew pozorom odgrywa z tej historii ogromną rolę. Sydney jest angielskim adwokatem który kocha się w Lucie - oczywiście bez wzajemności. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało, postanawia on mimo wszystko dbać o nią aż po grób! Rewelacyjna dramatyczna postać, której moim zdaniem powinno poświęcić się w książce więcej uwagi.


Rozgadałam się co?
Potem akcja toczy się dość szybko. Karol postanawia wrócić do Paryża (chociaż wszyscy mówią, żeby tego nie robił - serio Karol?) aby pomóc dawnemu słudze wydostać się z więzienia.
Na miejscu okazuje się że jego rodzina uznana została za morderców i zdrajców narodu przez co Karol - jako jedyny potomek swojego rodu sam zostaje pojmany i skazany na śmierć. Dodam że gilotyna zrobiła się wtedy szalenie popularna. To się nazywa być w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie...
To jest moment w którym dowiadujemy się, dlaczego ojciec Lucie trafił przed laty do więzienia i dlaczego niechcący przyczynił się do ujawnienia dowodów przeciwko własnemu zięciowi. 
Czy Karol trafił pod gilotynę? Czy ktoś przybędzie mu z ratunkiem? :O

Nie chcę zdradzać za dużo bo muszę przyznać, że byłam BARDZO zaskoczona rozwojem wydarzeń.
"Opowieść o dwóch miastach" to książka którą na prawdę WARTO przeczytać. Ostatnie 200 stron pochłonęłam jednym tchem, akcja była na prawdę napięta a zakończenie trochę wbiło mnie w fotel. Dickens nigdy nie zawodzi.
Jak pewnie możecie się domyślać moim faworytem zdecydowanie został Sydney. Nie wiem czy dlatego że ma tyle samo chęci do życia co ja (niewiele) czy było mi go najzwyczajniej w świecie żal ale jego postać zostanie ze mną na dłużej.

Ciesze że nie odpuściłam tej książki bo ostatecznie bardzo mi się podobała. Mam ochotę sięgnąć po kolejne dzieło Dickensa - marzy mi się "David Copperfield" ( nie, to nie o tym magiku) ale nie trafiłam jeszcze na ładne wydanie tej książki - poluję!


Książka bierze udział w czytelniczym wyzwaniu na blogu Mi się czytanie podoba



Wszystkie boże dzieci tańczą - Haruki Murakami, pozdrowienia z Japonii

Wszystkie boże dzieci tańczą - Haruki Murakami, pozdrowienia z Japonii


Moją przygodę z Harukim Murakamim rozpoczęłam ponad 10 lat temu za sprawą mojej dobrej koleżanki która od kiedy pamiętam zaczytywała się w nazwijmy to... 'dość specyficznych' książkach. Pierwszym tytułem który wpadł mi w ręce był "Norwegian Woods" - i bardzo dobrze, bo jest to jedna z przystępniejszych książek tego autora.
Prawdopodobnie nie będzie to z mojej strony najmądrzejszym zabiegiem, żeby ostrzegać Was o tym już na samym początku recenzji ALE twórczość tego autora nie jest dla każdego. 
Wiem. Można tak powiedzieć dosłownie o każdym autorze, jednemu się spodoba a drugiemu nie ale Murakami to zupełnie inna historia. 


"Wszystkie boże dzieci tańczą" jest jednym ze zbiorów opowiadań, których w swoim dorobku Murakami posiada już kilka - z zamkniętymi oczami polecam wszystkie. 
Jak możecie już wiedzieć - ja bardzo lubię taką formę literacką, nigdy nie byłam zwolenniczką historii rozciągniętych na 800 stron, czy rozłożonej na 5 tomów. Zawsze z chęcią sięgam po zbiory opowiadań, zwłaszcza jeśli z danym autorem nie miałam jeszcze do czynienia bo pozwala mi to zapoznać się z pełną paletą jego umiejętności. 
W mojej opinii Murakami jest autorem dojrzałym, a jego bohaterowie zawsze wzbudzają mój zachwyt nie dlatego że są idealni, bohaterscy czy zaskakujący ale dlatego że są do głębi prawdziwi. Często zagubieni, zakompleksieni. Niepewni i tak po ludzku - trochę zmęczeni życiem. Znacie to?

