Wybitnie spóźnione podsumowanie kwietnia

Wybitnie spóźnione podsumowanie kwietnia


Nie, nic mi się nie pomieszało - postanowiłam zrobić podsumowanie kwietnia mimo, że mamy już końcówkę maja.
Bo mogę! Poza tym powiem Wam, że ja bardzo lubię pisać podsumowania miesiąca - są to również posty, które najchętniej czytam na innych blogach :)
Kwiecień był dla mnie dość zabieganym miesiącem i sporo się działo, więc nawet nie będę narzekać, że przeczytałam jedynie 8 książek + trochę mangi.
Dodatkowo za sukces roku muszę uznać zabranie się za serię "Kwiat paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk bo w końcu polscy autorzy, za których nie zabierałam się zbyt często (żeby nie powiedzieć - prawie nigdy) w końcu zostali dla mnie 'odczarowani'.


Zatem Jedi zostać chcesz? - Adam Gidwitz
Książkowa i bardzo dziwna wersja V części sagi "Gwiezdnych Wojen", czyli "Imperium kontratakuje". Ci którzy są zainteresowani, wiedzą o czym jest ta książka a Ci którzy nie wiedzą - nie są zainteresowani.
Słabo, oj słabo to wyszło. Nie zrozumcie mnie źle - ja wiem, że te 3 książki (każda pisana przez innego autora, pierwszą książką a IV częścią sagi zajęła się Alexandra Bracken) nie są skierowane typowo dla dorosłych ale jak ogromna fanka gwiezdnej sagi jestem zdegustowana. Głupawe żarty, fabuła potraktowana po macoszemu i coś czego w książkach nie znoszę... gdy autor burzy ścianę między czytelnikiem a narratorem dzięki czemu kieruje on swoje słowa bezpośrednio do czytających: "Jak już wiesz drogi czytelniku...", "Czytelniku, czy widzisz jak...". NIE-NA-WI-DZĘ.

Księga o Niewidzialnym - Eric-Emmanuel Schmitt
Kolejny w mojej czytelniczej karierze zbiór opowiadań - wiem, że nie jest to wybitnie popularna forma literacka i niewiele osób za nią przepada ale ja jestem absolutnie na tak. Pan Schmitt wybitnie przypadł mi do gustu ze swoimi opowiadaniami, trochę mnie ta sympatia do tego autora wręcz zastanawia bo zazwyczaj nie przepadam za górolotnymi wywodami i ukrytymi przekazami a on akurat czasem lubi się tym popisać. Nie mniej jednak, książka zawiera 5 rewelacyjnych opowiadań - w tym "Oskara i Panią Różę" (które jest zapewne najpopularniejszym dziełem Schmitta), które zmiękczy nawet najtwardsze serca.

Powrót do Tajemniczego ogrodu - Holly Webb
Recenzja na blogu: POWRÓT DO TAJEMNICZEGO OGRODU
Baaardzo przyjemna kontynuacja doskonale znanego klasyka literatury dziecięcej autorstwa Frances Hodgson Burnett - "Tajmniczego ogrodu".





List w butelce - Nicolas Sparks

Jak nie wiadomo co czyta, to zawsze można zabrać się za romansidło od Sparksa - tym razem było podobnie. Żeby nie było - ja całkiem tego autora lubię, może kiedyś rozwlekę się trochę bardziej nad moim do niego stosunkiem bo nasz związek posiada status: "to skomplikowane".
Osobiście uważam, że była to jego najsłabsza książka - oczywiście z tych które czytałam, a do 'kompletu' brakuje mi na prawdę niewiele.
Kobieta znajduje niesamowicie romantyczny ale zarazem smutny list w butelce a jako, że jej dziennikarska dusza nie może przejść obok takiej rewelacji obojętnie - postanawia odnaleźć udręczonego autora listu.
Nie wczułam się w fabułę, nie zleżało mi na bohaterach. Książka nie była zła - ale z doświadczenia wiem, że Sparksa stać na wiele więcej. Książka wyszła w 1998 roku, więc nie ma co narzekać bo przynajmniej wiemy, że autor się rozwija.     

Pryncypium - Melissa Darwood
Uwielbiam Melissę Darwood! Wiecie, że pod tym pseudonimem kryje się polska autorka? Było to bardzo dobre posunięcie, bo gdyby nie ta zmyłka pewnie nigdy nie sięgnęłabym po "Lunoto", które było moim początkiem przygody z Melissą.
"Pryncypium" jest niezwykle złożoną książką o niezwykłej fabule. Okazuje się, że imiona które nam nadano znaczą więcej niż mogłoby się wydawać. Od nich zależy nasz temperament, upodobania, charakter - wszystko to czym jesteśmy uwarunkowane jest imieniem które nosimy. Po raz kolejny świat wykreowany przez tę kobietę wprost mnie zachwyca! Tyle oryginalności, tyle świeżości!

Zanim zostaliśmy nieznajomymi - Renee Carlino
Miałam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony jest to historia którą słyszeliśmy już mnóstwo razy, z drugiej natomiast strony autorka sprawia, że zależy nam na bohaterach i interesują nas ich losy. Powiedziałabym nawet, że sama złapałam się na kibicowaniu ;)
Matt jest zmęczonym życiem fotografem, który stracił pasję do pracy i chęci do życia. Sytuacji nie ułatwia mu fakt że jedną z jego współpracownic jest była żona która lada dzień ponownie bierze ślub... z jego kolegą. Z letargu wybudza go Grace, którą zauważa pewnego dnia w metrze. Poznali się 15 lat wcześniej podczas studiów i dość szybko zostali przyjaciółmi, których z czasem połączyło gorące uczucie. Razem wkroczyli w dorosłość i decyzje które musieli podjąć sprawiły, że ich drogi powoli zaczęły się rozchodzić.
Mężczyzna postanawia odnaleźć swoją dawną miłość ale okazuje się, że pewnych rzeczy nie da się naprawić.




Szeptucha/Noc kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk
Zakochałam się w tej serii bez pamięci! Dawno z taką szybkością nie pochłaniałam kolejnych tomów. Zawsze fascynowała mnie mitologia zarówno grecka jak i nordycka - Ci bogowie, te fantastyczne stworzenia! Ale dotarło do mnie, że bardzo mało wiem o naszej rodzimej słowiańskiej kulturze, a przecież jest ona równie interesująca. Nie myliłam się 💙
Seria "Kwiat paproci" przedstawia nam współczesną Polskę z małą, drobną różnicą - Mieszko I nigdy nie dopuścił naszego kraju do chrztu. W związku z tym na porządku dziennym jest obchodzenia Nocy Kupały czy Dziadów. Jesteśmy więc państwem świeckim! Ludzie wierzą w słowiańskich bogów - Świtowida, Welesa, Swarożyca oraz wielu innych. Między tymi cudami żyje Gosia która z całego serca chce zostać prawdziwą lekarką ale ku swojej udręce musi odbyć roczny staż u wiejskiej Szeptuchy - znachorki, która leczy ludzi ziółkami i tańcami na golasa w pełni księżyca. Wyobrażacie sobie radość sceptycznej Gosi? Na miejscu okazuje się jednak, że bogowie mają co do niej pewne plany...
POLECAM!




MANGA:

Fushigi Yuugi 1-13 - Yū Watase 
Manga u nas znana również pt. "Tajemnica przeszłości". Po dziś dzień dziękuje losowi, że te X lat temu włączyłam kanał Hyper (kojarzycie nieistniejący już kanał z bajkami Mini Max? Po godzinie 20 czy 21 zamieniał się właśnie w Hyper) i trafiłam na pierwszy odcinek anime "Fushigi Yuugi". Przepadłam z miejsca. Jako, że wychowałam się na "Czarodziejce z księżyca" to wprost uwielbiałam typowo dziewczyńskim anime.
Miaka i jej przyjaciółka Yui pewnego dnia natrafiają na starą, magiczną księgę opowiadającą historię konfliktu politycznego czterech państw. Ratunek może przynieść jedynie przywołanie jednego z mistycznych bóstw ale by tego dokonać, lokalna kapłanka musi odnaleźć wszystkich swoich wojowników. Dziewczęta wbrew woli zostają wciągnięte do książki gdzie czeka je wiele przygód, radości i smutków, które wystawiają na próbę ich przyjaźń.
Cudownie było po latach powrócić do tej historii :)



Death Note 1-5 - Tsugumi Ohba, Takeshi Obata
Tym razem również najpierw oglądałam anime a dopiero po latach zabrałam się za mangę - ale lepiej późno niż wcale! W końcu "Death note" to klasyka klasyków.
Znudzony swoim monotonnym życiem Ryūk (Bóg Śmierci) upuszcza na Ziemię czarny, niepozorny notatnik. Zostaje on odnaleziony przez Lighta, bystrego licealistę, który dość szybko odkrywa niezwykłą moc notatnika - jego właściciel może zabić dowolną osobę na świecie (dopóki wie jak dana osoba wygląda) poprzez wpisanie do niego jej imienia i nazwiska. Chłopak za punkt honoru obiera sobie oczyszczenia świata z różnego rodzaju zwyrodnialców i zbrodniarzy - niestety jego poczynaniami zaczyna interesować się policja. Light aby pozostać w ukryciu musi podjąć wiele moralnie dyskusyjnych decyzji... Do tego na głowę zwala mu się sam Ryūk, który jest zafascynowany poczynaniami nowego właściciela notatnika.




