Przybij 5! Ulubione książki dla dzieci (i nie tylko)


Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że mam 28 lat i jestem dorosłą, samodzielną kobietą i być może nie 'powinnam' czytać już (tak często) książek dla dzieci. Ale bycie dorosłym rządzi się swoimi prawami - można zjeść pączka na śniadanie, przesiedzieć cały czwartek w piżamie i... czytać wszystko to na co mamy ochotę :)
Zauważyłam, że im jestem starsza tym chętniej wracam do książek z mojego dzieciństwa oraz sięgam po propozycje dla najmłodszych których nigdy wcześniej nie czytałam. Moja mam zawsze powtarzała, że człowiek z wiekiem dziecinnieje - coś musi w tym być. Słuchajcie się mamy bo ona ma racje!
Tym razem moja lista na pewno nie będzie dla nikogo odkrywcza, jestem przekonana że każdy z Was miał styczność (mniej lub bardziej) z każdym z tych tytułów ale jest to zestawienie książek najbliższych mojemu sercu i nic nie mogło zostać pominięte.

1. Harry Potter i Książę Półkrwi - J. K. Rowling
No co jak co ale o Harrym Potrze to na pewno nikt nie słyszał, więc już tłumaczę:
Przy ulicy Privet Drive 4 żył sobie chłopiec który pewnego dnia dowiaduje się, że jest czaro... Żartowałam!
Jestem pokoleniem Harrego Pottera. Dorastałam razem z nim, wyczekiwałam na kolejne tomy i popadłam w czarną rozpacz gdy po raz pierwszy przeczytałam ostatnią stronę Insygniów Śmierci i dotarło do mnie że oto moja przygoda dobiegła końca. Kocham Harrego całym sercem i wiem, że nigdy w życiu nie uda mi się przeczytać nic co zajmie jego miejsce (Saga Pieśni Lodu i Ognia jest BARDZO blisko). Wiem, że wiele osób nie rozumie fenomenu Harrego i nie uważają żeby cała seria była jakimś dziełem sztuki - w porządku (to znaczy nie - NIE w porządku ale niech Wam będzie). Wiem, że moja ocena nie może być obiektywna bo Harry to spory kawał mojego dzieciństwa i nie potrafię tych elementów od siebie oddzielić. Jak na prawdziwego czuba przystało, czytam całą serię średnio raz na dwa lata. Czasem częściej bo dla mnie Harry jest idealną książką na rozruch, kiedy nie mam na nic ochoty, żadna książka mi nie pasuje czyli tak zwany książkowy kac - Harry w rękę (dowolna część, znam je na pamięć) i do przodu.
Aktualnie od paru lat moją ulubioną częścią jest Książę Półkrwi ale zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania! ;) (skracałam ten tekst jakieś 3 razy)



2. Ania z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery
Ona Ania, ja Ania - to się musiało udać. Jeśli jesteście dzieckiem a bohaterka książki jest zabawna, ciągle popada w tarapaty i ma najróżniejsze przygody A DO TEGO macie tak samo na imię to musi być miłość. Pamiętam, że pierwszy raz czytałam tą książkę leżąc chora w domu, wiedziałam że będzie zaraz przerabiana w szkole więc stwierdziłam, że lepiej poczytać niż bezsensownie oglądać bajki  mama mi kazała. Teraz z perspektywy osoby dorosłej nie do końca rozumiem moją fascynację tą książką bo mała Ania była WYBITNIE irytującym dzieckiem z tymi swoimi poetyckimi wywodami i mądrościami a la stara ciotka. To czego jestem pewna to, to że bardzo chciałam mieszkać w takim miasteczku jak Avonlea gdzie wszyscy się znają, wszyscy się lubią, każdy każdemu pomaga - marzenie. Już będąc dorosła przeczytałam resztę serii o Ani i moja miłość tylko się pogłębiła, bo z dorosłą Anią jestem w stanie w pełni się identyfikować.
Bym zapomniała! Gilbert. Ooo tak, już pamiętam co mnie tak w tej książce urzekło ;)

A przy okazji - ktoś z Was oglądał już serial na Netflixie "Ania nie Anna"? Jeśli nie to bardzo polecam, ciekawe podejście do tej historii.