Z przyjemnością również zaczytuję się w jego wątkach romantycznych które bardzo często są właśnie tego podkolorowanego romantyzmu pozbawione. Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała, że sceny łóżkowe z jego książkach są chyba jedynymi scenami tego typu które nie wzbudzają mojego zażenowania - nikt nie rozpada się na milion kawałków, nikt nie płonie żywym ogniem z pożądania i nikt dziko nie wykrzykuje swoich imion w tym samym czasie.
W jego twórczości króluje realizm, co nie przypadnie do gustu każdemu bo jak wszyscy wiemy życie czasem jest po prostu brzydkie, smutne i bez happy endów.
Jednocześnie nie pomyślcie, że to jakaś depresyjna twórczość w której nikogo nie spotyka nic dobrego - nic bardziej  mylnego.


Wszystkie opowiadania mają miejsce w różnych lokalizacjach ale w względnie tym samym czasie - podczas trzęsienia ziemi z Kobe.  Na pozór bohaterowie nie mają ze sobą nic wspólnego ale z każdą kolejną stroną dostrzegamy że łączy ich nieprzemijające poczucie straty. 
Straty czasu, młodości, nadziei czy bliskiej osoby.
Tak na prawdę nie zdradziłam Wam zbyt wiele o treści tej książki, ale pewnych rzeczy nie da się opisać. Myślę, że dowodem na to jak bardzo podobał mi się ten zbiór będzie fakt że z ogromną przyjemnością przeczytałabym każdą z tych historii w "rozciągniętej" do powieści formie. To jedyny minus opowiadań Murakamiego - wciągają tak mocno, że gdy nagle okazuje się, że opowiadanie dobiega końca i historia się urywa to mamy lekkie poczucie niedosytu. Mnie osobiście to nie przeszkadza, sprawia tylko że mam ochotę czym prędzej sięgnąć po kolejną książkę tego autora.


Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #2 Oops! I did it again

Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #2 Oops! I did it again


Czy może być lepszy dzień do narzekania niż poniedziałek? No nie wydaje mi się.
Szczerze mówiąc to nie spodziewam się że kolejny post z tej serii pojawi się tak szybko ale jak widać życie weryfikuje nasze plany. Z drugiej strony jestem człowiekiem pełnym skrajności - albo nie robię zupełnie nic i obijam się bez wstydu a potem żałuję ALBO  biorę na siebie zbyt wiele bo wydaje mi się, że 'jak się zepnę to się uda' a na koniec okazuje się że jakby to delikatnie powiedzieć - NIE.
Jeśli ktokolwiek z Was przyszedł tutaj licząc na to że na blogu w końcu pojawi się recenzja książki to bardzo mi przykro ale po raz kolejny - NIE.
Chciałam bardzo ambitnie wkroczyć w ten rok i czytać dużo od pierwszych dni stycznia i o dziwo plan sprawdzał się dobrze przez około... 7 dni. Przez ten czas przeczytałam 3 książki a potem - nic. Głucho i cicho.


Stało się tak za sprawą postu  w którym obwieściłam wszem i wobec że biorę udział w >wyzwaniu książkowym dotyczącym klasyków u Kirimy< (dumnie napisałam jej nawet że 1 klasyk w miesiącu to dla mnie mało, ja przeczytam 3! teraz to dopiero wstyd) więc czym prędzej zabrałam się za "Opowieść o dwóch miastach" Charlesa Dickensa (która swoją drogą jak na razie jest na prawdę ciekawa) chociaż wcale nie miałam akurat ochoty na książkę tego typu. Wynikiem takiego zmuszania się jest zawsze, co? Tak! Reading slump 💙
Jako, że miałam jeszcze sporo czasu to postanowiłam zabrać się za inną książkę i po prostu czytać dwie na raz, co już niejednokrotnie robiłam. Pojawił się WIELKI PROBLEM pierwszego świata którym jest wybranie kolejnej książki - z pomocą przyszła moja siostrzenica która akurat czyta "Rok 1984" Georga Orwella do szkoły. Po angielsku. Nawet Ci co nie czytali tej książki pewnie orientują się, że nie jest to najprostsza pozycja pod względem językowym i stylistycznym, nie mówiąc już o czytaniu jej w oryginale. Stwierdziłam, że skoro ona się tak męczy biedna, to ja przeczytam ją po polsku (w końcu i tak mam ją na liście) i będziemy mogły o niej później porozmawiać gdyby miała jakieś wątpliwości.
To też był błąd. Szokujące, nie?
Koniec końców jestem w połowie "Opowieści o dwóch miastach", mam za sobą 1/3 "Roku 1984" i mam ochotę wydłubać sobie oczy. Jeśli w tym miesiącu jakimś cudem dobiję do 5 książek to oczekuję medalu wytrwałości, zlituj się ktoś.


