Marudnik, czyli ponarzekajmy o książkach

 Tak, wszyscy wiedzieliśmy, że w którymś momencie do tego dojdzie – czas sobie trochę ponarzekać! W gruncie rzeczy to będę takim trochę haterem ale w związku z tym że to mój własny, osobisty blog to nazwiemy to kulturalnie : „wyrażaniem swojej negatywnej opinii w nadzieją na poprawę”.
Nie jestem typem osoby której wszystko przeszkadza, wydaje mi się że mam dość wysoki próg tolerancji jeśli chodzi o różnego rodzaju dziwności i odchylenia ale... No właśnie. ALE. Są rzeczy których w książkach już nie mogę znieść bo albo były kiczowate od początku, albo się już przejadły. Jako okładkowa sroka, nie byłabym sobą gdybym nie przyczepiła się również do oprawy graficznej oraz formy wydania niektórych książek.
Do dzieła!



- TREŚĆ -

1.  Trójkąty miłosne
Podobno gdzieś żyją ludzie których ten motyw jeszcze nie denerwuje - i ja to w pełni szanuje bo trzeba być bardzo wytrwałym żeby w dalszym ciągu znosić dziwną, emocjonalną szamotaninę która nigdy nie miałaby miejsca w rzeczywistości. Nie zrozumcie mnie źle, czytałam książki w których ten trójkąt nie był denerwujący a mam wrażenie że to ma miejsce tylko wtedy kiedy jedna z osób zamieszanych w tą relacje po prostu skrywa swoje uczucia i pozostała dwójka o tym nie wie. Co nie zmienia faktu, że to po prostu jest poroniony pomysł na wątek romantyczny. Wszystko można zrobić dobrze albo źle - idealnym przykładem tego złego są "Pamiętniki Wampirów" (zarówno książka jak i serial) gdzie dziewczyna na zmianę jest zakochana w jednym z braci. Raz jest z tym, a raz z tamtym. Czasem z żadnym ale wtedy obaj panowie grzecznie czekają aż wybranka ich serc zdecyduje się którego woli. Że co? Kto to w ogóle wymyślił?!

2. Bad boy 
Niebezpieczny, tajemniczy i powalająco przystojny - no majtki same spadają. Ale cóż to... pod tą twardą i bezwzględną powłoką znajduje się małe, zranione serduszko które tylko czeka aż ktoś je pokocha <3
NIE. Nie, nie i jeszcze raz NIE. Czy ja jestem jakaś nienormalna? A może to już starość? Bo kompletnie nie rozumiem jak zdrowa psychicznie kobieta może chcieć wplątać się w związek z takim mężczyzną. Skąd bierze się ta niezrozumiała potrzeba opiekowania się jakimiś zwyrolami? Mam dość bohaterek które są przekonane że one są w stanie sprowadzić tego poprańca na dobrą drogę i dzięki nim stanie się chodzącym ideałem.
Dzieci uciekają na jego widok? Szczeniaczki przestają merdać ogonkami jak pojawia się na horyzoncie? Nawet okoliczne żule boją się zapytać i 'pisiąt' groszy? Nie szkodzi - ja zwalczę jego demony swoim gorącym uczuciem!
Ja bym takie kobiety pakowała w kaftan.

3. Brak sensu w działaniach bohaterów
Nie chodzi mi u o jakieś poważne luki w fabule - bardziej o takie małe, niepozorne sytuacje które są momentami tak bezsensowne że to się w głowie nie mieści. Bohater siedzi sam w pokoju i urządza godzinny monolog - na głos. No pewnie, nie ma nic dziwnego w gadaniu do siebie, przecież czasem trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym, prawda? Innym razem nastolatka nagminnie ucieka z domu przez okno - CO JEST NIE TAK z jej rodzicami? Czy ktoś z Was uciekał z domu przez okno? Gdybym chociaż raz uciekła z domu to bałabym się wrócić przez miesiąc bo mama by mnie chyba zabiła po powrocie. Ciekawym motywem jest tez omyłkowe wysyłanie maila do wszystkich z listy kontaktów albo do szefa - na prawdę? O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć taką sytuacje z smsem to z mailem brzmi to co najmniej kretyńsko. Rozumiem, że niektóre tego typu zabiegi stosuje się aby popchnąć akcję do przodu albo zostawić sobie furtkę do rozwinięcia historii ale trzeba to robić bardzo umiejętnie.