3. Mały Książę - Antoine de Saint-Exupéry
Ta pozycja wiele zmieniła w moim postrzeganiu książek i literatury jako takiej. Po przeczytaniu "Małego Księcia" byłam kompletnie oczarowana i zrozumiałam że chciałabym czytać coś więcej niż zwykłe bajki i opowiadania dla dzieci. Zachwyciło mnie ukazanie różnic w odbiorze świata między dziećmi a dorosłymi, ten tak dobrze znany słoń zjedzony przez węża będący kapeluszem. Albo baranek który jest  w pudełku dopóki go nie otworzymy (taki dziecięcy kot schrodingera). Wielokrotnie spotkałam się z negatywnymi opiniami dotyczącymi tej książki i w pełni je rozumiem - to nie jest książka dla każdego. Nie każde dziecko pokocha Małego Księcia i nie każdy dorosły zrozumie jego fenomen. Na tą książkę jest odpowiedni czas, wiek i miejsce i nie da się tego zmienić. Opowieść jest na prawdę krótka więc jeśli ktoś jeszcze nie czytał, zachęcam do podjęcia próby bo może się okazać że zmarnowaliście tyle czasu żyjąc bez tej książki.

4. Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren
Przyznać się kto czytał? Wiem, że ta książka nie była lekturą we wszystkich szkołach więc jeśli na Was nie padło - żałujcie! Przygody grupki przyjaciół mieszkających w małej szwedzkiej wiosce, które zachwyciły mnie tak bardzo że po skończeniu książki... zaczęłam czytać jeszcze raz. Jako dziecko marzyłam żeby razem z Lisą, jej braćmi oraz sąsiadami spać na sianie, łowić raki i ratować psy z rąk okrutnych właścicieli. Nawet przyznam, że trochę podkochiwałam się w Lasse, typowym niegrzecznym łobuzie. Razem z moją przyjaciółką byłyśmy załamane faktem, że mieszkamy w bloku i nie możemy wysyłać sobie liścików na sznurku jak dzieci  z Bullerbyn, które mieszkały w domkach stojących jeden obok drugiego. Postanowiłyśmy zrealizować nasz ŚWIETNY pomysł razem z koleżanką z bloku na przeciwko ale jak pewnie się już domyślacie była to kompletna klapa - kompletnie nie rozumie dlaczego...


5. Kubuś Puchatek - A. A. Milne
To chyba jedyna książka która swoją sławą przewyższa samego Harrego Pottera. Jak tu nie kochać uroczego misia o małym rozumku, pierdołowatego Prosiaczka i przemądrzałego Królika? Do tego z perspektywy czasu stwierdzam że Kłapołuchy zdecydowanie jest metaforą dorosłości w tym całym cyrku mającym miejsce w Stumilowym Lesie a Sowa to wypisz wymaluj moja sąsiadka z 3 piętra, która była przekonana że jest burmistrzem naszej klatki.
Książka jako taka pewnie nie zachwyci każdego, wydaje mi się że jest skierowana do najmłodszych chociaż przyznam że do tej pory z uśmiechem na ustach czytam Kubusiowe mruczanki które w gruncie rzeczy nie mają NAJMNIEJSZEGO sensu :)
W ramach ciekawostki mogę zdradzić Wam coś co mi osobiście rozwaliło mózg bo nigdy o tym nie myślałam - mianowicie w wielu krajach Puchatek ma różne imiona. Wiadomo że oryginalnie jest Winnie the Pooh ale co to w ogóle znaczy - nie wie nikt. Nasz ‘Kubuś’ również ma z oryginałem niewiele wspólnego ale jako że wychowałam się z tym faktem, nie było to dla mnie niczym dziwnym.
Okazuje się że po duńsku mamy Petera, po litewsku Mike, norwesku Ole a szwedzku Nalle.