Teraz nie pozostało mi już nic innego jak zabrać się powoli za podsumowanie maja!
Dajcie znać czy czytaliście którąś z wymienionych przeze mnie pozycji - a fanów mangi i anime gorąco zachęcam do polecenia mi swoich ulubionych tytułów :)

Powiedz mi szczerze TAG

Powiedz mi szczerze TAG


Witam, witam - rozsiądźcie się wygodnie, zapraszam.
Na ogół nie przepadam za robieniem tagów, chociaż bardzo lubię tego typu posty u innych - tym razem postanowiłam się skusić bo pytania bardzo przypadły mi do gustu i wydaje mi się że będzie to dobry sposób na przemycenie kilku poleceń, a przy okazji będziecie mogli poznać mnie odrobinę lepiej.
Tag perfidnie skradłam Toukie z Książkowej Przystani, więc zachęcam Was do zapoznania się z jej odpowiedziami na poniższe pytania :)




1. Książka, która mieszka na Twojej półce najdłużej?
Aktualnie będą to "Służące" - Kathryn Stockett razem z kilkoma innymi książkami które kupiłam w
tym samym czasie i przetransportowałam je ze sobą podczas wyprowadzki z kraju. Jestem przekonana, że gdzieś w piwnicy mojego rodzinnego domu leżą jeszcze starsze książki ale nie będę oszukiwać bo nie ma ich ze mną.
Swoją drogą "Służące" to jedna z moich ulubionych książek wszech czasów, polecam!

2. Co czytasz obecnie? Jaką książkę przeczytałaś ostatnio? Jaka czeka na Ciebie w kolejce?
Aktualnie pooowoli kończę "Ptaki ciernistych krzewów" autorstwa Colleen McCullough. Powieść ta bardzo przypadła mi do gustu, czytałam wcześniej inną książkę tej autorki więc wiedziałam czego się spodziewać ALE... historia jest bezsensownie rozwleczona. Sama fabuła jest bardzo ciekawa ale uważam, że książka mogłaby być krótsza o jakieś 150 stron i na pewno nikt by na tym nie ucierpiał.

Wcześniej jakimś cudem udało mi się wytrwać do końca "Mojej najdroższej" - Gabriela Tallenta - niestety ale bardzo się zawiodłam, pozycja kompletnie nie dla mnie. Miałam co do tej książki bardzo wysokie oczekiwania ze względu na wszystkie "achy" i "ochy" które do mnie dotarły - po raz kolejny w takiej sytuacji okazało się, że jestem w mniejszości.

Zazwyczaj nie planuję sobie tego co bede czytać ale dość niedawno wyszedł ostatni tom z serii "Kwiat Paproci", czyli "Przesilenie" - Katarzyny Bereniki Miszczuk więc mam nadzieję, że sięgnę po nią jeszcze dzisiaj :)




3. Jaką książkę wszyscy kochają, a Ty jej nienawidzisz?
Umówmy się - nienawiść to dość duże słowo i nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł pałać tego typu uczuciami do książki. Uznajmy więc że za książką nie przepadam, nie podobała mi się i nie rozumiem jej fenomenu. Ciężko mi również stwierdzić czy WSZYSCY ją kochają, chociaż muszę przyznać że książka ma zdecydowanie więcej zwolenników niż przeciwników. Mowa tu o Małym Życiu - Hanya Yanagihara

4. Jaką książkę wciąż powtarzasz sobie, że przeczytasz, ale sama dobrze wiesz, że tego nie zrobisz?
O serii "Outlander" usłyszałam lata temu, dzięki jednej z amerykańskich booktuberek, która wręcz rozpływała się nad historią opisaną przez Dianę Gabaldon. Główna bohaterka podróżuje w czasie? Czego chcieć więcej? Teoretycznie niczego ale praktycznie... 8 tomów. O-S-I-E-M - w dodatku nikt nie powiedział, że seria dobiegła końca. Kilka dni temu stwierdziłam, że się poddaję i w końcu bez wyrzutów sumienia będę mogła zabrać się za serial z którym tak długo zwlekałam.

5. Jaką książkę planujesz przeczytać na emeryturze?
Nie wiem jak do tego doszło ale w którymś momencie życia dotarła do mnie informacja że Ulisses - Jamesa Joyce'a jest wybitnie ambitną książką którą zachwycają się tylko hipsterzy którzy nic z niej nie rozumieją oraz profesorowie filozofii którzy podobno wiedzą o co chodzi ale nie potrafią ubrać tego w słowa. Książka już od jakiegoś czasu gości na moim regale wiec tylko czekać na upragniona emeryturę - za jakieś 40 lat będzie recenzja ;)




6. Odwieczny problem z ostatnią stroną – czytasz od razu czy spokojnie czekasz na to, jak skończysz całą książkę?
Nie, nie i jeszcze raz NIE. Ludzie, co jest z Wami?! Jak można czytać ostatnia stronę?! :O
Toż to zbrodnia!

7. Przedmowy, posłowia, wprowadzenia – są potrzebne czy to tylko marnowanie czasu i papieru?
Przedmowy, posłowia, podziękowania i różne tego typu sytuacje są moim zdaniem zbędne i baaaardzo rzadko je czytam. 
Za to wprowadzenia, prologi i epilogi jak najbardziej tak, ale tylko wtedy kiedy autor potrafi umiejętnie wykorzystać taki zabieg bo kilkakrotnie spotkałam się z prologiem który był tak przepełniony spoilerami że odeszła mi ochota na czytanie...

8. Z jakim bohaterem książkowym chciałabyś zamienić się na życia?
Pierwsze co przyszło mi do głowy to Harry Potter bo pochodzi on ze świata który najbardziej mnie pociąga ale czy ja aby na pewno chcę co roku zmagać się z Voldemortem? No nie sądzę...
Dlatego myślę że z chęcią zamieniłabym się z Anią z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery na kilka dni, to musiałoby być bardzo ciekawe przeżycie, no i... spotkałabym Gilberta 💙

9. Czy masz jakąś książkę, którą wiążesz ze szczególnym okresem w swoim życiu?
Był czas w moim życiu kiedy szkoła była zła, świat był zły a rodzice to już w ogóle byli NAJ-GOR-SI - wtedy w moje ręce trafiła książka My, dzieci z Dworca Zoo - Christiane F. i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Teraz z uśmiechem na ustach wspominam tamte czasy - glany, wagary, Nirvana i tanie winka sprawiały, że wydawało mi się że jestem taaaka oryginalna i taaaka niezrozumiana przez społeczeństwo... pozostawmy to bez komentarza ;)

10. Opowiedz o książce, którą zdobyłaś w jakiś nietypowy sposób.
Nie przypominam sobie abym którąś z książek zdobyła w jakiś wybitnie ciekawy sposób. Największym 'hardcorem' było wygrzebanie książki w antykwariacie ;)

11. Jakiej książce pokazałaś najwięcej miejsc?
Z bólem serca muszę przyznać że było to W pustyni i w puszczy - Henryka Sienkiewicza. Zabrałam ją ze sobą na pewne wakacje ponieważ wiedziałam, że będzie to lekturą w nadchodzącym roku szkolnym i chciałam mieć ją z głowy. Niestety przeczytanie tej książki graniczyło z cudem, bo ta monstrualna ilość opisów przyrody sprawiała że dla dziecka ta książka była KOSZMARNA - w związku z czym czytałam ją razem z rodzicami na głos - każdy po jednym rozdziale i jakoś się udało.

  


12. Lektura szkolna, która gdy miałaś ją przeczytać, zdawała się być koszmarem, ale później ja doceniłaś?
Z przykrością stwierdzam, że taka lektura nie istnieje - jeśli lektura mi się podobała to tak zostało, a jeśli mi się nie podobała to... również tak zostało. "Chłopi" i "Krzyżacy" to moja największa zmora.

13. Książki nowe czy używane?
Teoretycznie wolę książki nowe bo ja o swoje dbam jak o najcenniejsze antyki a niestety nie każdy ma podobne podejście do tematu. Natomiast jeśli książki są w bardzo dobrym stanie, z czym coraz częściej się spotykam to czemu nie - zaoszczędzone pieniądze można wydać na kolejne książki! #zakupoholiczka

14. Czytałaś coś Dana Browna?
Nie i raczej się nie zapowiada. Na mojej półce od lat kurzy się "Kod Leonarda Da Vinci" ale cały czas czekam aż trochę 'zapomnę' film, ponieważ mam wrażenie że tę książkę czytałoby się lepiej nic o niej nie wiedząc.
Z drugiej strony jakiś czas temu oglądałam "Inferno"... koszmarnie nudny film. WIEM, że nie powinnam oceniać książki przez pryzmat filmu ale już za późno.

15. Ekranizacja, która podobała Ci się bardziej niż książka?
Bezapelacyjnie był to "Fight Club" tudzież "Podziemny krąg" - jak kto woli. UWIELBIAM film, widziałam go wiele razy i za każdym razem jestem pod ogromnym wrażeniem, może dlatego książka Chucka Palahniuka pod tym samym tytułem, była dla mnie taka rozczarowująca. Jestem pewna, że gdybym nie oglądała wcześniej filmu to z książki nie zrozumiałabym kompletnie NIC. Była napisana bardzo chaotycznie ale trzeba przyznać, że fabuła jest powiedzmy... dość skomplikowana przez co wydaje mi się, że łatwiej było to przedstawić na ekranie.

16. Czy czytałaś kiedyś książkę, która sprawiła, że poczułaś się głodna?
O dziwo nie. Uwielbiam różnego rodzaju programy kulinarne ale chyba jeszcze nie trafiłam na książkę w której jedzenie odgrywałoby istotną rolę.

17. Czy jest osoba, z której polecenia książki zawsze czytasz?

Jest kilka takich osób! Mimo, że nie zawsze zachwycamy się tymi samymi książkami to zazwyczaj sięgam po polecenia mojej przyjaciółki Agnieszki - w internetach znanej jako aGwer <--Śmiem również sądzić że ja i Ewa z kanału Cat Vloguje <-- mamy podobny gust czytelniczy, więc zazwyczaj kuszę się na książki które poleca.




18. Książka, która nie jest jedną z tych, po które często sięgasz, ale bardzo Ci się podobała?Zdecydowanie jest to trylogia "Millennium" - Stiega Larssona (nie uznaję kontynuacji tej serii za całość). Nie jestem fanką kryminałów i sięgam po nie dość rzadko ale po przeczytaniu "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" przepadłam kompletnie - majstersztyk!


Trochę ten tag przydługawy, nie sądzicie?
Ale co wytrwalsi na pewno wytrzymali do samego końca, za co bardzo dziękuję :)
Oczywiście do wykonania TAGu zapraszam wszystkich chętnych!

Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #3 Wiem, że nic nie wiem

Dramaty introwertyka czyli gorzkie żale #3 Wiem, że nic nie wiem


No hej. 
Czy ktoś tu jeszcze zagląda?

U mnie jak widać nastąpił dramatyczny spadek weny i blog trochę mi tu podumiera :(
Ciągle obiecuje sobie, że zabiorę się za recenzje (bo musze przyznać, że na szczęście z czytaniem idzie mi całkiem nieźle) a jak to wygląda w rzeczywistości każdy widzi.
Czy wspominałam kiedyś, że nie znoszę robić zdjęć na bloga? Na prawdę próbowałam... Przysięgam! Ale to wymaga ode mnie tyle skupienia i czasu i... nie lubię no. Robię mega syf, zajmuje mi to pół dnia a na koniec i tak nie jestem zadowolona. Jak zapewne się domyślacie to jest jenym z powodów dla których dodawanie postów idzie mi tak mozolnie.
Cały czas dumam nad tym jak to obejść ale nie chciałabym pisać recenzji do których dodawałabym tylko zdjęcie okładki z neta - nie chcę nikogo obrazić ale dla mnie to wygląda dość słabo i nie chciałabym praktykować tego u siebie.


Za to dodawanie postów raz na miesiąc najwidoczniej jest już według mnie zupełnie OK 💙
Dumałam tak intensywnie, że zaczęłam się nawet zastawiać nad nagrywaniem filmików na YouTube - byle nie musieć robić tych cholernych zdjęć ;) Może nie jest to taki straszny pomysł?
Oglądalibyście, czy wolicie posty na blogu?

Dajcie mi znać czy tylko ja mam takie 'problemy pierwszego świata' bo o ile blog w założeniu miał być moim hobby i czymś na oderwanie się to ostatnimi czasy zaczynam mieć małe wyrzuty (*fenks Katarzyno!) sumienia że go tak bezczelnie porzuciłam...
HELP!


Powrót do tajemniczego ogrodu - Holly Webb, tak się powinno pisać kontynuacje

Powrót do tajemniczego ogrodu - Holly Webb, tak się powinno pisać kontynuacje


Jeśli ktokolwiek z Was czytał "Tajemniczy ogród" to jestem przekonana, że miało to miejsce w stosunkowo wczesnym dzieciństwie, zwłaszcza jeśli trafił się Wam jako lektura szkolna - u mnie natomiast wyglądało to odrobinę inaczej.
Ja swoją przygodę z Mary i jej cudownym ogrodem miałam przyjemność odbyć 2 lata temu, chociaż naturalnie wiedziałam o czym jest ta książka i mimo iż pamiętam to jak przez mgłę - na pewno oglądałam ekranizację.
Nie wiem jakie byłby moje odczucia co do "Tajemniczego ogrodu" te 15 lat temu ale teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Frances H. Burnett ma na swoim koncie kawał dobrej literatury dziecięcej.


Jak tylko dowiedziałam się, że ktoś pokusił się na sequel tak uwielbianego i znanego klasyka byłam nieco zaniepokojona, bo bądźmy ze sobą szczerzy - to mało kiedy kończy się dobrze. Na szczęście tym razem możemy odetchnąć z ulgą bo Holly Webb sprostała zadaniu i moim zdaniem napisała jedną z lepszych kontynuacji (która nie jest częścią serii) jaką kiedykolwiek czytałam.

Mamy rok 1939, nad Londynem wisi widmo wojny które sprawia, że mała Emmie oraz pozostałe dzieci z sierocińca w którym się wychowuje zostają ewakuowane z miasta. Opiekunki lokują swoich podopiecznych w starej posiadłości Misselthwaite, w której mają przeczekać zapowiadane bombardowania.
Emmie (którą notorycznie nazywałam Emmą albo Amy) jest bystra i dociekliwa, dlatego gdy znajduję stary pamiętnik prowadzony przez dziewczynkę, która mieszkała w jej pokoju 20 lat wcześniej, nie zwleka ani chwili!
Samotna i pozbawiona towarzyszy zabaw, znajduję w autorce przyjaciółkę, która dzieli się z nią największymi sekretami... również tymi jak zakraść się do najpiękniejszego ogrodu w całej Anglii. Lecz to nie ogród robi na Emmie największe wrażenia, a fakt że rozkapryszony i naburmuszony syn państwa Craven - Jack, wbrew wszelkim oczekiwaniom zaprzyjaźnia się własnie z nią...


Nie będę kłamać - fabuła książki momentami do złudzeni przypomina "Tajemniczy ogród" ale przyznam szczerze że kompletnie mi to nie przeszkadzało. Emmie i Mary miały ze sobą wiele wspólnego ale jako że są bardzo dobrze napisanymi bohaterkami to obie książki czytałam z taką samą przyjemnością i nie nudziłam się nawet przez chwilę.
Za oknami nadeszła wiosna, wszystko budzi się do życia więc "Powrót do tajemniczego ogrodu" jest idealną lekturą na tę porę roku. To jak autorka przedstawia tytułowy ogród... aż miałam ochotę przysiąść na chwilę wśród tych pięknych kwiatów i drzew. Z książką oczywiście ;)


Mieliście keidyś styczność z Frances H. Burnett? Jeśli nie był to "Tajemniczy ogród", to może w wasze ręce wpadła "Mała księżniczka"?

Przybij 5! Ulubione książki dla dzieci (i nie tylko)

Przybij 5! Ulubione książki dla dzieci (i nie tylko)


Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że mam 28 lat i jestem dorosłą, samodzielną kobietą i być może nie 'powinnam' czytać już (tak często) książek dla dzieci. Ale bycie dorosłym rządzi się swoimi prawami - można zjeść pączka na śniadanie, przesiedzieć cały czwartek w piżamie i... czytać wszystko to na co mamy ochotę :)
Zauważyłam, że im jestem starsza tym chętniej wracam do książek z mojego dzieciństwa oraz sięgam po propozycje dla najmłodszych których nigdy wcześniej nie czytałam. Moja mam zawsze powtarzała, że człowiek z wiekiem dziecinnieje - coś musi w tym być. Słuchajcie się mamy bo ona ma racje!
Tym razem moja lista na pewno nie będzie dla nikogo odkrywcza, jestem przekonana że każdy z Was miał styczność (mniej lub bardziej) z każdym z tych tytułów ale jest to zestawienie książek najbliższych mojemu sercu i nic nie mogło zostać pominięte.

1. Harry Potter i Książę Półkrwi - J. K. Rowling
No co jak co ale o Harrym Potrze to na pewno nikt nie słyszał, więc już tłumaczę:
Przy ulicy Privet Drive 4 żył sobie chłopiec który pewnego dnia dowiaduje się, że jest czaro... Żartowałam!
Jestem pokoleniem Harrego Pottera. Dorastałam razem z nim, wyczekiwałam na kolejne tomy i popadłam w czarną rozpacz gdy po raz pierwszy przeczytałam ostatnią stronę Insygniów Śmierci i dotarło do mnie że oto moja przygoda dobiegła końca. Kocham Harrego całym sercem i wiem, że nigdy w życiu nie uda mi się przeczytać nic co zajmie jego miejsce (Saga Pieśni Lodu i Ognia jest BARDZO blisko). Wiem, że wiele osób nie rozumie fenomenu Harrego i nie uważają żeby cała seria była jakimś dziełem sztuki - w porządku (to znaczy nie - NIE w porządku ale niech Wam będzie). Wiem, że moja ocena nie może być obiektywna bo Harry to spory kawał mojego dzieciństwa i nie potrafię tych elementów od siebie oddzielić. Jak na prawdziwego czuba przystało, czytam całą serię średnio raz na dwa lata. Czasem częściej bo dla mnie Harry jest idealną książką na rozruch, kiedy nie mam na nic ochoty, żadna książka mi nie pasuje czyli tak zwany książkowy kac - Harry w rękę (dowolna część, znam je na pamięć) i do przodu.
Aktualnie od paru lat moją ulubioną częścią jest Książę Półkrwi ale zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania! ;) (skracałam ten tekst jakieś 3 razy)



2. Ania z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery
Ona Ania, ja Ania - to się musiało udać. Jeśli jesteście dzieckiem a bohaterka książki jest zabawna, ciągle popada w tarapaty i ma najróżniejsze przygody A DO TEGO macie tak samo na imię to musi być miłość. Pamiętam, że pierwszy raz czytałam tą książkę leżąc chora w domu, wiedziałam że będzie zaraz przerabiana w szkole więc stwierdziłam, że lepiej poczytać niż bezsensownie oglądać bajki  mama mi kazała. Teraz z perspektywy osoby dorosłej nie do końca rozumiem moją fascynację tą książką bo mała Ania była WYBITNIE irytującym dzieckiem z tymi swoimi poetyckimi wywodami i mądrościami a la stara ciotka. To czego jestem pewna to, to że bardzo chciałam mieszkać w takim miasteczku jak Avonlea gdzie wszyscy się znają, wszyscy się lubią, każdy każdemu pomaga - marzenie. Już będąc dorosła przeczytałam resztę serii o Ani i moja miłość tylko się pogłębiła, bo z dorosłą Anią jestem w stanie w pełni się identyfikować.
Bym zapomniała! Gilbert. Ooo tak, już pamiętam co mnie tak w tej książce urzekło ;)

A przy okazji - ktoś z Was oglądał już serial na Netflixie "Ania nie Anna"? Jeśli nie to bardzo polecam, ciekawe podejście do tej historii.