- WYGLĄD -
1. Paskudne okładki
Ja nie wiem czy Wy macie tyle czasu żeby wysłuchać wszystkiego co ma na ten temat do powiedzenia więc będę się streszczać. DLACZEGO? Dlaczego niektóre okładki są takie paskudne że aż krwawią oczy? W pełni rozumiem, że piękno to pojęcie względne ale wszystko ma jakieś granice do cholery! Nie znoszę gdy na okładkach są po prostu zwykłe zdjęcia ludzi, wygląda to mega prostacko i sprawia że wszystkie książki z takimi okładkami wyglądają jakby były jedną i tą samą pozycją. A już krew mnie zalewa kompletnie jak książka która w oryginale ma najpiękniejszą okładkę jaką moje oczy widziały a polski wydawca postanawia zaserwować Nam jakiś graficzny koszmarek. Wiem, że to na pewno ma coś wspólnego z prawami autorskimi, okładka nie może być identyczna bla bla bla - ale przecież można zrobić coś podobnego tak? Albo najzwyczajniej w świecie - cokolwiek innego byle było ŁADNE. Część z Was powie, że to treść jest najważniejsza - oczywiście, ale nikt mi nie powie że jak widzi w księgarni paskudną okładkę to czuje się zachęcony do zakupu. Polski rynek wydawniczy jest o wiele mniejszy niż amerykański więc zrozumiałe jest to, że nie mamy do wyboru wielu różnych wydań jednej książki ale przecież można zrobić coś raz i dobrze.
P.S. Okładki filmowe nie powinny istnieć, w 98% przypadków to straszliwe zło.

2. Miękka czy twarda oprawa?
Ja jestem zdecydowanie zwolenniczką książek w twardej oprawie, wiem że gdy książka jest na prawdę gruba to ta twarda okładka bardziej przeszkadza niż pomaga ale to już inna sprawa - książki które mają 1000 stron nie powinny być w jednym tomie. Skusiłam się na przykład na trylogię "Władcy Pierścieni" właśnie w takiej formie i jest to straszliwa porażka.
Jednocześnie nie mam nic przeciwko miękkiej okładce bo sama posiadam wiele takich książek ale wiecie dlaczego? BO NIE WYSZŁY W TWARDEJ OPRAWIE! Nikt nie dał mi wyboru, po prostu uznano że ten tytuł nie wyjdzie z twardą okładką i cała ludzkość musi się z tym pogodzić. No ja się nie godzę i jak widzicie mam niemożliwy ból du*y z tego powodu. Wydaję na książki swoje własne, zarobione pieniądze i nie mam problemu zapłacić więcej za twardą okładkę - więc dlaczego ktoś mi to uniemożliwia?

3. Kosmetyka
⬧ Brak tej tasiemki, która pewnie jakoś się nazywa ale ja nie mam o tym pojęcia. To niby taka pierdoła ale jako, że nie jestem ogromną fanką zakładek i nie lubię jak walają się po całym domu to zawsze korzystam z tej wstążki. Jeśli książka kosztuje 50zł, jest w twardej oprawie, pięknie ilustrowana, "ach" i "och" to na prawdę trzeba przyżydzić na kawałku materiału?

⬧ Brak numeracji w przypadku serii książkowych. Dla mnie najwygodniej byłoby gdyby takie oznaczenie pojawiało się na grzbietach ale wiem że niektórym się to nie podoba. Czasem nawet w środku książki nigdzie nie możemy doczytać się którą część trylogii właśnie trzymamy w ręce.

⬧ Grzbiety które do siebie nie pasują. Nie chcę nawet wspominać o zmianie szaty graficznej w środku serii bo nie chcę podnosić sobie ciśnienia. Widzieliście kiedyś serię która stoi ładnie obok siebie - 1 część OK, 2 część OK, 3 część... ma imię i nazwisko autora o 0,5cm niżej niż w przypadku poprzednich książek. DLACZEGO? Dla ludzi którzy do tego dopuścili jest specjalne miejsce w piekle.


Nie będę Was okłamywać - mocno się dzisiaj ograniczyłam w moich narzekaniach ale kto wie, może dzięki temu jeszcze powrócę do tego typu postów? Ktoś kiedyś powiedział, że "narzekanie jest cnotą" i ja to kupuje :)
Napiszcie co Was wkurza w szeroko pojętym temacie książek - dajcie upust emocjom!





88 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod tym co napisałaś. Wkurza mnie dokładnie to samo, chociaż i tak czytam takie książki. Jednak chyba najbardziej denerwuje mnie brak sensu w działaniach bohaterów. Po prostu mnie to irytuje i tyle. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś pisanie książek na pewno było łatwiejsze, kiedy nie istniały takie technologie jak internet czy telefonia komórkowa. Teraz czasem aż się prosi żeby bohater zadzwonił po pomoc czy sprawdził coś na facebooku - a niektórzy autorzy unikają tego jak ognia ;)

      Usuń
  2. Z tą numeracją się zgodzę - mnie szlag trafia, jak to seria, a nie ma który tom.
    Ja wolę miękkie okładki, bo łamię grzbiety, a w twardej się zawsze boję, że coś popsuję. Ale Władcę tak czytałam i mi nie czytało się źle (oczywiście grzbiet złamany :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie złamałam żadnego grzbietu więc nie mam pojęcia jak możesz być taka okrutna! :O A tak serio to w pełni rozumiem - mi bardziej chodzi o to że czasem książka jest wydana TYLKO w miękkiej albo TYLKO w twardej... no ludzie litości!