Nie zrozumcie mnie źle - obie książki są na prawdę wciągające i na pewno warte przeczytania. Obiecuję, że w końcu je jakoś 'zmęczę' i o obu pojawią się wpisy na blogu bo zdecydowanie na to zasługują. Jednak chciałam zwrócić uwagę na morał tej historii. Jeśli masz 28 lat i masz ochotę przeczytać "Harrego Pottera i Komnatę Tajemnic" zamiast klasyka światowej sławy to przeczytaj "Harrego Pottera i Komnatę Tajemnic" bo życie jest za krótkie na udawanie że ambitna literatura jest tym co lubisz najbardziej.

ODMAWIAM przyjęcia do wiadomości informacji, że tylko ja mam takie słabe wejście w 2018 rok - dajcie znać jak to przebiega u Was. Nieszczęście innych ludzi zdecydowanie poprawi mi humor, dajcie z siebie wszystko ;)

Update:
Tak mi było smutno że nie idzie mi czytanie, że właśnie złożyłam drugie w tym miesiącu zamówienie w księgarni internetowej. 

Mało czytasz? Kup więcej książek! #fucklogic
Przybij 5! Najgorsze książki jakie "przeczytałam"

Przybij 5! Najgorsze książki jakie "przeczytałam"


Nie tylko ulubieńcami człowiek żyje, dlatego dzisiaj będę Was torturować najgorszymi książkami jakie wpadły mi w ręce. Kiedy człowiek dużo czyta, niemożliwe jest żeby był zachwycony każdą przeczytaną pozycją. Muszę z radością przyznać że trudno było mi przypomnieć sobie tytuły tych 5 znienawidzonych i przez chwilę myślałam że będę musiała Was przywitać tylko 4 a tego byśmy nie chcieli prawda? Jako osoba z lekkimi, niezdiagnozowanymi zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi nie mogę sobie pozwolić, żeby w "Przybij 5!" były tylko cztery tytuły, nie mogłabym spać w nocy :)
Nie korzystam z internetu od wczoraj więc wiem że MUSZE wspomnieć o tym, że te książki są MOIMI koszmarkami, jeśli komuś z Was przypadły one do gustu to wszystko jest jak trzeba - równowaga w naturze zachowana. Potraktujcie ten post z przymrużeniem oka ;)


1. Pamiętniki Wampirów - L. J. Smith
Większość na pewno kojarzy serial o tym samym tytule i BARDZO dobrze bo to jedyna rzecz która powinna się Wam z tym kojarzyć jeśli Wasze wspominania mają być pozytywne. Książki były tragiczne. Od samego początku oglądałam "Pamiętniki" i muszę przyznać jak na wyświechtaną już tematykę wampirów spisywał się całkiem dobrze, więc za namową przyjaciółki (Agnieszko, muszę przemyśleć naszą przyjaźń!) skusiłam się na książki o których istnieniu bardzo długo nie wiedziałam. Można się przyczepić do wielu rzeczy ale jednym z podstawowych problemów jest sam styl autorki, grafomania na bardzo profesjonalnym poziomie. Level hard. Czytało się na prawdę źle a do tego główna bohaterka była straszliwie infantylną, głupią i stereotypową amerykańską nastolatką. Natomiast bracia Salvatore... mdli i bez wyrazu, kompletnie nie kibicowałam żadnemu z nich. No i mamy tutaj również jeden z najgorzej rozpisanych trójkątów miłosnych EVER. Elena nie może się zdecydować kogo kocha, a panowie w spokoju czekają aż się zdecyduje. Kocham Stefano na zabój! Nie... kocham Damona najmocniej na świecie! Nie, jednak Stefano!. W pewnym momencie mamy wrażenie, że ona po prostu nie wie który to który. Fabuła momentami kompletnie nie trzymała się kupy, zero logiki. Nie, nie i nie. Przeczytałam 1,5 tomu i bardzo podziękuję za resztę. Potrzeba komuś podpałki do kominka? Bo kupiłam aż 4 tomy...