3. Mały Książę - Antoine de Saint-Exupéry
Ta pozycja wiele zmieniła w moim postrzeganiu książek i literatury jako takiej. Po przeczytaniu "Małego Księcia" byłam kompletnie oczarowana i zrozumiałam że chciałabym czytać coś więcej niż zwykłe bajki i opowiadania dla dzieci. Zachwyciło mnie ukazanie różnic w odbiorze świata między dziećmi a dorosłymi, ten tak dobrze znany słoń zjedzony przez węża będący kapeluszem. Albo baranek który jest  w pudełku dopóki go nie otworzymy (taki dziecięcy kot schrodingera). Wielokrotnie spotkałam się z negatywnymi opiniami dotyczącymi tej książki i w pełni je rozumiem - to nie jest książka dla każdego. Nie każde dziecko pokocha Małego Księcia i nie każdy dorosły zrozumie jego fenomen. Na tą książkę jest odpowiedni czas, wiek i miejsce i nie da się tego zmienić. Opowieść jest na prawdę krótka więc jeśli ktoś jeszcze nie czytał, zachęcam do podjęcia próby bo może się okazać że zmarnowaliście tyle czasu żyjąc bez tej książki.

4. Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren
Przyznać się kto czytał? Wiem, że ta książka nie była lekturą we wszystkich szkołach więc jeśli na Was nie padło - żałujcie! Przygody grupki przyjaciół mieszkających w małej szwedzkiej wiosce, które zachwyciły mnie tak bardzo że po skończeniu książki... zaczęłam czytać jeszcze raz. Jako dziecko marzyłam żeby razem z Lisą, jej braćmi oraz sąsiadami spać na sianie, łowić raki i ratować psy z rąk okrutnych właścicieli. Nawet przyznam, że trochę podkochiwałam się w Lasse, typowym niegrzecznym łobuzie. Razem z moją przyjaciółką byłyśmy załamane faktem, że mieszkamy w bloku i nie możemy wysyłać sobie liścików na sznurku jak dzieci  z Bullerbyn, które mieszkały w domkach stojących jeden obok drugiego. Postanowiłyśmy zrealizować nasz ŚWIETNY pomysł razem z koleżanką z bloku na przeciwko ale jak pewnie się już domyślacie była to kompletna klapa - kompletnie nie rozumie dlaczego...


5. Kubuś Puchatek - A. A. Milne
To chyba jedyna książka która swoją sławą przewyższa samego Harrego Pottera. Jak tu nie kochać uroczego misia o małym rozumku, pierdołowatego Prosiaczka i przemądrzałego Królika? Do tego z perspektywy czasu stwierdzam że Kłapołuchy zdecydowanie jest metaforą dorosłości w tym całym cyrku mającym miejsce w Stumilowym Lesie a Sowa to wypisz wymaluj moja sąsiadka z 3 piętra, która była przekonana że jest burmistrzem naszej klatki.
Książka jako taka pewnie nie zachwyci każdego, wydaje mi się że jest skierowana do najmłodszych chociaż przyznam że do tej pory z uśmiechem na ustach czytam Kubusiowe mruczanki które w gruncie rzeczy nie mają NAJMNIEJSZEGO sensu :)
W ramach ciekawostki mogę zdradzić Wam coś co mi osobiście rozwaliło mózg bo nigdy o tym nie myślałam - mianowicie w wielu krajach Puchatek ma różne imiona. Wiadomo że oryginalnie jest Winnie the Pooh ale co to w ogóle znaczy - nie wie nikt. Nasz ‘Kubuś’ również ma z oryginałem niewiele wspólnego ale jako że wychowałam się z tym faktem, nie było to dla mnie niczym dziwnym.
Okazuje się że po duńsku mamy Petera, po litewsku Mike, norwesku Ole a szwedzku Nalle.


Ufff, dotrwaliście do końca, jestem z Was dumna! Z chęcią dowiem się, jakie książki pozwalają Wam cofnąć się do najmłodszych lat?


PODSUMOWANIE MARCA

PODSUMOWANIE MARCA

Nie. Nie zawieszam bloga.
Tak. Wiem, że jestem najgorszą blogerką EVER...
0 postów w marcu. Słownie: ZERO postów w marcu.
Szczerze mówiąc nie mam nawet za dobrej wymówki bo z czytaniem nie szło mi jakoś strasznie ale niestety recenzowanie odpuściłam sobie kompletnie. Mogłabym tłumaczyć się bez końca <3
A to kurs na prawo jazdy, a to odwiedziny mamy - dodatkowo rozchorowałam się tuż przed Wielkanocą a jedzenie samo się nie przygotuje... istny horror. 

Nie zmienia to faktu, że jest mi bardzo miło iż dopytywaliście się o to co się ze mną dzieje - na blogu, w mailach i na instragramie :)
Żyję i mam się dobrze!
W dodatku obiecuję poprawę w kwietniu, zamówiłam niedawno kosmiczne ilości książek a to do czegoś zobowiązuje.


Tymczasem zapraszam Was na moje skromne podsumowanie - tym razem przeczytałam jedynie 8 książek, ale nawet ja nie będę się czepiać, bo to był bardzo zwariowany miesiąc.

Kronika zapowiedzianej śmierci - Gabriel Garcia Marquez
Dzięki tej krótkiej książeczce jakimś cudem udało mi się przeczytać cokolwiek z literatury klasycznej w marcu... Parokrotnie podchodziłam do "Stu lat samotności" i kompletnie mi nie szło - dopiero miłośnicy Marqueza polecili mi zacząć moją przygodę właśnie od "Kroniki..." i była to bardzo udana próba. Urzekł mnie styl autora, narracja i sam pomysł na książkę. 
Santiago Nasar - zarozumiały i przekonany o swojej wyższości człowiek (choć o dziwo wzbudzał moja sympatię) zostaje zamordowany. Początkowo zbrodnia ta nie ma najmniejszego sensu lecz z czasem gdy poznajemy coraz to więcej szczegółów wszystko układa się w jedną, logiczną całość. Majstersztyk!

Śpiew kukułki - Frances Hardinge
Po tej książce rozpoczął się mój problem z recenzjami w marcu. Ta książka jest tak dziwna, że nie mam pojęcia co mam o niej w ogóle napisać. Co to za gatunek w ogóle?
Horror? Czasem miałam ciary na plecach.
Kryminał? Definitywnie mamy zagadkę do rozwiązania.
Fantastyka? Jak najbardziej, niewiarygodne goni niemożliwe.
Literatura dziecięca? Teoretycznie TAK...
Z jednej strony byłam zachwycona ale z drugiej strony chwilami czułam się zagubiona w fabule, akcja toczyła się bardzo szybko a ja miałam wrażenie że nie nadążam. "Śpiew kukułki" przepełniony jest magią a ja nie mogłam pozbyć się wrażenia że ten świat powinien zostać nam lepiej przedstawiony, może wtedy byłoby łatwiej.
Wybaczcie ale na prawdę nie wiem jak opowiedzieć o tej książce ale możecie uznać że jest to najlepszą formą polecenia bo uważam że każdy powinien po nią sięgnąć i przekonać się na własnej skórze o co mi chodzi.

Kłopot z Henrym, problem z Zoe - Andy Jones
Typowa obyczajówka z wątkiem romantycznym.
Zoe tkwi w związku który z roku na rok coraz mniej przypomina to czym był na początku. Nie dogaduje się z chłopakiem i ma wrażenie że wszystko powoli się psuje i nikomu nie chce się już niczego naprawiać.
Henry lada dzień bierze ślub - szkoda tylko że z dziewczyną którą bardziej kochają jego rodzice niż on sam. 
Tak, dobrze zgadliście - w pewnym momencie ścieżki Henrego i Zoe się przetną ale niestety stanie się to w najmniej odpowiednim momencie.
Książka nie jest schematyczna a bohaterowie są bardzo rzeczywiści - jeśli chodzi o tego typu książki to mi nic więcej nie potrzeba.

Blankets. Pod śnieżną kołderką - Craig Thompson
"Blankets" to autobiograficzna powieść graficzna która wciąga od pierwszej strony. Autor opowiada nam o swoim dzieciństwie, surowych rodzicach, perypetiach z młodszym bratem oraz o tym jak trudne potrafi być dorastanie. Po przeczytaniu tej pozycji dość długo myślałam o tym jaki wpływ na całe nasze życie ma dzieciństwo. To jak zostaliśmy wychowani, to jak rodzice odnosili się do nas czy do siebie nawzajem. Okazuje się że czasem jakieś drobne sprzeczki czy nieporozumienia potrafią pozostawić w nas ślad na długie lata mimo że nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Wyczekuję na inne tytuły tego autora bo muszę przyznać, że nie jest łatwo mnie zaintrygować a tutaj udało się to w 100%.

More happy than not - Adam Silvera
Stanowczo odmawiam używania polskiego tytułu tej książki! Wiem, że zazwyczaj wszyscy narzekają że tłumaczenia pozostawiają wiele do życzenia i całkowicie zmieniają znaczenie tytułu filmu bądź książki ale tym razem ta dosłowność brzmi kretyńsko - "Bardziej szczęśliwy niż nie"... serio?
Po 1. Książka wybitnie przereklamowana. DOBRA ale przereklamowana.
Po 2. Mam wrażenie że jeśli książka posiada wątek LGBT to z miejsca wszyscy są nią bezgranicznie zachwyceni - często bezpodstawnie.
Nie chcę niczego spoilerować ale moim zdaniem tutaj ten wątek homoseksualny nie był najlepszy. Wszystko zostało rozegrane bardzo dziwnie, niezręcznie i troszkę na siłę. Może ja jestem już jednak za stara na młodzieżówki tego typu?
Po "Tamte dni, tamte noce" wszystko jest jakieś 'bez sensu' ;)


Żółwie aż do końca - John Green
Green jest moim kamieniem w bucie. Niby mnie uwiera ale czasem jakoś można z nim wytrzymać. Uczciwiej byłoby napisać że najzwyczajniej w świecie nie przepadam za tym autorem - "Gwiazd naszych wina" całkiem mnie urzekła, chociaż im jestem starsza i więcej czytam tym coraz mniej mi się ta książka podoba. Potem było już coraz gorzej. "Szukając Alaski", "Papierowe miasta", "19 razy Katherin" N-O-P-E.
Dlatego niespodzianką powinien być fakt że tym razem... nie było źle. Serio, całkiem dobra młodzieżówka. Szok :O
Żeby nie było tak kolorowo, to jak na Greena przystało - główna bohaterka jest TRAGICZNA. Koszmarna. Drama goni dramę, jest zrozpaczonym pępkiem świata a cały wszechświat działa przeciwko niej. Aza jest równie beznadziejna co Hannah Baker z "13 powodów" i Holden z "Buszującego w zbożu". Moja złota trójca 'ulubieńców' <3
MIMO tej drobnej niedogodności książkę zaliczam na PLUS.