      Usuń
  3. No w sumie mogę się zgodzić naprawdę ze wszystkim co tutaj napisałas. Okładki meh, wstążeczki przy drożśzych pozycjach są wymagane niemalże, ale też powinny być zrobione porządnie a nie że trzeba rpzypalac albo robić aglet bo sie rwie na koncu. Trójkąty... no zalezy jakie. Niektóre są bardzo fajnie napisane. Bezsensowne działania to zmora książek. Serio. Ciągle zastanawiam się jak bohaterowie niektórych mogliby egzystowac w swiecie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Czasami niektóre sytuacje są rozwiązywane w taki sposób że nie można myśleć o bohaterach inaczej niż jak o debilach.
      A te cholerne wstążki to jakieś moje zboczenie, uwielbiam jak wydawca o nich pamięta <3

      Usuń
    2. No prawda. :D
      A co do wstążek to aż takim świrem nie jestem :D Ale MAG mnie wkurza bo robią te wstążki ale niestarannie i musiałam robić aglety na moich żeby się nie pruły.

      Usuń
    3. To fakt, mam te nowe wydania Gaimana i tasiemki pozostawiają wiele do życzenia :/

      Usuń
    4. Niestety tak, dlatego wolę sobie je zabezpieczyć zanim zacznę czytać

      Usuń
  4. Mam bardzo podobbne spostrzeżenia do Twoich. Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesst! Nie jestem sama z moimi problemami pierwszego świata :)

      Usuń
  5. Aż przyszłam Ci napisać, że ja lubię trójkąty miłosne xD Wszyscy na nie tak narzekają, że autorzy ciągle o nich piszą i tak dalej, a według mnie narzekają tylko dlatego, że czytają ksiażki z jednego gatunku,a potem zdziwieni, że wszystko tak samo wypada. Gdy czytam sobie romans raz na 10 innych książek to trójkąt mi nie będzie przeszkadzał, bo w tych 8 czy 9 innych go nie było i już :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Ja uważam że trójkąt miłosny może być napisany w ciekawy sposób (UWIELBIAM bohaterów 'Diabelskich Maszyn' - Cassandry Clare) tylko trzeba się postarać porządnie. Czasem nawet pewna schematyczność może być zaletą książki jeśli autor ma talent :)
      Ale i tak dostajesz ode mnie MEDAL WYTRWAŁOŚCI!

      Usuń
  6. Zgadzam się w pełnie ze wszystkim, poza twardymi oprawami. ;) Miękkie może i szybciej się niszczą, ale są o wiele lżejsze, dzięki czemu mogę je spakować do plecaka, nie bojąc się o mój już i tak zmęczony kręgosłup. I również nie znoszę łączenia na siłę tomów. Ilość stron, mająca już tysiące, wręcz obrzydza czytanie - jak widzę przed sobą taką ilość, to już mam dość. No a nigdzie też takiego tomiszcza ze sobą nie wezmę.

    Pozdrawiam jeżowo
    Nikodem z https://zaczytanejeze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja książek raczej nigdzie ze sobą nie noszę, umarłabym gdyby coś mi się w torebce pogniotło :O Od takich zadań specjalnych mam Kindla :) Ale w pełni rozumiem Twój problem, niektóre książki potrafią być tak ciężkie że aż źle się czyta :/

      Usuń
  7. Dobrze mówisz, polać kielonka albo dwa :)
    Mnie już uszami wychodzą trójkąty miłosne, panowie idealni i bohaterowie zachowujący się jak banda szympansów pod wpływem narkotyków (pozdrowienia dla szympansów). Tego jest w literaturze za dużo, a wszyscy się tym zachwycają. Rynce opadajo normalnie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Wypijmy za błęęęęęęyyy... wydawcóóów*
      W pełni się zgadzam! Czasem mam wrażenie że jak jest ten okres w roku kiedy wychodzi najwięcej książek to jakieś 70% jest tą samą książką tylko silą się na inne okładki o.O

      Usuń
  8. O! Trójkąt miłosny w Arsen! Ten matoł do niczego potrzebny nie był,a ta tępa Cathy... Ugh. Szkoda słów.
    Bad boy nie zawsze jest takim złym elementem, zależy jaki ma charakter. Bo np. Aleks ze Skazani na ból Agnieszki Lingas-Łoniewskiej mnie zauroczył i mi go brakuje do chwili obecnej. ;)
    Zmiana szaty graficznej w środku serii to grzech, niestety często popełniany... No mnie szlag trafia jak mam dwie powieści z jednego wydawnictwa, w jednym stylu, a trzecia już całkiem inaczej wygląda i w dodatku ma inny format. -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O boże TAK! Zwłaszcza to ostatnie! Ja mam tak z książkami Jojo Moyes, wszystkie mają podobną szatę graficzną a to cholerne "Zanim się pojawiłeś" ma tylko okładkę filmową i powiedziałam sobie NIET - nie kupuje!
      Z tymi bad boysami to w pełni się zgadzam, każdy z tych motywów o których pisałam może być napisany dobrze bądź źle :)