2. 50 twarzy Greya - E. L. James
Już widzę jak część z Was przewraca oczami myśląc "Boooże, znowu te 50 twarzy Greya, czy możemy już odpuścić?". Nie. Sorry not sorry. Mi nawet nie chodzi o tematykę tej książki bo każdy kto po nią sięga wie na co się pisze. W tej całej serii po raz kolejny najgorszy jest "kunszt" pisarski autorki który pozostawia wiele do życzenia. WIELE. Grafomaństwo: level double hard. Mój dobry znajomy mówił mi, że czytał tą serię lata temu po angielsku i nie było tak strasznie no ale wybaczcie - oceniam produkt który finalnie trafił w moje ręce. Opisy scen erotycznych był na żenującym poziomie a "mów do mnie brzydko" w wykonaniu Anastasi i Christiana były wybitnie niezręczne i groteskowe. No na mojej wewnętrznej bogini nie zrobiło to dobrego wrażenia.
Można było to zrobić dużo lepiej i wtedy były by szanse na to że ta seria byłaby jedną z lepszych w swoim gatunku. Nie żebym się znała, ta seria skutecznie odstraszyła mnie o tego typu książek. Mogłabym nie znieść kolejnego spotkania bliskiego stopnia.

3. Lolita - Vladimir Naobokov
Byłam bardzo zawiedziona gdy okazało się, że moja przygoda z tak chwalonym Nabokovem okazała się kompletnym niepowodzeniem. Jako miłośniczka literatury rosyjskiej poczułam się obrażona! Robiłam co mogłam, sukcesywnie raz na kilka lat staram się wrócić do "Lolity" bo liczę że może kiedyś nastanie ten "właściwy czas" ale nadszedł moment by się poddać. Tym razem również nie zraża mnie tematyka bo wiem o czym jest "Lolita" - młoda dziewczyna uwodzi dużo starszego od siebie mężczyznę. Jasne, to nie jest dla każdego ale ja wychodzę z założenia że każdy temat można przedstawić w ciekawy sposób. Nabokov chyba wychodził z innego założenia bo ta książka była tak cholernie nudna że złapałam się na czekaniu aż w końcu do czegoś dojdzie między tą "parą". Kibicowałam nastolatce i staremu zbokowi. Gdy dotarło do mnie, że ta książka robi mi masło z mózgu po prostu odpuściłam. Tam się NIC nie działo. NIC. Do tego narracja była jakaś cholernie dziwna, jakby bohater mówił o sobie w trzeciej osobie... Bardzo to było cudaczne.


4. Buszujący w zbożu - J. D. Salinger
Miałam nie pisać o tej książce bo sama myśl o niej wzbudza we mnie bardzo negatywne emocje, a ja już nie jestem najmłodsza i ja się nie mogę denerwować! KOMPLETNIE nie rozumiem fenomenu tej książki i moja niechęć do niej na pewno byłaby mniejsza gdyby świat nie próbował mi na siłę wmówić że to jakieś arcydzieło. Holden jest chłopakiem chodzącym do prywatnej szkoły z internatem, pewnego dnia stwierdza że życie go przerasta i postanawia uciec... nikt nie wie po co i w jakim celu. Taki o, wrażliwy chłopak nam się trafił. Rozmyśla sobie o sensie swojego jestestwa i ma problemy z dupy. Wybaczcie. Ale tak, to są problemy z dupy. Czytałam "Buszującego w zbożu" będąc zaledwie odrobinę starsza od Holdena i kompletnie nie rozumiałam o co temu rozpuszczonemu bachorowi chodzi. Książka na pewno miała nieść jakieś wybitnie głębokie przesłanie, ale niestety było tak głębokie że wpadłam w otchłań i tyle mnie było widać.
Aż się uniosłam, wybaczcie. Ja nie wiem dlaczego ale ta książka porostu mnie denerwuje!
To był pierwszy i ostatni raz kiedy o niej wspominam, od dzisiaj uznajemy że ona nie istnieje i nigdy więcej o niej nie rozmawiamy OK?