Ufff, dotrwaliście do końca, jestem z Was dumna! Z chęcią dowiem się, jakie książki pozwalają Wam cofnąć się do najmłodszych lat?


38 komentarzy:

  1. Dzięki książkom, które wymieniłem, sprawiłeś mi ogromną radość przenosząc mnie we wspomnienia z dzieciństwa. Dziękuję bardzo kochana. ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) Kiedyś to był czasy...

      Usuń
  2. Dzieci z Bullerbyn kochałam miłością bezgraniczną zaraz po przeczytaniu książki. Pamiętam, że BARDZO mi się podobała. Próbowałam też po latach przeczytać ją ponownie, ale... była zbyt dziecinna i stwierdziłam, że jeżeli to zrobię - moje oczarowanie tą książką pryśnie.
    O Harrym się wypowiadać raczej nie muszę.
    Fenomenu Ani dalej nie rozumiem, ale nigdy nie czytałam książek, ani nie oglądałam filmów (serialu też nie), więc... może dlatego? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja też kilka lat temu chciałam przeczytać "Dzieci z Bullerbyn" ale odpuściłam z tego samego powodu co ty. Ale teraz mam to piękne ilustrowane wydanie i chyba jednak się skuszę. Tym bardziej, że to jest szwedzka książka a ja mieszkam w Danii więc klimat jest łudząco podobny przez co jestem w stanie wyobrazić sobie jak faktycznie te domu wyglądały, jak wyglądała droga do szkoły itp

      Ania jest super! Poleciłabym Ci serial ale powinnaś najpierw przeczytac chociaż I tom :P

      Usuń
    2. Zbyt dziecinna? Pamiętam, że kiedyś była to moja lektura - w II klasie szkoły podstawowej i juz wtedy była dla mnie zbyt banalna i "dziecinna". Męczyła mnie - chyba nawet nie przeczytałam do końca bo nie dalam rady ;P

      Usuń
    3. Nic się nie znacie! Ja przez Was właśnie będę czytać "Dzieci z Bullerbyn" jeszcze w ten weekend, o! Mam to piękne ilustrowane wydanie i nie mogę pozwolić żeby takie nieczytane leżało... ;)

      Usuń
    4. Ja również zamierzam ją sobie odświeżyć. Kto wie? Może teraz spojrze na nia inaczej? Może zrecenzuje na bloga? ;)

      Usuń
  3. A ja akurat byłam takim dzieckiem, nie lubiącym czytać książek, które były dłuższe i miały, że tak powiem, jakąś fabułę. Raczej wolałam krótsze historyjki, zbiory opowiadań itp. Chociaż ja jestem bardziej kreskówkowym dzieckiem i to do nich mam większy sentyment. Zresztą, mam dwadzieścia lat, a ostatnio obejrzałam całe dwa sezony WITCH, także tego :)
    Pozdrawiam,
    Od książki strony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20 lat *.* To dla Ciebie moje książki są jak z prehistorii :D Ja już byłam nastolatką i to taką starszą niż młodszą kiedy pojawiła się 'faza' na WITCH :)
      Ja uwielbiałam książki od małego, może to dlatego że mama bardzo dużo mi czytała po to żebym w końcu usiadła na tyłku i przestała latać po chacie jak opętana ;)

      Usuń
  4. Nawet nie zliczę, ile razy czytałam "Anię..." i "Dzieci z Bullerbyn" :) Harry'ego Pottera zaczęłam czytać dopiero w liceum, ale i tak oszalałam na jego punkcie. Ostatnia część ukazała się, gdy byłam już na studiach, ale wciąż pamiętam tę radość, kiedy koleżanka przywiozła mi z Erasmusa oryginał tuż po premierze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry jest jedyny w swoim rodzaju <3
      Ja przyznam że jeśli chodzi o "Anie.." to zostały mi jeszcze ze dwa tomy do przeczytania bo jakoś nigdy nie mogłam się za nie zabrać :)