Chłopak z innej bajki - Kasie West
Biedna dziewczyna zakochuje się w obrzydliwie bogatym chłopaku który kompletnie przypadkiem nie jest zadufanym w sobie dupkiem tylko uroczym i dobrze wychowanym, chodzącym ideałem.
Do tego szalona najlepsza przyjaciółka i matka która nie chce rozmawiać o ojcu. Na końcu okazuje się, że nic nie jest takie jak się początkowo wydawało.
KONIEC.
Najkrótsza recenzja w historii blogowania!
Wiecie przecież, że książki Kasie West są łatwe, proste i przyjemne - nie można więc oczekiwać strawy dla intelektu, ambitnych treści i filozoficznych rozważań.
Ja osobiście byłam zadowolona, czytało mi się dobrze bo książka mimo pewnej schematyczności była bardzo przyjemna i dobrze napisana.

Słodko-gorzkie życie - Colleen McCullough
Męczyłam się z tą książką odrobinę dłużej niż powinnam. Z jednej strony bardzo mi się podobała bo akcja toczy się w Australii tuż przed wybuchem II WŚ - czyli moje ulubione tło jeśli chodzi o książki obyczajowe. Dodatkowo głównymi bohaterkami są 4 siostry - naturalnie każda ma zupełnie inny charakter, podejmują różne decyzje przez co ich kariery i życie rodzinne wyglądają całkowicie odmiennie. Wszystko super ale... Ale można było wyciągnąć z tej książki więcej. Niektórym siostrom poświęcono więcej uwagi niż innym i mam wrażenie że cała historia została ucięta, zakończona w pośpiechu i trochę bez polotu. Nie mogę powiedzieć, że książka jest zła bo bym skłamała ale spodziewałam się czegoś lepszego, zwłaszcza że początek był świetny a same bohaterki rewelacyjne.


Uff! Musze przyznać, że po tak długiej przerwie nie było łatwo złożyć tego posta do kupy. Zwłaszcza gdy nie pamięta się połowy książek które się przeczytało... Ale jak już wspominałam wyżej - w kwietniu będzie lepiej! Przede wszystkim postaram się recenzować na bierząco wszystkie książki które przeczytam.
Niedługo również nadrobię zaległości na Waszych blogach - nie mogę się doczekać aż zobaczę co polecacie tym razem :)


PODSUMOWANIE LUTEGO

PODSUMOWANIE LUTEGO

Nie żebym chciała się chwalić ale luty był na prawdę owocnym miesiącem! :)
Dzięki temu że nie zmuszałam się kompletnie do niczego (czytelniczo bo wstawanie do pracy o 5 rano w dalszym ciągu idzie mi dość opornie) udało mi się przeczytać 15 pozycji - chociaż nie wiem czy ta liczba jest odpowiednia bo nie do końca wiem jak liczyć powieści graficzne/komiksy... ale czy to ważne?Przyznam, że jestem z siebie dość dumna i to nie ze względu na ilość przeczytanych pozycji ale na ilość napisanych recenzji (chociaż naturalnie i tak mogło być lepiej...) Do tej pory znaczna większość przeczytanych przeze mnie książek nie doczekiwała się osobnych wpisów za to w tym miesiącu wypadło to już całkiem dobrze, oby tak dalej.

Jak będziecie mogli zauważyć, luty był dla mnie miesiącem powrotu do czytania powieści graficznych. Już zdążyłam zapomnieć o tym jakie to przyjemne, więc jeśli macie mi do polecenia jakieś tytuły to zapraszam bo jestem na fali :)


Tamte dni, tamte noce - André Aciman
Recenzja na blogu: TAMTE DNI, TAMTE NOCE
Ja nie wiem czy mam w tym temacie coś jeszcze do powiedzenia. Czuję że ta książka będzie moim numerem 1 w tym roku - jestem kompletnie oczarowana. Cudowna historia, świetni bohaterowie i ten język... poezja.
Kilka dni temu miałam okazję w końcu obejrzeć ekranizację i również skradła moje serce. Zdjęcia do filmu są przepiękne, obsada wprost idealna a od muzyki nie mogę się uwolnić. Trzymam kciuki na Oskarach.

Mitologia nordycka - Neil Gaiman
Recenzja na blogu: MITOLOGIA NORDYCKA
Gaiman po raz kolejny pokazał, że czegokolwiek się nie dotknie to 'robi to dobrze'. Wydaje mi się, że kiedy dochodzicie do wniosku że chcielibyście, żeby książka była DŁUŻSZA to chyba jest coś na rzeczy, prawda? Nie pogniewałabym się gdyby Gaiman pokusił się o drugą część albo jakieś uzupełnienie tych mitów bo czuję niedosyt.

Uroczysko I - Colin Meloy
Recenzja na blogu: UROCZYSKO
Mieszanka "Baśnioboru" i "Opowieści w Narnii" z zadziorną Prudencją w roli głównej była tym czego było mi trzeba po czytelniczym zastoju który dopadł mnie w styczniu. Przygoda goni przygodę, świetnie wykreowany świat i zabawni bohaterowie którzy mimo młodego wieku nie boją się stawić czoła najniebezpieczniejszym wyzwaniom. Już wkrótce zabieram się za kolejne tomy "uroczyska".

Ostatnie dni Królika - Anna McPartlin
Recenzja na blogu: OSTATNIE DNI KRÓLIKA
Sama już nie wiem co o tej książce myślę, moim zdaniem wpada dość blado na tle innych książek (tych które czytałam naturalnie) z motywem śmierci/śmiertelnej choroby. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę i na dobra sprawę żadnej z bohaterów jakoś specjalnie mnie nie obchodził. Książka nie jest zła, ale jak ktoś szanuje swój czas to proponuję dać sobie na wstrzymanie.

Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin
Recenzja na blogu: RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW
Dobrze było wrócić do Westeros po takie długiej przerwie! Muszę przyznać, że gdyby parę lat temu ktoś powiedział mi że spodobają mi się historię o walecznych rycerzach, turniejach i zagubionych książętach to zaczęłabym się śmiać i nigdy nie przestała. Jednak Martin jest dobry w tym co robi i każda książka w której macza palce wciąga już od pierwszej strony :)

Ogień, który ich spala - Brittainy C. Cherry
Krótki wpis na blogu: OGIEŃ, KTÓRY ICH SPALA
Tym razem Brittainy się nie popisała, użyła wszystkich wyświechtanych motywów literackich które można umieścić w książce tego typu. Grzeczna dziewczynka, zbuntowany chłopak, uzależnienia, śmiertelna choroba. długo by wymieniać...

Rok 1984 - George Orwell
Wybaczcie ale nie wiem co tu napisać tak naprawdę, nie wyrobiłam się z recenzją w tym miesiącu ale mam zamiar to nadrobić bo ta ciężka była tak dziwna, ciężka i skomplikowana że muszę ją przetrawić. Na tę chwilę mogę tylko powiedzieć, że zachwytów niestety nie było.

Harry Potter i Komnata Tajemnic - J. K. Rowling
Tym razem ilustrowana wersja. Doszłam do wniosku, że książki nie mogą tak leżeć nieczytane a  jeśli chodzi o Harrego to mi nie trzeba dwa razy powtarzać - przeczytałam za jednym posiedzeniem.
Jim Kay jest mistrzem, ilustracje są rewelacyjne i bardzo umilają czas spędzony z książką. Szkoda że na "Czarę Ognia" trzeba czekać aż do przyszłego roku :(

Paper Girls I-IV - Brian K. Vaughan, Cliff Chiang
Niestety nie wiem już teraz komu dziękować ale na jednym z blogów ktoś polecał tą serię opowiadań graficznych i jestem bardzo wdzięczna! Doskonale znam "Sagę" tego autora więc z ogromną przyjemnością sięgnęłam na jego kolejne dzieło.
Akcja może odrobinę przypominać serial "Stranger things", zwłaszcza dzięki klimatowi lat 80. Pewnego poranka, czwórka dziewcząt rozwożących gazety zupełnie przypadkiem pakuje się w niezłe tarapaty znajdując w piwnicy maszynę do przenoszenia się w czasie. Przygoda goni przygodę!
BAAARDZO polecam fanom fantastyki, lekkiego sci-fi oraz oczywiście komiksów, ja wszystkie 4 tomy wciągnęłam praktycznie 'na raz', teraz pozostało mi czekanie :)

Harry Potter. Podróż przez historię magii - J. K. Rowling
Krótki wpis na blogu: PODRÓŻ PRZEZ HISTORIĘ MAGII
Nie chcę się nawet rozpisywać - gdyby nie to że uwielbiam Harrego Pottera nad życie i cieszy mnie posiadanie pierdół które dotyczą tego uniwersum to uznałabym że wyrzuciłam pieniądze w błoto.

Through the Woods - Emily Carroll
Kolejna powieść graficzna która 'przytrafiła' mi się w lutym, z czego bardzo się cieszę. Widziałam, że dość niedawno została wydana w języku polskim, więc może ktoś się skusi :)
Uprzejmie informuję że to dla tych którzy lubią się bać - ten zbiór opowiadań zakwalifikowana jest do horrorów i grozy szeroko pojętej ale ja patrzę na to z przymrużeniem oka bo mimo iż momentami na prawdę miałam ciarki na plecach to brakowało mi zakończeń tych historii. Kilka z nich na prawdę miało potencjał i byłoby rewelacyjne gdyby autorka pokusiła się na więcej stron. Wiem że czasem niedopowiedzenia czy urwanie zdania w połowie mogą budować napięcie i generować strach ALE mogło być ciut lepiej. Mimo drobnych minusów polecam Wam "Through the Woods" bo grafiki są świetne, dodatkowo ja do najstrachliwszych osób na świecie nie należę a powiedziałabym nawet że dość ciężko mnie wystraszyć - tutaj się udało.