      Usuń
  9. Świetnie, że tu trafiłem (odwiedzam Twojego bloga po raz pierwszy), bo czytając Twój wpis kilka razy mocno się uśmiałem. Podoba mi się styl w jakim piszesz :) No chyba, że to narzekanie mi tak przypadło do gustu (muszę jeszcze poczytać inne wpisy żeby ostatecznie to rozstrzygnąć ;P)
    Co do samej treści, też nie rozumiem fenomenu bad boyów, jeszcze pal licho, gdy dzieje się to w książce, ale w normalnym życiu, to w ogóle nie ogarniam dziewczyn/kobiet z naiwnym przekonaniem, że zmienią faceta i odkryją skrywane w nim dobroć i piękno :|
    Poza tym te bezsensowne zachowania bohaterów - ileż razy stukałem się w czoło czytając jakąś książkę i nie wierząc, że naprawdę mają tak biedny zakres działań. Czasem jest mi ich żal, że autor książki nie rozpisał im lepszej roli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami ma się wrażenie że bohaterowie książek to takie trochę ludziki z simsów, bezsensowność działań LEVEL HARD. Usuniesz im drabinkę z basenu i koniec, śmierć na miejscu ;)
      A co do przekładania motywu bad boya na prawdziwe życie - w pełni się zgadzam, jak wyżej wspomniałam takie dziewczyny powinno pakować się w kaftan żeby poczekały aż im trochę emocje opadną. Ale może to dlatego że nie jestem najdelikatniejsza i najsubtelniejszą kobietą na świecie *pure evil*

      Rozglądaj się Pan do woli ile wlezie, czuj się jak w domu!

      Usuń
  10. Fajnie to wszystko ujęłaś. Ja nie przepadam za okropnymi okładkami. Wiem, że nie ocenia się po nich książki, ale niestety często to robię...
    Co do bad boyów, ja mam do nich słabość. Ostatnio są tak popularni, że momentami mam wrażenie, że się nimi przejem... Ale od czasu do czasu pojawiają się tacy, którzy mnie "kupują" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ja tez kilka razy trafiłam na takich bad boyów którzy byli napisani tak świetnie że tylko dodawali książce uroku ale takie przypadki mogłabym policzyć na palcach jednej ręki niestety :(

      Usuń
  11. Ja także nie potrafię przetrawić tych całych trójkątów miłosnych. Ileż można przerabiać jedno i to samo? Na dodatek to wiecznie kobieta ma dylemat między dwoma panami, gdzie co rusz zastanawia się, który naprawdę skradł jej serce, a który tylko wzbudza u niej skromną dozę uczuć. Ale nie obraziłabym się, gdyby ktoś kiedyś stworzył taką książkę, gdzie o głównego bohatera biją się chłopak i dziewczyna! Chętnie bym zobaczyła, jak to komuś wyszło i czy nie przedobrzył. ;)
    Pozdrawiam!
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialny pomysł! To mogłaby być nawet dobra książka bo mogłaby poruszać realny problem. Powiedzmy że młody chłopak odkrywa że jest bi i tu z jednej strony podoba mu się jakaś dziewczyna ze szkoły ale jednocześnie coś czuje do swojego kumpla który akurat przypadkiem jest gejem... Dobre!
      Ola, kiedy zaczynamy prace nad Naszą nową książką? :D

      Usuń
  12. Zgadzam się w 100%! Ci wszyscy playboye, którzy zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy nagle spotykają miłość swojego życia - no błagam. No i okładki z gołymi do połowy mężczyznami... już z góry wiem, że po taką książkę NIGDY nie sięgnę, nie ma opcji :D

    Pozdrawiam!
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DOKŁADNIE! Jak widzę na okładce gołą klatę to wiem, że to na pewno nie jest książka dla mnie i choćby nie wiem co - nie przeczytam! :D

      Usuń
  13. A ja powiem, że u mnie to zależy od dnia - czasami lubię takie absurdy w książkach, nie drażnią mnie ;) Ale zdecydowanie stawiam na powieści, które omijają podobne niedociągnięcia. Za to wolę miękkie okładki, twarde są dla mnie przesadą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez raz na jakiś czas lubię poczytać o trójkącie miłosnym czy buntowniku-z-wyboru o ile książka jest ciekawa i dobrze napisana - takie cuda się zdarzają! :)

      Usuń
  14. Trafiłaś w sedno niektórych rzeczy właściwie się z tobą zgadzam, a wspominka o Pamiętnikach Wampirów uświadomiła mi, że jest ktoś, komu emocjonalne skrzywienie bohaterów również przeszkadzało :)

    Pozdrawiam, Dominika
    https://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak, "Pamiętniki wampirów" to jedna z gorszych rzeczy jaka mnie w życiu czytelniczym spotkała. Serial osładzał mi Ian Somerhalder więc wybaczam wszelkie niedogodności <3

      Usuń
  15. Mnie najbardziej denerwuje, jak do pewnego momentu kreacja bohatera / bohaterki jest niezła, sama postać ok też i nagle zaczyna się zachowywać zupełnie niezgodnie z zarysowanym wcześniej charakterem - co nie ma oparcia w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie o tym zapomniałam, a parokrotnie spotkałam się z takim zabiegiem :/ Nie mam pojęcia czemu takie zabiegi mają służyć.