      Usuń
  5. A ja niestety nie znosiłam "Dzieci Bullerbyn" ;) Nigdy nie przekonałam się do całej tej historii, nawet teraz, po latach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni rozumiem, szwedzki klimat - w ogóle skandynawski klimat jest dość specyficzny, dodatkowo książka jest umówmy się - stara więc nie trafi do każdego :)

      Usuń
  6. Wszystkie (albo prawie, bo nie jestem do końca pewna czy czytałam tę "główną" powieść o Puchatku, ale chyba tak) wyżej wymienione pozycje czytałam! :D Kiedyś miałam w planach skończyć Anie i w sumie wciąż mam, bo przeczytałam parę pierwszych tomów (dwa? trzy?), a co do "Małego Księcia" to nic specjalnego do niego nie czuję i chyba po prostu nie rozumiem fenomenu tej historii. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam Ci dalsze tomy o Ani, co prawda pierwszy tom to pierwszy tom i sentyment pozostaje ale dalej też jest na prawdę fajnie :)

      Usuń
  7. Dzieci z Bullerbyn!!!!! Najukochańsza lektura, tak wiele razy przeczytana, że okładka ledwo się trzyma. Kochałam w tej książce wszystko, jej bohaterów, ich rodziny i domki, przygody czy długą drogę do szkoły:)

    Mały Książę natomiast od zawszeni mnie wzrusza i końcówkę ledwo jestem w stanie przeczytać przez łzy.

    Harry, jak bym na to nie patrzyła, nie może być książką mojego dzieciństwa, bo poznałam go mając już więcej niż naście lat, ale i tak uwielbiam!

    Brakuje mi na tej liście Muminków i książek z serii o Tomku Szklarskim, ale wiadomo, każdy ma inne wspomnienia z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym robiła tom 6 to Muminki byłby tak pozycją OBOWIĄZKOWĄ bo je uwielbiam! W ogóle mam wrażenie że będę teraz strasznym creepem ale wydaje mi się że mamy dość podobny gust jeśli chodzi o książki (zgadały się dwie dorosłe baby co do książek dla dzieci...) bo już któryś raz z kolei zgadzamy się co do pewnych tytułów :)

      "Dzieci z Bullerbyn" były dla mnie jakąś przełomową książką bo wydaje mi się że od momentu ich przeczytania zaczęłam czytać 'bo chcę' a nie 'bo trzeba'.

      Usuń
  8. Jak ja uwielbiam "Dzieci z Bullerbyn". <3 Zdecydowanie moja ulubiona książka z dzieciństwa!
    Pozdrawiam, Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nie jestem w tym uwielbieniu sama bo wiem że wielu osobom ta książka nie przypadła do gustu :)
      Też czytałaś ją w tym mały, żółtym i obrzydliwym wydaniu?

      Usuń
  9. Też wracam do książek z czasów pieluchy, nie tylko Ty się starzejesz! :D a ja np nie znoszę "Dzieci z Bullerbyn", nie pamiętam za dobrze co się tam działo ale pamiętam że mnie wszyscy wkurzali xd Kubuś Puchatek, Ania - takkk. Poza tym kocham Muminki i Braci Lwie Serce, Tajemniczy ogród, ojejku, ile ich było :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poza tym to dobrze Cię znowu czytać, pod poprzednim postem nie mogłam dodać komcia :(

      Usuń
    2. Oo tak! Muminki też są pozycja obowiązkową ale już nie zmieściły się na liście :) Braci Lwie Serce NIGDY w życiu nie czytałam, czas nadrobić :)