Mleko i miód - Rupi Kaur
Krótki wpis na blogu: MLEKO I MIÓD
Nope, nope, nope. Jakby ktoś nie ogarnął za pierwszy razem to jeszcze NOPE.
Pozycja kompletnie nie dla mnie. Nie wiem co to jest za gatunek tak na prawdę bo umówmy się - koło poezji to nawet nie leżało. Trochę za prostacko, trochę za ordynarnie.


Jak może zauważyliście - w tym miesiącu nie było klasyka. Nie wiedziałam czy "Rok 1984" zalicza się do tego gatunku ale wydaje mi się że nie, więc nie będę go tam wciskać na siłę. Szkoda że zawaliłam wyzwanie już w drugim miesiącu ale mam nadzieję że w marcu się odkuję :)
Krótko i na temat #1, bo czasem mniej znaczy więcej

Krótko i na temat #1, bo czasem mniej znaczy więcej


Jeśli człowiek czyta a w dodatku czyta sporo to zupełnie normalne jest to, że raz na jakiś czas trafią się książki trochę 'słabsze' albo po prostu takie które niekoniecznie trafiają w nasz gust - takim oto sposobem powstała kolejna seria na moim blogu czyli Krótko i na temat. Pamiętajcie - nie mówię, że te książki są ZŁE! One są po prostu 'meh' - do przeczytania ale bez fajerwerków.
Już kiedyś wspominałam, że od dawna nie przeczytałam czegoś co by mi się kompletnie nie podobało, bo nabyłam bardzo przydatną umiejętność - odpuszczanie. Jeśli książka mnie nie wciąga, coś mi w niej nie leży to po prostu szukam innej bo nie lubię marnować czasu w sposób który nie sprawia mi przyjemności.
Nie twierdzę, że są książki 'nie zasługujące' na osobny post ale... no ale są ;) 
Jako że marudzenie jest jednym z moich ulubionych zajęć a grumpy cat 😼 jest moim spirit animal to nie mogę odmówić sobie przyjemności podzielenia się z wami tym co mi się w książkach ewentualnie nie podobało
#marudzeniejestcnotą

Ogień, który ich spala - Brittainy C. Cherry
Zdecydowanie najsłabsza część serii "Żywioły". Ostrzegano mnie że tym razem historia nie jest zachwycająca więc celowo ten tom trafił w moje ręce jako ostatni mimo iż oficjalnie jest drugi w kolejności.
O ile pozostałe tomy są na prawdę dobre (w swoim gatunku) to tutaj schematy aż biją po oczach. Osobiście wychodzę z założenia, że w schematach nie ma nic złego jeśli są wykorzystane w ciekawy sposób, w końcu czasem czytamy książki i szukamy motywów które dobrze znamy i lubimy.
W tym przypadku po prostu nie wyszło, odniosłam wrażenie że autorka najzwyczajniej w świecie - nie postarała się, przez co mamy kolejną książkę o grzecznej i ułożonej dziewczynie z dobrego domu, która zakochuje się skrzywdzonemu przez życie chłopakowi z patologicznej rodziny. Dramat goni dramat a co gorsza jesteśmy w stanie przewidzieć każdy 'niespodziewany' zwrot akcji z którym mamy do czynienia.
"Ogień, który ich spala" to książka na jeden wieczór - czyta się szybko i przyjemnie ale nie uciekniemy od wrażenia że "już to kiedyś czytaliśmy".


Harry Potter. Podróż przez historię magii - J. K. Rowling
Tak, ja tez do  końca nie wierzę że umieściłam tutaj książkę ze świata Harrego Pottera ale nawet jako psycho-fanka muszę stwierdzić że wypadło to dość słabo. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta książka niekoniecznie miała wnieść coś nowego, jest raczej takim mini zbiorem informacji na temat magii zarówno ze świata czarodziejów jak i naszego - mugolskiego, czyli tarot, amulety i tym podobne.
Oczywiście tym co zwróci uwagę miłośników serii są autorskie rysunki Rowling, jej notatki, schematy którymi posiłkowała się podczas kreowania całego magicznego świata - za co ogromny plus.
Ale to tyle. Mnie nic więcej nie zainteresowało.
Książka przepełniona jest rewelacyjnymi ilustracjami Jima Kaya ale jako, że posiadam wszystkie ilustrowane wydania Harrego Pottera to nie byłam wybitnie podekscytowana bo już to wszystko wcześniej widziałam.
Dodatkowo książka jest napisana językiem który sugeruje, że grupą docelową są dzieci, które w dodatku nie bardzo mają pojęcia na temat Hogwartu i całego świata czarodziejów. Nie zrozumcie mnie źle... ja DOSKONALE wiem że Harry Potter jest serią skierowaną do młodszych czytelników ale można było zrobić to w takie sposób żeby ludzie którzy dorastali z tymi książkami (tym bardziej, że to wydanie jubileuszowe) nie mieli poczucia zażenowania podczas lektury.
Nie żałuję, że kupiłam tę książkę bo i tak zbieram wszystko co dotyczy Harrego ale uważam że książka została wydana jedynie w celach zarobkowych i nikt specjalnie się do niej nie przyłożył.


Mleko i miód - Rupi Kaur
Po raz kolejny doszła do wniosku, że szeroko pojęta poezja chyba nie jest dla mnie.
Zdecydowana większość zachwycała się "Mlekiem i miodem", więc postanowiłam się skusić mimo że mnóstwo osób pisało że te 'wiersze' są bardzo komercyjne i prostackie. Jako totalny laik byłam zachwycona - to coś dla mnie! Może w końcu przekonam się do poezji! Może w końcu ją zrozumiem i docenię! Nope.
Pewnie po raz kolejny miałam zbyt wygórowane oczekiwania, spodziewałam się wierszy które 'poruszą moją dusze' i 'skradną moje serce' a to co dostałam było delikatnie mówiąc - niepokojące. Ja wiem, że sztuka rządzi się swoimi prawami. Rozumiem że nie musi być łatwa, prosta i przyjemna. Nie mam problemu z czytaniem o molestowaniu, nieszczęściu, smutku i toksycznych związkach. Serio. Ale zarówno te pseudo wiersze jak i krótkie historyjki były napisane... hmm... brzydkim językiem? Skoro język może być ładny/piękny to chyba przeciwieństwem będzie brzydota prawda? Książka wydana pięknie i to jej jedyna zaleta.
Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o miłości która odbiera rozum czy odrzuceniu które sprawia fizyczny ból a to wszystko napisane PRZEPIĘKNYM językiem to polecam "Tamte dni, tamte noce" Andre Acimana - to JEST sztuka.


Jakie książki ostatnio Was zawiodły?


Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin

Rycerz Siedmiu Królestw - George R. R. Martin


Dzisiaj będzie krótko.
Nie będę nikogo oszukiwać i owijać w bawełnę - jeśli nie jesteście fanami "Sagi Pieśni Lodu i Ognia", albo chociaż serialu "Gra o tron" to tak książka prawdopodobnie nie jest dla Was.
Wydaje mi się, że "Rycerz Siedmiu Królestw" może spokojnie być przeczytany przez każdego, bez wcześniejszej znajomości sagi (bądź serialu) ale nie jest to na tyle ekscytująca pozycją, żebym polecała zaczynać przygodę z Westeros własnie od niej.


Akcja książki rozpoczyna się na około 100 lat przed akcją pierwszego tomu SPLiO. Ja natomiast nie wiedzieć dlaczego byłam bardzo długo przekonana że to są opowiadania o przygodach Quentyna Martella (tej postaci nie było w serialu)."Rycerz Siedmiu Królestw" jest zbiorem trzech dość długich opowiadań o przygodach walecznego Dunka. Mężczyzna po śmierci rycerza któremu służył postanowił wybrać się w podróż aby wziąć udział w turnieju rycerskim. Zupełnie przypadkiem jego kompanem staje się mały, bezczelny i wygadany chłopczyk którego wołają Jajo. Dość szybko, bo już w pierwszym opowiadaniu dowiadujemy się że Jajo nie jest zwyczajną wałęsającą się po lesie sierotą ponieważ w tym samym czasie gdzieś w drodze z miejsca A do miejsca B 'zawieruszyła' się dwójka książąt - w tym Aegon V...
Oszczędzę Wam przeszukiwania internetów w celu odnalezienia sensownego drzewa genealogicznego Targaryenów (nie pogniewałabym się gdyby takowe znajdowało się w książce) - kojarzycie starego meastra Aemona który dokonał swojego żywota pełniąc służbę na Murze? Jajo to jego młodszy brat, który później zostanie królem całego Westeros  (pra pra dziadek Daenerys).
Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, w końcu to tylko 3 opowiadanka ale gwarantuje że miłośnicy Martina - zwłaszcza Ci którzy tak jak ja nie mogą doczekać się tych cholernych "Wichrów Zimy" będą w pełni usatysfakcjonowani (jesst! za pierwszym razem i dobrze!). Z ogromną przyjemnością powróciłam do tego świata i przyznam, że trochę się stęskniłam :)


Kto nie może doczekać się kontynuacji sagi?
Ostatnie dni królika - Anna McPartlin, jak przygotować się na nieuniknione

Ostatnie dni królika - Anna McPartlin, jak przygotować się na nieuniknione


Główna bohaterka ma raka.
Nie, nie martwcie się to nie jest żaden spoiler - wiemy to praktycznie od pierwszej strony, nikt nie robi z tego tajemnicy.
Przyznam, że miałam dość długą przerwę w czytaniu tego typu literatury bo pewnie jak większość z Was zauważyła - po "Gwiazd naszych wina" nastąpił hurtowy wysyp książek w których co najmniej jeden z bohaterów jest nieuleczalnie chory. Ten motyw pojawił się nagle w co drugiej książce dla młodzieży, bo przecież jak coś się dobrze sprzedaje to głupio byłoby z tego nie skorzystać.
Ale ja po porządnym odpoczynku zabrałam się za "Ostatnie dni Królika" bo na wielu grupach facebookowych była gorąco polecana. A "że piękna", "że wzruszająca", "że trzeba przeczytać". Mi dwa razy nie trzeba powtarzać.