5. Spóźnieni kochankowie - William Wharton
Obrzydliwość. Miłość ma wiele twarzy i ja niczego nikomu nie zabraniam. Nie oceniam, każdy powinien kochać i być kochany. Ale nie każda historię trzeba opisywać z drobnymi szczegółami - serio. W telegraficznym skrócie książka jest o romansie mężczyzny z niewidomą staruszką. Nie powiem Wam ile bohater miał lat, wydaje mi się że ponad 40 a ona... 70? 80? Ale to nie jest ważne, cała ich relacja jest mocno naciągana - mężczyzna odchodzi od żony bo ta go zdradza, przeprowadza się do Paryża, tam poznaje staruszkę opiekującą się GOŁĘBIAMI, ona zaprasza go na obiad, on ją maluje, potem się do niej wprowadza, ona okazuje się być dziewicą... Pierwszy raz byłam tak zażenowana tym co czytam, a nie należę do jakiś wstydnisiów. Dodatkowo mężczyzna postanawia umilić nam lekturę opisami ciała swojej kochanki, odczuciami i doznaniami. Już? Wyobraziliście to sobie? NIE MA ZA CO! Domyślam się, że ta książka miała na celu ukazanie piękna miłości w każdym wieku ale forma nie była właściwa. Macie takiego znajomego który czasem w towarzystwie (na trzeźwo bądź nie) zwierza się z jakiś swoich intymnych sytuacji czy podbojów a w tym czasie wszyscy dookoła zaczynają wygładzać sobie swetry, rozglądają się po ścianach, sprawdzają godzinę i bardzo ale to BARDZO starają się nie pokazać jak niekomfortowo się teraz czują? Tak, ten znajomy to własnie ta książka.

Brawo! Żyjecie? Jeśli będziecie mieć jakieś koszmary to z pełną odpowiedzialnością biorę to na siebie. Czytaliście którąś z tych książek? Dajcie znać. No i naturalnie bardzo chętnie poznam wasze koszmarki.

Nie wiedzieć dlaczego posty w których na coś narzekam są najdłuższe ;)
Książki które MUSZĘ przeczytać w 2018 roku

Książki które MUSZĘ przeczytać w 2018 roku

Nigdy nie robiłam sobie listy książek do przeczytania, jak trafiam na książkę która mnie zainteresuję to wrzucam ją na odpowiednią półkę na LubimyCzytać (moje konto) i potem albo kupuję papier albo ebooka. W ciągu roku pojawia się tyle nowych książek, dodatkowo od kiedy mam bloga to czytam tyle recenzji i trafiam na tyle nowych książek że jakakolwiek lista nie miałaby sensu bytu.

Ale ale... postanowiłam zrobić listę 15 książek które MUSZĘ przeczytać w 2018 roku. Będą to książki które odkładam latami na rzecz nowości wydawniczych, klasyki które zawsze obiecuję sobie przeczytać oraz książki które zalegają mi na półce od wieków.


Nie jestem fanką postanowień noworocznych i takowych nie robię więc uznajmy że jest to plan na rok 2018 - czytać więcej klasyków! Zawsze uwielbiałam klasyki, zwłaszcza jeśli mówimy o literaturze angielskiej czy rosyjskiej ale mam wrażenie że w 2017 roku trochę zaniedbałam ten gatunek, przewiduję więc wielki powrót Brontë, Dickensa, Dostojewskiego i wielu innych :)

1."Rok 1984" - George Orwell (18.02.2018)
zabierałam się za nią już dwa razy - do trzech razy sztuka

2. "Władca Pierścieni" - J.R.R. Tolkien
chciałabym przeczytać CHOCIAŻ "Drużynę pierścienia"

3. "Opowieść o dwóch miastach"- Charles Dickens   (28.01.2018) 
lubię Dickensa, dodatkowo książka była wspominana w "Przyjaciołach" ;)

4. "Trzej muszkieterowie" - Alexandre Dumas
wszystko przez Anitę z boook reviews!