      Usuń
  10. Dzieci z Bullerbyn to moja ulubiona książka z dzieciństwa:)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeśli miałabym zdecydować się na 1 pozycję to pewnie tez wybrałabym tę książkę :)

      Usuń
  11. Dzieci z Bullerbyn... nie lubiłam i nie wiem czy polubię ale masz ładne wydanie, chociaż mi chyba bardziej podoba się to kolekcjonerskie, które nazywasz "obrzydliwym" :) Zresztą sama nie wiem... oba mają w sobie to coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie podśmiechujki że obrzydliwe - miałam je w domu i do tej pory gdzieś się wala na pewno, mam do niego sentyment :)

      Usuń
    2. Ja właśnie mam sentyment do takich "staroci" mimo iż sama czytałam w całkiem innej wersji - z oryginalnymi ilustracjami z pierwszych zagranicznych wydań. Gdybym miała sobie kupić tę książkę (bo byłaby moją ulubioną) kupiłabym dwa wydania, bo nie potrafiłabym wybrać :D

      Usuń
  12. Potter to Potter wiadomo;) tom 6 też znajduje się na mojej liscie ulubionych (zaraz za 3, 5, 7, 1, 2 i 4 tomem)
    Anię przeczytałam całą - stąd moja miłość do wielo tomowych historii, zastanawiam się jak teraz odebrałabym tę postać skoro sama mam "na stanie " taką rozgadaną dziewczynkę.
    Dzieci z Bullerbyn czytam teraz po raz pierwszy, moim córkom średnio się podoba, a ja ocenię jak dotrwamy do końca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę zaskoczona jeśli Twoim dzieciakom ta książka nie przypadnie do gustu, trochę inne mamy czasu - już kiedy ja ją czytałam to wydawała się BARDZO stara :)
      Anie mam cały czas do nadrobienia, zostały mi 2 ostatnie tomy <3

      Usuń
  13. Wszystkie wyminienione książki kocham <333 szczególnie Harrego (chociaż nie za księciem półkrwi :D) i Anię! Cudne pozycje!
    http://teczowabiblioteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry to Harry, ciężko przebić tę serię <3

      Usuń
  14. Podzielam Twoją miłość do "Dzieci z Bullerbyn" i "Ani z Zielonego Wzgórza" (całej serii). Czytałam bardzo dużo razy i byłam w tych książkach po prostu zakochana. Od dawna już kusi mnie, żeby wrócić do książek pani Montgomery, tylko nigdy nie mam na to czasu...a ciekawe, jak odebrałabym je po tylu latach;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo się cieszę że sięgnęłam po kolejne tomy Ani jak już jestem starsza bo myślę że te 15 lat temu nie zrozumiałabym dorosłej Ani :) Za to teraz ta mała Ania wydaje mi się straszliwie upierdliwym i męczącym dzieckiem :D

      Usuń
  15. Sama lubię książki dla dzieci, nie uważam cię za dziwną. ;P

    OdpowiedzUsuń
  16. "Ania z Zielonego Wzgórza" to zdecydowanie jedna z moich ukochanych książek z dzieciństwa! Nawet teraz lubię do niej wracać po latach <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nienawidziłam Kubusia Puchatka, ale Dzieci z Bullerbyn kochałam i kocham do teraz!

    OdpowiedzUsuń
  18. Anię uwielbiam i mam w planach nawet przeczytać całą serię jeszcze raz! A Harry Potter (wiem że to trudne do uwierzenia) jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytałam wszystkie te książki, większość wielokrotnie, natomiast z jednym się nie zgodzę definitywnie. Harry Potter (szczególnie jego ostatnie części) to nie jest książka dla dzieci. Krew się leje strumieniami, a trup kładzie się gęsto, i choć kocham go równie mocno co Ty, to dziecku bym jej nie dała przeczytać.
    Pozdrawiam
    KSIĘGOZBIÓR

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 booklicity , Blogger