      Usuń
  16. W szczególności zgadzam się z paskudnymi okładkami. Pozdrawiam ♥
    wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr... niektóre to się mogą po nocach śnić!

      Usuń
  17. Mnie chyba przeszkadzają właśnie Ci zranieni maczo, zły język, który tylko wszystko psuje i bezsensowne zachowania niczym z horrorów - chodźmy tam, gdzie jest ciemno i skąd wydobywa się okropny zapach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, bezkonkurencyjnym numerem jeden jest grafomaństwo, nieważne jak dobra jest fabuła książki - wszystko leży.
      A to zachowanie niczym z horrorów to strzał w 10! :D

      Usuń
  18. Trójkąty miłosne oklepane, ale czasami mnie faktycznie mało denerwują. Mnie zwykle irytują bohaterki-idiotki oraz bezsensowne dialogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kuleją dialogi to cała książka leży, czasami dyskusje bohaterów sprawiają że aż krwawią oczy :/

      Usuń
  19. Ze wszystkimi punktami zgadzam się.
    Nienawidzę brzydkich okładek!!
    Serdecznie pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak graficy takich okładek mogą patrzeć na siebie w lustrze! ;)

      Usuń
  20. Mam podobne podejście do okładek. Jedyna różnica polega na tym, że twarde oprawy nie przeszkadzają mi nawet w przypadku mega grubaśnych książek. Przykład: "Droga królów" czy "Słowa światłości" w miękkich okładkach. Obie powieści mają koło 1000 stron i po dwukrotnym przeczytaniu wyglądają jakbym wyciągnęła je (za przeproszeniem) z zadka - przy delikatnym traktowaniu. Dzielenie takiej powieści też mi przeszkadza ;P I dogódź tu babie ;P Aczkolwiek też nie jestem fanką łączenia tomów, kiedy pierwotnie była to np. trylogia.
    Do numerowania tomów nic nie mam, bo faktycznie czasami człowiek się gubi, który tom jest który. Jeśli taka cyfra jest dobrze wkomponowana w grzbiet, to chwała za to wydawcy. Taka pierdoła, a ułatwia życie.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak źle i tak niedobrze :D Ale w pełni rozumiem - gruba książka w miękkiej okładce wygląda po przeczytaniu jakby się ją znalazło na śmietniku, z drugiej strony w grubej wazy 100kg i ciężko się ją trzyma... Mi dzielenie tomów nie przeszkadzałoby jakoś bardzo gdyby te tomy były wydawane na RAZ a nie potem człowiek na drugą część jednego tomu musi czekać rok :/

      Usuń
  21. A ja uwielbiam trójkąty miłosne. Ta rywalizacja między panami o serce damy która nie jest zdecydowana ktoremu je oddać.. Ale jak widać taki mój wiek, że mnie to jara.:D Za to nienawidze twardych okłądek książek. Nie wiem co w nich takiego wspaniałego..
    Buziaczki i zapraszam do nas.<33
    https://teczowabiblioteczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie pogardzę trójkątem miłosnym i ile jest logiczny, sensowny i dobrze napisany - a niestety ciężko o taki który spełnia wszystkie kryteria ;)

      Usuń
  22. Nie lubię trójkątów w książkach. Chyba,że fabuła jest na tyle ciekawa,że ten trójkąt nie jest zbyt widoczny i służy jako miły i naturalny dodatek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, czasem wątek romantyczny ma formę trójkąta ale nie odczuwa się tego tak mocno bo nie gra on pierwszych skrzypiec w historii :)

      Usuń
  23. Ogólnie nie lubię trójkątów miłosnych, ale jeśli autor lub autorka przedstawi to w jakiś dobry sposób, który nie będzie ocierał się o granicę absurdu (jak w Pamiętnikach wampirów) to jestem w stanie go zaakceptować. Drugiej rzeczy, której nie cierpię do brak oznaczeń. Ostatnio byłam w antykwariacie i wertowałam książkę w poszukiwaniu jakiejkolwiek informacji, który tom trzymam w dłoni. Ostatecznie musiałam skorzystać z Google. A źli chłopcy to temat dość szeroki:D Najbardziej rozśmieszają mnie książki, w których główny bohater będący bad boyem, poniewiera bohaterką, odtrąca ją, wykorzystuje a ona i tak ślini się do niego, jakby był bogiem. Jednak w rzeczywistości ten bad boy nadal nim będzie, w przeciwieństwie do historii z książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam podobnie z tymi oznaczeniami, czasem tomy mają tak cudaczne lub długie podtytuły że nie pamiętam który jest który... Na prawdę nic by się nie stało gdyby było gdzieś jakieś malutkie oznaczenie :/
      A z tym bad boyem to czasem aż krwawią oczy...