Nie byłabym sobą gdybym od samego początku nie powiedziała co mnie wkurzało #marudzeniejestcnotą
Wkurzała mnie ksywka "Królik", bo tak na główną bohaterkę mówiła cała rodzina i wszyscy przyjaciele. Należy dodać, że kobieta jest po 40-stce. Ja wszystko rozumiem, tym bardziej że w książce mamy wyjaśnione że taki przydomek otrzymała w dzieciństwie i tak dalej... ale na litość boską, kto mówi tak do dorosłej kobiety? Wydawało mi się to strasznie infantylne.

Mia (nie zmusicie mnie żebym nazywała ją Królikiem) zachorowała na raka. Wbrew temu co może się wydawać, ta książka nie jest ani o samej chorobie ani o umieraniu jako takim. "Ostatnie dni Królika" są o przygotowaniu się do pożegnania z ukochaną osobą, o radzeniu sobie ze stratą. O tym jak ciężko jest się pogodzić z tym co nieuniknione oraz o niemocy która dotyka tych którzy wiedzą że muszą odejść.
Cała historia jest nam przedstawiona nie tylko z perspektywy Mii ale również jej rodziców,  12-letniej córki, rodzeństwa oraz kilkorga przyjaciół. Każda z tych osób radzi sobie z tą tragedią na swój własny sposób.
Autorka bardzo umiejętnie przeprowadza swoich bohaterów oraz nas - czytelników przez wszystkie 5 etapów żałoby:
Zaprzeczenie
Gniew
Targowanie
Depresję
Akceptację



Prawdziwą perełką jest matka głównej bohaterki która jest człowiekiem prostolinijnym, bezpośrednim i w dodatku klnie jak szewc - jej poczucie humoru rozładowywało trochę tę dość napiętą atmosferę towarzyszącą 'oczekiwaniu' na najgorsze.
Bohaterowie i ich osobiste problemy wydają się być bardzo realni, myślę że każdy będzie mógł w pewnym stopniu utożsamić się chociaż z jednym z nich.
Ogólnie powiem Wam... książka mi się podobała ale ostatecznie czegoś mi w niej brakowało, ja zazwyczaj wzruszam się podczas takich lektur a tym razem obeszło się bez łez. Nie wiem czy to dlatego, że autorka powoli przygotowywała mnie do tego co ma się wydarzyć czy po prostu zabrakło "faktora X".
Koniec końców polecam "Ostatnie dni Królika" - było ciekawie i pouczająco. Wydaje mi się że osoby które przechodzą trudny okres w swoim życiu mogą nawet znaleźć w niej odrobinę pocieszenia.

Lubicie książki o takiej tematyce? Może macie jakieś ciekawe tytuły do polecenia? 
Uroczysko  - Colin Meloy, początek wspaniałej przygody

Uroczysko - Colin Meloy, początek wspaniałej przygody

Są gatunki literackie po które sięgam dość rzadko - kryminały, thrillery, horrory i takie typowe romanse 'zahaczające' o erotyki. ALE. Ale zazwyczaj staram się aby książki które czytam nie były na jedno kopyto bo niezależnie od tego jak rewelacyjna jest ich fabuła to wszystko może się w końcu znudzić. Po styczniowych przepychankach i emocjonującym początku lutego (Tamte dni, tamte noce - Andre Aciman - recenzja 💙) potrzebowałam czegoś co pozwoli mi odpocząć a z doświadczenia wiem że literatura dziecięca radzi sobie z tym 'problemem' jak mało kto :)


Na "Uroczysko" zwróciłam uwagę dzięki Pawłowi z kanału P24, gdy zobaczyłam u niego te przepiękne okładki to przepadłam. Jestem Ania. Mam 28 lat. Jestem okładkoholikiem.
Z opisu serii wynikało że jest to połączenie "Opowieści z Narnii" oraz "Baśnioboru" - jako że obie serie bardzo mi się podobały to nie było sensu zwlekać. Poszperałam - bo kupienie kompletu w księgarni internetowej graniczyło z cudem, ale jakaś dobra dusza z Allegro mnie poratowała i oto są!

Prudencja (Tak. Wiem.) wiedzie najzwyklejszy w świecie żywot 12-latki. Chodzi do szkoły, w wolnych chwilach pochłania książki przyrodnicze a gdy zajdzie taka potrzeba zajmuje się młodszym bratem Maksiem. Sielanka trwa do dnia w którym zostaje on bezceremonialnie porwany przez... kruki, które uciekają z nim do pobliskiego lasu zwanego Nieprzebytym Borem. Dziewczynka długo się nie zastanawiając rusza w pościg za bratem. Podczas całej przygody towarzyszy jej Kurt - kolega ze szkoły który zupełnym przypadkiem wpada na dziewczynkę podczas jej wyprawy i postanawia towarzyszyć jej podczas podróży w nieznane. Nasza dwójka ma przed sobą masę przygód! Spotkają uzbrojoną armię gadających kojotów służących Wdowie Regentce, bandę łotrów wyjętych spod prawa, sowiego księcia oraz wielu innych. Tak się składa że dzieciaki trafiają w sam środek wojny o Uroczysko a porwanie Maksia ma z tym wiele wspólnego. Dzieciaki postanawiają pomóc nowo poznanym przyjaciołom, a Prudencja dodatkowo dowiaduje się, że do Uroczyska nie może wejść byle kto - jedynie osoby które przynależą do tego magicznego świata więc... co ona tam właściwie robi?


Jak na literaturę dla dzieci to muszę przyznać, że książka jest na tyle dojrzała że żaden dorosły nie powinien się nudzić. Skorumpowani politycy, omamieni rządzą zemsty władcy, bitwy i zdrady stanu a to dopiero początek. Magia i tajemnice skrywane przez lata - czego tam nie było! Prudencja jest bardzo odważną i rezolutną dziewczynką, co sprawia że książkę czyta się z jeszcze większa przyjemnością.
Ja z ogromną chęcią sięgnę po kolejne dwa tomy "Uroczyska" (chociaż pierwszy tom jest kompletny, można go przeczytać bez konieczności kontynuacji) i dowiem się jak wiedzie się Prudencji i Kurtowi :)

Lubicie czasem sięgnąć po książki dla dzieci?
Mitologia nordycka - Neil Gaiman, ludzcy bogowie z Asgardu

Mitologia nordycka - Neil Gaiman, ludzcy bogowie z Asgardu

"Mitologia nordycka" autorstwa Gaimana leżała na mojej półce już od dłuższego czasu ale bardzo się ciesze że tak się własnie stało bo dopiero teraz nadszedł idealny czas na jej przeczytanie. Dlaczego? A dlatego, że jeszcze w ubiegłym roku moja przyjaciółka *macha do aGwer* prawie że zmusiła mnie do obejrzenia serialu "Wikingowie" (za co w tej chwili jestem jej bardzo wdzięczna) w którym temat bogów nordyckich przewijał się w każdym odcinku po sto razy, dzięki czemu czytając teraz tę książkę miałam wrażenie że przyszłam na spotkanie ze starymi znajomymi, o których już przecież tyle słyszałam.


Jak się zapewne domyślacie, Neil Gaiman nie jest autorem mitów o bogach nordyckich - za to przedstawił nam ich przygody w bardzo zgrabny i przystępny sposób. Ja jestem na samym początku swojej przygody z Asgardzkimi bogami więc "Mitologia Nordycka" w pełni sprostała moim wymaganiom ale domyślam się, że bardziej zaawansowani fani mitologii na pewno nie dowiedzą się z niej niczego nowego.
Na pewno większość z nas słyszała o Wielkim Odynie - najważniejszym i najpotężniejszym z bogów. Thor? Nie wierzę że chociaż raz nie napatoczyliście się w internecie na zdjęcie Chrisa Hemswortha z piękną blond czupryną - chociaż właściwy Thor był rudobrodym brutalem, a sławą większą od jego niezwykłej siły cieszył się jedynie jego magiczny młot Mjöllnir który nigdy - ale to nigdy nie chybiał. No i oczywiście trzeba wspomnieć o Lokim - przebiegłym i zdradzieckim olbrzymie, który większość swojego czasu spędzał na mąceniu i sprowadzaniu na wszystkich kłopotów.

- Loki - rzucił. - Loki to zrobił.
- Czemu tak myślisz?
(...) - Ponieważ - odparł Thor - kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego.
Oszczędza mi to mnóstwo czasu.
Gaiman opowiada nam o tym, że wszyscy odważni wojownicy polegli podczas bitwy trafiają do Walhali aby w nagrodę za swe męstwo po wsze czasy ucztować z bogami - całkiem niezła perspektywa spędzenia wieczności, prawda?
Jeśli miałabym wybrać moją ulubiona historię pewnie byłaby to ta dotycząca Gerd i Freja - młody bóg zakochuje się na zabój w olbrzymce Gerd i w zamian za pomoc w pozyskaniu jej ręki oddaje swój magiczny miecz, przez co podczas Ragnarröka - końca wszystkiego (z którym niebezpiecznie wiele wspólnego ma oczywiście nie kto inny jak sam Loki) nie ma się czym bronić i jako pierwszy pada martwy na polu bitwy.


Tym co podobało mi się najbardziej w bogach nordyckich jest to jak bardzo ludzcy się okazali. Walczyli kiedy pojawiała się taka potrzeba, nie byli wystawieni na piedestale - ich władza i moce cały czas był poddawane zwątpieniu i różnego rodzaju próbom których musieli się podejmować. W porównaniu do bogów rzymskich czy greckich - nordyckich można było dość łatwo unicestwić. Dodatkowo jeśli raz na jakiś czas nie jedli magicznych jabłek Idunn, starzeli się jak zwykli śmiertelnicy. Kochali, nienawidzili i popełniali błędy - dlatego narody północy były im tak oddane.