5. "Na wschód od Edenu"- John Steinbeck
klasyka klasyków, jest ktoś kto nie słyszał o tej książce?


6. "Paragraf 22"- Joseph Heller
wypatrzyłam tą pozycję na liście 'książek do przeczytania przed śmiercią' od BBC i tak sobie czeka od lat...

7. "Wodnikowe Wzgórze"- Richard Adams
kupiłam tę książkę bo okładka była ładna (tak. wiem.) a że jest ogromna to tak leży i czeka

8. "Sto lat samotności"- Gabriel Garcí­a Márquez
mam tą książkę na półce od jakiś 9 lat - chyba czas najwyższy

9. "Zbrodnia i kara" - Fiodor Dostojewski
po udanej przygodzie z "Braćmi Karamazow" nie pozostało już nic innego

10. "Pielgrzym" - Terry Hayes
nie jestem fanką kryminałów/thrillerów ale ludzie rozpływają się nad tą książką


11. "Pani Dalloway" - Virginia Woolf
uwielbiam  Virginie Woolf ale do tej pory nie przeczytałam jej najpopularniejszego dzieła

12. "Agnes Grey" - Anne Bronte
na półce mam jakieś 90% książek sióstr Bronte więc wypadałoby zacząć je czytać

13. "Z mgły zrodzony" - Brandon Sanderson
wypadałoby w końcu zapoznać się z panem Sandersonem *macham do Ani z Książkowych podróży w chmurach*

14. "Północ i południe" - Elizabeth Gaskell
nigdy nie czytałam żadnej książki tej autorki a "Północ i południe" to klasyka klasyków

15. "Cmętarz zwieżąt" - Stephen King
nie lubimy się z Kingiem więc dam mu ostatnią szansę - książka polecana przez fanów


Od 2 lat nie brałam udziału w żadnym wyzwaniu a w tym roku jakoś naszło mnie na zabawę - postanowiłam więc wziąć udział w wyzwaniu czytelniczym od Kirimy dotyczącym klasyków :) Bardzo ciesze się, że trafiłam na to wyzwanie bo będzie mnie motywować do skreślania pozycji z mojej listy.
Weźmiecie udział w tym wyzwaniu?
Dajcie znać czy macie książki które bezapelacyjnie MUSICIE przeczytać w tym roku :)



Pamiętnik księżniczki - Carrie Fisher, Leia w ziemskim wydaniu

Pamiętnik księżniczki - Carrie Fisher, Leia w ziemskim wydaniu

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
Jako zagorzała fanka Gwiezdnych Wojen, nie mogłam odpuścić sobie tej książki, więc będąc jeszcze na 'haju' po seansie "Ostatniego Jedi" zabrałam się za "Pamiętnik księżniczki" od razu po rozpakowaniu paczki z książkami.
Przeczytałam ją jednym tchem. Zawsze lubiłam poczucie humoru którym charakteryzowała się Carrie Fisher więc wiedziałam czego się spodziewać. Bez dwóch zdań - bezpośredniość to jej drugie imię.