      Usuń
  24. Punkty 1 i 2 w treści mi się w oczy szczególnie nie rzucają, ale... ja raczej nie czytam romansów, więc jak już po coś takiego sięgnę to nie czuje się podirytowana, ponieważ trafiam na takie wątki tylko czasami. Co do pkt. 3 - mi samej zdarzyło się wysłać maila do złych osób, albo napisać na chacie przypadkiem, więc... da się, to akurat jest możliwe :D
    Okładki to często kwestia budżetu niestety. Ale dzięki temu można poznać, co będzie w środku. Ładna okładka często sugeruje tekst, który da się czytać, bo wydawca przynajmniej zwrócił uwagę na korektę :)
    Mam u siebie parę egzemplarzy, które mają ok. 1000 stron i twardą oprawę: mi one nie przeszkadzają, zwłaszcza, jesli to są dzieła zebrane (np. "Ziemiomorze" Le Guin). Bardziej obawiam się grubasków z mięciutką oprawą, np. "Droga królów" Sandersona.
    Ta "tasiemka" mnie osobiście często irytuje, albo sprawia, że używam "dwóch" zakładek na raz - tasiemki i mojej zakładki xD Po prostu nie chce jej zgubić, więc zawsze mam ją w książce, którą czytam. A brak numeracji zabolał mnie szczególnie raz...
    Poszłam do biblioteki. Znalazłam "Demona luster" Raduchowskiej. Zaczęłam szukać informacji dot. tego, czy to na pewno tom pierwszy. Nie znalazłam, uznałam książkę za jednotomówkę. W trakcie czytania odkryłam, że jednak to nie jest pierwszy tom xD Na szczęście to lekkie książki, więc zaczaiłam szybko, o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o takie cegły to ja zdecydowanie wolę grube okładki mimo że są dość nieporęczne, ale po przeczytaniu takiej grubej książki w miękkiej okładce wygląda ona jakby się ją wygrzebało w śmieciach...
      A co do numeracji - teraz problem jest już mniejszy bo większość ludzi ma internet w telefonach więc na szybko można sprawdzić co i jak, ale kiedyś to była porażka. Doświadczenie nauczyło mnie żeby sprawdzać na goodreads każda książkę którą biorę w rękę bo kilka razy okazało się, że książka która przeczytałam jest pierwszym tomem z 159836 - a za takie smaczki to ja dziękuję bardzo.

      Usuń
  25. O matko! Jak ja nienawidzę trójkątów miłosnych i "bad boyów"... Czy naprawdę w każdym możliwym romansie, ok - w większości musi być coś tego typu... Myślę, że dlatego nie cierpię czytać tej tematyki. :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie,
    oliviaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te motywy nie rażą jakiś wybitnie kiedy są dobrze rozpisane, bo wiadomo że jak człowiek sięga po romans to musi się pewnych rzeczy spodziewać. Gorsze jest to że czasami sięga po przygodówke, obyczajówkę albo powieść historyczną i te motywy też tam są... Bo się dobrze sprzedają? Sama już nie wiem.

      Usuń
  26. Pierwszą część można też przypisać do wszelkich seriali i filmów. Logika? Jaka logika! :)
    Trójkąty miłosne są prawie zawsze tak naciągane, że aż mdli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, w serialach bardzo często jest podobnie - NIESTETY. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, dzięki takim paździerzom bardziej docenia się te dobre zarówno książki jak i seriale ;)

      Usuń
  27. Hmmmm to co mi przeszkadza w książkach to fatalny styl i ubogi język, ciągle powtórzenia i nadmiar wulgaryzmów. Oprócz tego mam dosyć pewnych schematów, które powielają się niestety w wielu książkach - bad boy, grzeczna dziewczynka z dobrego domu, albo wręcz przeciwnie ubogi kopciuszek. Fatalne okładki też są powodem, dla którego zrażam się co do książki - wiem, to słabe, ale prawdziwe ;)

    Pozdrawiam, she__vvolf 🍂🐺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O grafomaństwie nawet nie chciałam wspominać bo post wyszedłby taki długo że nikt nie miał by mocy go czytać ale jest to ogromny problem... Nie rozumie jak takie książki mogą w ogóle być wydawane, przecież taka pozycja musi przejść przez ręce wielu osób zanim zostanie wydrukowana :/

      Usuń
  28. Z pierwszymi trzema punktami zgadzam się wo 100%.
    Mnie przeszkadza w książkach przede wszystkim to, że często są do siebie podobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooj tak, to prawda. Ja raz na jakiś czas sięgam po młodzieżówki i czasami mam wrażenie że to wszystko jest jedną długą książką tej samej autorki.

      Usuń
  29. Skąd ja znam te problemy? :ppp Brzmią bardzo znajomo... Ciekawe dlaczego :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Podpisuje się pod wszystkim :) Na pierwsze dwa akurat specjalnie nie trafiam, bo nie czytam młodzieżówek ani YA, a wydaje mi się, że tam jest tego najwięcej. Brak sensu w działaniach bohaterach natomiast jest czymś, co sprawia że wyrywam sobie włosy z głowy, zwłaszcza jak autor totalnie bez sensu zmusza bohatera do jakiś działań, których nikt zdrowy na umyśle by nie podjął. Co tam monologi... :) Twarda vs miękka... też wolę twardą, ale jakoś przeboleję tą miękką jeśli to nie jest cegła. Bo opasłe tomiszcza + miękka okładka to zło. Zmiana szaty graficznej to zło totalne... :)
    Też lubię te tasiemki. Dopieszcza ostatnio zwłaszcza wydawnictwo MAG, które daje te tasiemki, większość książek w twardej oprawie, a niektóre jeszcze mają kolorowe brzegi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawnictwo MAG pod względem wydań jest mistrzowskie, jak wydaje kasę na książkę od nich to przynajmniej wiem na co :)
      CO do logiki w książkach to ja mam czasem wrażenie jakby autorzy grali za dużo w Simsy, bo momentami wydawać by się mogło że bohaterowie w książkach mają bardzo podobne zachowania... ;)