Trzeba to sobie powiedzieć głośno: lubię mitologię.
Rzymska?
Grecka?
Nordycka?
Wszystko zawsze wciągam na raz! Planuję również podjęcie tematu mitologii słowiańskiej więc jeśli macie jakieś ciekawe propozycje to koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

Tamte dni, tamte noce - André Aciman, zakazany owoc smakuje podwójnie

Tamte dni, tamte noce - André Aciman, zakazany owoc smakuje podwójnie

Przyznam, że od bardzo dawna nie miałam sytuacji w której było mi tak ciężko ubrać swoje myśli w słowa, bo "Tamte dni, tamte noce" wywołały we mnie tak wiele skrajnych emocji i mimo iż na tą chwilę nie jestem w stanie wystawić jednoznacznej oceny to wiem że mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze...
Język którym została napisana to prawdziwe dzieło sztuki, wiem że nie każdy zwraca na to uwagę ale muszę o tym wspomnieć bo zostałam kompletnie oczarowana kunsztem literackim autora. Przeczytałam w swoim życiu już 'trochę' książek i nikt inny nie zachwycił mnie swoim stylem tak jak mistrz Aciman. Chapeau bas drogi Panie!


Akcja książki ma miejsce w małym, włoskim miasteczku - czyli mamy do czynienia z jedną z moich ulubionych lokalizacji jeśli chodzi o książki obyczajowe. Uwielbiam Włochy w literaturze!
Głównym bohaterem jest nastoletni Elio i to właśnie z jego perspektywy poznajemy całą historię. Ojciec chłopca jest profesorem uniwersyteckim i co wakacje przyjmuje pod swój dach zdolnych stypendystów z całego świata. Pewnego lata odwiedza ich charyzmatyczny Oliver - Amerykanin który bardzo szybko zyskuję sympatię otoczenia swoim bezpretensjonalnym sposobem bycia. Elio jest kompletnie zafascynowany nowo przybyłym, można by nawet uznać że jego fascynacja dość szybko przeradza się w pewnego rodzaju obsesję w dużym stopniu opartej na pociągu seksualnym. Po pewnym czasie między Olivierem a Eliem nawiązuje się wyjątkowa relacja oparta na zrozumieniu, przynależności do drugiego człowieka i... tak, fizyczności. Niestety wszystko co piękne musi dokonać swojego żywota - lato dobiega końca a wraz z nim wszystko to co wydarzyło się między mężczyznami musi odejść w zapomnienie. Ale czy o wszystkim potrafimy tak po prostu zapomnieć?

W książce nie ma zaskakujących zwrotów akcji, wątków kryminalnych ani łzawych scen dramatycznych. Akcja toczy się bardzo leniwie dzięki czemu nasza uwaga w pełni skupia się na tym co czuje Elio. Jego myśli ubrane są w piękne i zgrabne słowa które sprawiają że momentami sami odczuwamy jego ból, zagubienie czy smutek.
Jeśli ktoś jest zbyt wrażliwy albo nie czuje się wystarczająco 'dojrzały' do czytani o seksie, seksualności i pociągu fizycznym to nie powinien sięgać po tą książkę bo może jej najzwyczajniej w świecie nie rozumieć i zamiast się w niej zakochać (tak jak ja), może poczuć jedynie wstręt i obrzydzenie. Bo o seksie mówi się tam dużo ale w bardzo prawdziwy, nieprzerysowany sposób.


Uważam że w czasach gdy jesteśmy zasypani pseudo-erotykami w których sceny łóżkowe są napisane tak niedorzecznie i  żenująco, "Tamte dni, tamte noce" opowiadają o seksie wręcz poetycko i z klasą. Ja jestem kupiona, książka chwyciła mnie za serce i dalej trzyma. Już teraz wiem, że będzie to jedna z najlepszych książek które przeczytam w tym roku.

Niedawno w kinach pojawiła się ekranizacja "Tamtych dni, tamtych nocy", naoglądałam się samych pozytywnych recenzji na YouTube i już nie mogę się doczekać aż siądę przed wielkim ekranem i jeszcze raz dam zabrać się w podróż po słonecznej Italii - mam nadzieję że w tym przypadku książka i film będą równie fenomenalne.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K

PODSUMOWANIE STYCZNIA

PODSUMOWANIE STYCZNIA

Już na początku muszę się Wam przyznać, że nie jest tak źle jak przypuszczałam, że będzie! Zauważyłam, że za każdym razem jak na blogu pojawia się żal-post o tym, że nie idzie mi czytanie i "jak tu teraz żyć?" to w jakiś magiczny sposób wraca mi chęć do czytania - nie wiem czy dlatego że publikacja postu ma działanie terapeutyczne czy jest mi potem trochę wstyd że się nad sobą bezsensownie użalam. Nieważne - ważne że działa.
W lutym sobie odpuszczam i czytam tylko to na  co mam na prawdę ochotę, nawet jeśli miałyby to być książki które czytałam już milion razy.
(tak, mówię o Harrym)

Styczeń ostatecznie okazał swoją łaskawość i zamknęłam miesiąc z 7 książkami na koncie *fanfary i wiwaty*


Pamiętnik księżniczki - Carrie Fisher
Recenzja na blogu: PAMIĘTNIK KSIĘŻNICZKI
Pozycja głównie dla fanów sagi "Gwiezdnych Wojen", ciesze się że sięgnęłam po tą książkę bo Carrie jako kobieta okazała się być bardzo do mnie podobna - kartki z jej pamiętnika do złudzenia przypominały moje.

Powietrze, którym oddycha - Brittainy C. Cherry
Najsłabsza część serii "Żywioły" - co nie oznacza, że książka była zła, absolutnie nie! Jednak moim faworytem jest "Woda, która niesie ciszę" i chyba ciężko będzie ją przebić.
Skrzywdzona przez los Elizabeth spotyka na swojej drodze pochmurnego i zgorzkniałego Tristana - ich relacja momentami jest BARDZO toksyczna ale jestem sobie w stanie wyobrazić taką sytuację w prawdziwym życiu, gdy dwójka ludzi 'używa' siebie nawzajem po to by złagodzić ból który nigdy nie mija. Ogromnym plusem tej książki była przyjaciółka głównej bohaterki - wulgarna i bezpośrednia do granic możliwości ale to właśnie dzięki niej zaśmiałam się w głos kilka razy ;)

Wróbelek z kości - Zana Fraillon
Dość trudna książka. Historia jest nam przedstawiona głównie z perspektywy małego chłopca wychowującego się w obozie dla uchodźców. Przed wszechobecnym okrucieństwem ucieka on w świat wyobraźni, w którym wyczekuje swojego spotkania z zaginionym ojcem. Pewnego dnia Subhi poznaje dziewczynkę zza muru i od tamtego dnia jego życie ulega zmianie.
Myślę, że nie mnie jedyną zawsze porusza krzywda wyrządzana dzieciom i w tym wypadku było dokładnie tak samo, ciężko było mi to czytać co nie zmienia faktu że książka jest warta polecenia.

Wszystkie boże dzieci tańczą - Haruki Murakami
Recenzja na blogu: WSZYSTKIE BOŻE DZIECI TAŃCZĄ
Kolejny zbiór opowiadań tego autora który bardzo przypadł mi do gustu, nie wiem nawet czy nie wolę go w takiej formie literackiej. Jeśli jeszcze zastanawiacie się czy Murakami jest dla Was to wydaje mi się, że ta książka jest idealna na rozpoczęcie przygody z tym autorem - opowiadania są bardzo różnorodne więc po przeczytaniu tych 190 stron będziecie wiedzieć na czym stoicie.


Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens
Recenzja na blogu: OPOWIEŚĆ O DWÓCH MIASTACH
Niezmiernie się cieszę, że nie poddałam się i przeczytałam tę książkę do  końca bo jestem zachwycona! Dickens po raz kolejny mnie nie zawiódł i sprawił, że mam ochotę na więcej. A niedoceniony Sydney stanowczo zostanie jedną z moich ulubionych postaci literackich.

Lubię farbować wróble - Agnieszka Osiecka, Violetta Ozminkowski
Pozycja dla fanów twórczości Agnieszki Osieckiej albo dla osób które chciałby bliżej zapoznać się z naszą genialną poetką i tekściarką.
Nie jest to książka biograficzna! Violetta Ozminkowski przeanalizowała masę wywiadów z Osiecką i można by uznać że dzięki najciekawszym fragmentom powstała ta oto książka. Po raz kolejny miałam okazję wejść "do głowy" kobiety z którą dość mocno się identyfikuję, myślę że miałybyśmy z Panią Agnieszka wiele wspólnego.

Love Line - Nina Reichter
Nie byłabym sobą gdybym się na początku nie zbulwersowała. Przeczytałam MASĘ recenzji tej książki i NIKT nie raczył napisać, że jest to PIERWSZYM TOM. Krew mnie zalała jak dotarłam do końca książki i to odkryłam - nie znoszę zaczynać serii które nie są w pełni wydane więc wyobrażacie sobie moją radość? Wrrr.
Książka nie jest zła. ALE. Kompletnie nie rozumiem zachwytów... Gatunkowo wypada to słabo.
Matthew jest psychologiem który upraszczając - uczy kobiety jak znaleźć porządnego faceta, chociaż kilka lat wcześniej był mistrzem podrywu i dzielił się swoją wiedzą z mężczyznami (niekoniecznie w szczytnych celach). Bethany natomiast jest dziennikarką która postanawia podłapać temat "mistrzów podrywu", jej konsultantem jest oczywiście Matt który nie zdradza swojej mrocznej przeszłości. Między tą parą tworzy się pewna więź, mimo iż los cały czas rzuca im kłody pod nogi. Plus za to że nie jest cukierkowo ale ja czytając tę książkę miałam cały czas jakieś flashbacki z "50 twarzy Greya"... bo ich relacja jest dość dziwna, sam Matt ma zdecydowanie problem sam ze sobą a Beth jest naiwna i pierdołowata. Książka zdecydowanie do przeczytania na raz ale nie wiem czy sięgnę po kontynuację.


Jak u Was wypadł styczeń? Jakieś książki warte polecenia?

Copyright © 2014 booklicity , Blogger