Autorka zdradza nam jak w doszło do tego że zagrała w "Nowej nadziei", co na pewno będzie nie lada gratką dla fanów międzygalaktycznej sagi. Należy jednak pamiętać że ta książka jest o Carrie, niespełna 20-letniej dziewczynie która wkracza w świat aktorstwa będąc pełną obaw - a nie o tym jak powstawała jedna z najpopularniejszych serii filmowych na świecie.
Ta młoda dziewczyna wyrosła na pewną siebie, wygadaną kobietę która nie przebiera w słowach, ciężko wiec wyobrazić sobie że na początku swojej kariery Carrie była cichą, szarą myszką która czuła się niezręcznie niemal w każdej sytuacji. Autorka dzieli się z nami kilkoma stronami ze swojego pamiętnika w którym pisywała regularnie podczas kręcenia pierwszej części (teoretycznie IV części) Gwiezdnych Wojen, co sprawiło że polubiłam Carrie jeszcze bardziej bo okazało się że to co działo się wtedy w jej głowie wcale nie odbiega od tego co dzieje się w głowach setek tysięcy młodych kobiet na całym świecie - ja również odnalazłam w niej cząstkę siebie.

Tym co mnie odrobinę zawiodło jest fakt że książka praktycznie w 85% kręci się wokół jej romansu z... Harrisonem Fordem. Ustalmy to na samym początku - nie pochwalam romansowania z żonatym mężczyzną ALE... młody Harrison Ford? No ja przepraszam bardzo ale mi po dziś dzień miękną kolana jak widzę Hana Solo na ekranie więc w pełni rozumiem Carrie - po prostu przepadła. Poza tym do romansu potrzeba dwóch osób.


Z drugiej strony nie ma co się dziwić że książka traktuje głównie o relacji autorki z Fordem - młoda dziewczyna zakochuje się w starszym o ponad 10 lat mężczyźnie który wywraca jej świat do góry nogami. Kogo obchodzi jakiś film? Film, który był tylko tłem do burzliwych wydarzeń w życiu Carrie. Trzeba pamiętać że w latach 70. na planie pierwszej części sagi jeszcze nikt nie wiedział, że Gwiezdne Wojny będą cieszyć się tak ogromną popularnością przez dłuuuugie lata.

Domyślam się, że ta książka nie jest dla wszystkich. Nie każdego zainteresują losy księżniczki Lei i Hana Solo po godzinach. Nie każdy z przyjemnością będzie czytać o tym jak Carrie straciła głowę dla milczącego i mrukliwego Harrisona. Ja spędziłam z tą pozycją dwa bardzo miłe wieczory i wydaje mi się, że jeśli ktoś chciałby poznać Carrie Fisher trochę lepiej nie jako aktorkę - ale człowieka to ta książka będzie strzałem w dziesiątkę :)

Podsumowanie roku 2017 (+ krótkie podsumowanie grudnia)

Podsumowanie roku 2017 (+ krótkie podsumowanie grudnia)


Witam Was w 2018 roku! Tak, wiem że nie było mnie tutaj strrrasznie długo i nawet nie do końca mam jakąś logiczną wymówkę... Te Święta spędzałam w Polsce i przygotowania do wyjazdu KOMPLETNIE mnie rozstroiły. Tym razem wyjątkowo nie mogłam się ogarnąć, obiecywałam sobie że przygotuję sobie posty "na zaś" ale niestety nic z tego nie wyszło. Ale ale - dotarłam do domu i już spieszę do Was z podsumowaniem całego roku :)

Należałoby jeszcze wspomnieć o grudniu który przeleciał mi przez palce :O
W tym miesiącu nie było szału - przeczytałam jednie 6 książek ale absolutnie nie czuje się winna, bo już pod koniec listopada obiecałam sobie że totalnie odpuszczam sobie grudzień i nie będę się do niczego zmuszać. Pewnie dobiłabym do 8 książek gdyby nie wyjazd i fakt że przez ponad 10 dni byłam poza domem i nie bardzo miałam czas przysiąść z książką na kanapie.


Księga Cmentarna - Neil Gaiman
Nie była to najlepsza książka Gaimana (którego uwielbiam tak swoją drogą) ale na pewno warta przeczytania. Chłopiec wychowywany przez duchy? Nie powiecie mi że to nie kusi.

Język cierni - Leigh Bardugo
Recenzję tej książki możecie przeczytać > o tutaj <

Harry Potter i Kamień Filozoficzny (ilustrowane wydanie) - J. K. Rowling
Czy to wymaga komentarza? Są Święta - jest Harry, a ilustrowane wydanie tylko uprzyjemniło mi czytanie tej książki po raz 84692153.