      Usuń
  31. Trójkąty miłosne czy bad boy nie przeszkadzają mi bardzo w książkach ;D
    Ale brzydkie okładki...ugh często sprawiają np że nie przeczytam danej pozycji, bo tak oceniam książki po okładce ;p

    Zapraszam na coraciemnosci.blogspot.com gdzie wystartował w piątek konkurs :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety ale te okładki czasami są takie koszmarne :/ Wydaje mi się, że większość czytelników zwraca uwagę n to jak wygląda książka, w końcu wydajemy na to swoje pieniądze...

      Usuń
  32. Hahaha, świetny post :D Praktycznie ze wszystkim się zgadzam :D Ja akurat nawet lubię miękkie okładki i nic do nich nie mam :D Jeśli chodzi o podniesione wątki to trójkąty miłosne i brak logiki w działaniach bohaterów to jest to co mnie irytuje najbardziej, ale nie powiem, bad boye też, chyba że dobrze opakowane i nie w romansie, a w innym typie powieści, gdzie nie to jest najważniejsze :D
    Jaka dyskusja się wywiązała :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem w stanie na prawdę dużo znieść jeśli książka jest dobrze napisana :D Nawet te schematy które się powtarzają potrafią być zabawne/ciekawe/urocze jeśli autor wie jak się nimi posługiwać :)

      Usuń
  33. NIE ROZUMIEM braku numeracji części na okładce lub grzbiecie. Nie raz zachwycałam się czymś w księgsięgarni i nie miałam pojęcia jaki tom trzymam. Nie ro zu miem.
    Dzięki Bogu za Internet.

    A co so trójkątów i miłości do bad boyów. Z pierwszym się zgodzę, to już jest nudne, ale... Anka! Okiełznać tego zbuntowanego? Zakraść się do serca twardego jak skała przystojniaka? No kusi! W książkach szczególnie, choć zgodzę się z tym, że ten motyw baaaardzo łatwo sknocić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi bad boyami to muszą być jakieś granice bo momentami to zakrawa o jakąś patologię :D

      Usuń
  34. Przecież bez trójki kochanków i bad boya nie ma dobrej książki młodzieżowej :D
    Brak numeracji na grzbiecie albo choćby samej okładce - nie jestem w stanie tego pojąć :/

    Co do wydań filmowych - ejże, przecież są i ładne! ;) Spójrzmy na Sparksa, na "Z dala od zgiełku", na "Zanim się pojawiłeś" (w porównaniu do pierwszego wydani to cudo :P ) ;)

    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale popatrz - jakby w jakieś młodzieżowce nie było tych motywów to mogłoby zrewolucjonizować rynek wydawniczy! :D
      A co do wydań filmowych to ja niestety jestem na nie :( Nie kupiłam papierowego wydania "Zanim się pojawiłeś" bo nie mogę znieść tych okładek... Jedyna książka z filmową okładka która posiadam i mi nie przeszkadza to "Przeminęło z wiatrem" ale chyba dlatego że filmowa Scarlett i Rhett są tak kultowi :D

      Usuń
  35. Dużo zależy od mojego nastroju w dniu, w którym chwytam za książkę, czasem lubię oklepane tematy, kiedy indziej nie trawię infantylności bohaterów, ale najbardziej drażnią mnie nieścisłości w fabule. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi czasem też czasem nie przeszkadza schematyczność niektórych książek o ile cała fabuła jest spójna i dobrze napisana :) Trójkąt miłosny czy "bad boy" może być całkiem fajny jak się dobrze podejdzie do tematu :)

      Usuń
  36. Jeśli chodzi o treść książek, to zgadzam się ze wszystkimi punktami, a kilka nawet bym dorzuciła ;) Jeśli chodzi o zakładki to lubię je zbierać z jakiegoś dziwnego, nieznanego mi powodu, ale zakładka doszyta do książki daje +100 do zajebistości :D (bo to chyba po prostu zakładka, ale zgaduję).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooj tak, ten mikroskopijny kawałek materiału sprawia że od razu lepiej się na książkę patrzy :D

      Usuń
  37. Zgadzam się z tobą w stu procentach. Do tego wszystkiego dorzuciłabym jeszcze książki różnej wysokości pochodzące z jednego wydawnictwa. Tylko usiąść i płakać gdy się takie coś widzi na półce. Może i drobnostka, ale niszczy to moje poczucie estetyki :D

    Pozdrawiam ♥
    adventureinthelibrary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie układam książek wydawnictwami ale w pełni rozumiem ten problem, w ogóle uważam że powinna być jedna standardowa wielkość książki i tyle. Niektórzy lubią wersje kieszonkowe a niektóre książki (np ilustrowany Harry Potter) są większe więc powinny istnieć 3 rozmiary książek i tyle! ;)

      Usuń
  38. Z wszystkimi uwagami estetycznymi się zgadzam! Wchodząc na dział z ,,książkami do czytania" mam wrażenie, że wpadłam do jakiegoś graficznego piekła, gdzie pokutują ci, którzy nauczyli się tylko dwóch funkcji w Photoshopie. A dokładniej wklejania i półprzezroczystości. Umalowana kobieta plus romantyczne okoliczności przyrody, wklej, suwak przezroczystości na 50 i proszę, gotowa okładka dowolnej powieści o dowolnej tematyce. Nie było tam żadnej takiej kobiety? No co ty gadasz, ładna laska sprzeda wszystko, dawać ją! Jeszcze większe koszmarki produkują wydawnictwa historyczne i turystyczne ( z tymi mam niestety częste kontakty...). Pierwszy lepszy amator zrobi lepsze zdjęcie gór niż jest w przewodniku.
    Dlatego jako przyszłych grafików książki ostrzegają nas - będziesz miał projekty, pod którymi wstyd się będzie podpisać. Bo klient będzie chciał akurat tak, bo tną koszta, bo według działu marketingu ładna laska sprzeda wszystko, nawet Prousta. Patrząc na rynek książki w Polsce aż trochę obawiam się, ze kiedyś stanę się jego częścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te okładki są koszmarne! Nie rozumiem jak wypaczone poczucie estetyki trzeba mieć żeby "zaprojektować" taką okładkę a potem żeby oddać to coś do druku... Jeszcze bardziej zaskakuje mnie to że ludzie kupują książki które straszą z daleka, widocznie są ludzie którym to kompletnie nie przeszkadza - czego ja osobiście nie rozumiem :D Po dziś dzień mam listę książek które uwielbiam ale jeszcze nie posiadam ich fizycznie ponieważ nie wyszły z ładnymi - albo chociaż NIE koszmarnymi okładkami. Czekam cierpliwie, może się doczekam.

      Usuń
  39. Haha, mocno pojechałaś, ale niestety masz rację. Trzeba by w niektórych przypadkach zorganizować pikietę. Ja jestem mocno przeciwna tym trójkątom i brzydkim książkom. Jak nie znam konkretnego tytułu książki, który chcę nabyć, decyduję się na coś między innymi przez okładkę. Takie mamy czasy. Liczy się estetyka wydania. Mnie po oczach rażą jeszcze historie miłosne, w których opis np. pocałunku ciągnie się przez kilka stron. Noo kurdę, czytelnikowi chyba pozostały jeszcze resztki wyobraźni, żeby te pikantne szczegóły dodać sobie samemu! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dokładnie tak samo jeśli chodzi o kupowanie książek - kiedy nie znam tytułu to zazwyczaj kieruje się wyglądem okładki. Jakaś paskuda nie sprawi, że po nią sięgnę i przeczytam opis. Niektóre koszmarki powinny być zakazane a graficy powinni iść siedzieć! ;) Albo być obowiązkowo wysyłani na jakieś kursy.

      Usuń
  40. hi hi :) dobrze ujęte ;)
    Co do 1 zarzutu, czytałam jedną książkę z tym motywem i więcej nie będę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaręczam że ten motyw może być przyjemny w czytaniu! Ale takowych przypadków jest bardzo niewiele ;)

      Usuń
  41. Jakbym czytała własną listę! Z każdym kolejnym punktem coraz bardziej kiwałam głową. A jak doszłaś do wstążkowej zakładki i zmiany rozmiaru książki w środku serii, to poczułam głębokie z Tobą pokrewieństwo duszy:)

    Trójkąty miłosne jestem w stanie czytać tylko wtedy, gdy kończą się happy endem dla całej trójki (i niekoniecznie chodzi mi o sytuację, gdy jedna osoba się odkochuje lub spotyka kogoś innego, monogamia jest niekiedy przereklamowana;P).

    Okładki z kadrami z filmu? Mogą być pod warunkiem, że są naprawdę dobrze zrobione (czyli inaczej niż w 90% przypadków).

    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz no, Anki już tak mają że im 'wszystko' przeszkadza :D
      Dla mnie taki idealny trójkąt był w "Diabelskich maszynach" Cassandry Clare ale to fantastyka i nie zawsze można tak ten motyw zakończyć. Ogólnie ciężko z tymi trójkątami...

      Usuń
  42. Fajny pomysł z ty narzekaniem! Czasami trzeba! Zgadzam się w niektórych kwestiach z tobą! Twarde okładki górą :D :D

    Fajny blog, będę wpadać!

    Pozdrawiam
    #Paula

    http://zniewolone-trescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narzekanie jest cnotą! Raz na jakiś czas trzeba sobie ulżyć ;)

      Usuń

Copyright © 2014 booklicity , Blogger