Dziadek do orzechów - Ernst T. A. Hoffmann
Historia stara jak świat a jednak udało mi się przeżyć 28 lat bez jej znajomości i ze smutkiem stwierdzam że nie jestem zachwycona. Bardzo dziwna historia z elementem jakiejś psychodelicznej fantastyki - dość dziwacznie ;)

Siła, która ich przyciąga - Brittainy C. Cherry
Kolejna przyjemna książka autorstwa mojej nowej PRZYJACIÓŁKI Brittainy, chociaż jak na razie "Woda, która niesie ciszę" wygrywa.

Listy do utraconej - Brigid Kemmerer
Byłam strasznie podjarana tą książka przez liczne opinie i niestety ale po raz kolejny moje oczekiwania były zbyt wysokie. Przyjemna książka ale nic specjalnego.

W 2017 roku przeczytałam 132 książki

Czyli o 2 więcej niż w roku 2016 i o 22 więcej niż w roku 2015 więc teoretycznie nie mam na co narzekać. Co prawda mój wewnętrzny pedant trochę rozpacza bo chciałam zamknąć ten rok z 135 książkami ale nie można mieć wszystkiego, jestem w pełni zadowolona z wyniku.
Dodatkowo cieszy mnie fakt że od kiedy postanowiłam odpuszczać książki które mi nie pasują albo które są wybitnie złe to nie mam na koncie książek które oceniłabym bardzo nisko. Zawsze wiem o czym jest książka za którą się zabieram i często przed wyborem kolejnej lektury bazuję na opinii ludzi którzy mają podobny gust do mojego więc nie mam niemiłych niespodzianek.
Teraz czas na złotą trójkę ubiegłego roku! Dla równowagi wybrałam również 3 najsłabsze książki które wpadły w moje ręce i chociaż nie były to dramatycznie złe pozycje to trochę szkoda mi czasu który na nie poświeciłam.


3 NAJLEPSZE KSIĄŻKI:

Słowik - Kristin Hannah
Jeśli mamy do czynienia z obyczajówką której akcja ma miejsce podczas II Wojny Światowej a głównymi bohaterkami są kobiety - je jestem kupiona za każdym razem. Dwie siostry które muszą przetrwać w okupowanej przez Niemców Francji - zbuntowana Isabelle dołącza do ruchu oporu, a Vianne nie mając wyjścia musi przyjąć pod swój dach jednego z niemieckich oficerów. Rewelacyjna książka!

Ciernista róża - Charlotte Link
Recenzja pojawiła się na blogu dawno temu, gdy byłam blogowym niemowlakiem > tutaj <

Bez serca - Marissa Meyer
Recenzję tej rewelacyjnej książki możecie przeczytać na blogu > tutaj <


3 NAJGORSZE KSIĄŻKI:

Zwierzęta nocy - Austin Wright
Niby mamy thriller ale... czegoś tu brakuje. Historia jest bardzo naciągana a wątki są poprowadzone w bardzo dziwaczny sposób. Nie oszukując - męczyłam się z tą książką dobry miesiąc.

Biała Masajka - Corinne Hofmann
Historię Corinne znałam z filmu, o którym pewnie słyszał już każdy - niestety ale niepotrzebnie pokusiłam się na literacki pierwowzór bo książka była napisana na prawdę słabo. O ile w filmie całą historię ratują piękne plenery to w książce głupota autorki/głównej bohaterki aż bije po oczach.

Przebudzenie króla - Maggie Stiefvater

Być może będę smażyć się w piekle ale cała seria "The Raven Cycle" po prostu mi się nie podobała. Fabuła momentami nie trzymała się kupy, historia była bardzo chaotyczna i nic mnie nie porwało. Ostatnią część czytałam trochę z przyzwoitości i muszę przyznać że straszliwie się męczyłam.


Jaka była najlepsza książka która przeczytaliście w ubiegłym roku?
Dodatkowo - jeśli bierzecie udział w ciekawych czytelniczych/książkowych wyzwaniach to dajcie znać w jakich, bo chyba chciałaby pobawić się w coś takiego w tym roku :)

Copyright © 2014 booklicity , Blogger